poniedziałek, 3 listopada 2014

Rozdział 1

Był początek wakacji, ale ja prawie w ogóle nie tego nie czułam. Przez całą drogę do Brimingham prawie w ogóle się nie odzywałam. Po prostu słuchałam muzyki i czytałam "Gwiazd naszych wina".

Kiedy doleciałyśmy na miejsce odebrałyśmy nasze bagaże i chodziłyśmy po lotnisku szukając Roberta, ale nie mogłyśmy go znaleźć. Mama zadzwoniła do niego a ja razem z Chlo poszłyszmy do toalety. Robert powiedział, że jest w drodze i będzie za 10 minut, wyszłyśmy na zewnątrz żeby tam na niego poczekać. Nagle otoczyło nas kilku bezdomnych z pytaniami czy mamy drobne albo prawili żenujące komplementy mi i Chloe...

Wreszcie zobaczyłyśmy samochód, który zatrzymał się przed nami. Wysiadł z niego facet w koszuli i bukietem w ręku. Podszedł do nas. Najpierw przywitał mamę i dał jej kwiaty a później podał nam ręce.
-Cześć. Wybaczcie mi spóźnienie, ale miałem kłopoty z samochodem - powiedział z uśmiechem - wyglądasz prześlicznie. A to twoje córki, zgadza się?
-Dziękuję za komplement i kwiaty. Tak to Chloe i Jessica
-Cześć -powiedziałyśmy w tym samym czasie
-Jedźmy do domu. Pewnie jesteście zmęczone
Wziął nasze walizki i otworzył drzwi do samochodu. Ochłonęłam po tym co się stało i ok...ona nie zasługuje na takiego chłopaka. Znam ją zbyt dobrze, żeby nie zauważyć tego, że kiedy mówił do niej ze wzrokiem utkwionym w jej twarzy, pochłaniała oczami każdy kawałek jego ciała...uhg, osoba w jej wieku nie powinna tego robić.


Dom Roberta był duży i stał prawie na rogu ulicy, od skrzyżonia dzieliło go tylko wielkie drzewo i jeszcze jeden dom przed którym zaparkowany stał duży samochód terenowy a z ogrodu było słychać szczekanie psa.
Wysiadłam z auta a Robert podał mi walizkę. Na płocie wisiała tabliczka z napisem: "Sunset Street" i chyba nie powiedziałam tego tak cicho jak chciałam, bo zatrzymał się koło mnie.
-W okolicy mieszka dużo osób w twoim wieku. Myśle że będzie dobrze
Uśmiechnęłam się do niego i weszłam do środka domu. Był na prawdę duży i przyjemny. Mój pokój był jakieś trzy razy większy niż ten w naszym mieszkaniu, Chloe też była zachwycona swoją sypialnią. Miałam drzwi na przeciwko jej i na szczęście Robert z mama spali na parterze, bo nie będziemy musiały słuchać ich odgłosów kiedy będą się pieprzyć pewnie już tej nocy...

Przypomniało mi się, że zapomniałam słuchawek w samochodzie. Wyszłam na dwór i zatrzymałam się na chwilę, bo zobaczyłam jak z domu obok wyszedł chłopak.
Wydawał się kilka lat starszy ode mnie. Miał wyraźnie zarysowaną linię szczęki, był mocno zbudowany i jego bicepsy na prawdę robiły wrażenie kiedy szedł nakładając fulcapa ubrany w biały podkoszulek i spodnie do kolan. Zauważyłam, że miał kolczyki w uszach i wazdze, po których przejechał językiem. Trzymał smycz i kiedy zagwizdał po chwili przybiegł do niego biało-czarny boxer. Chłopak włożył do uszu słuchawki i spojrzał w moją stronę. Byłam pewna, że mnie zauważył. Zmieszałam się, ale on się tym nie przejął odwrócił wzrok i pobiegł wzdłuż ulicy a pies był cały czas przy jego nodze.

Wróciłam do pokoju wzięłam chłodny prysznic. Po czym rzuciłam się na łóżko i zasnęłam.

Obudziłam się następnego dnia rano i nadal miałam przed oczami postać tamtego chłopaka. Zeszłam na dół i przywitałam resztę. Mama i Rob nie wyglądali na wyspanych, więc odmruknęli tylko ciche "dzieńdobry". Chloe była bardzo podekscytowana, bo jechała dzisiaj obejżeć swój uniwerek i akademiki. Jadłam płatki z mlekiem i nie wiedziałam co mam właściwie ze sobą zrobić. Spytałam o hasło do wifi, więc zalogowałam się na twittera, instagrama, tumblra a nawet na facebooka. Dokończyłam rozpakowywać bagarze a potem ogarnęła mnie cholerna nuda. Zostałam sama w domu, bo sis już pojechała a zakochani wyszli na spacer po mieście. Ehh..wyglądało na to, że tylko ja nie mam co zrobić z życiem. Więc oglądałam tępe filmiki na youtubie i wpierdalałam M&M'sy.

Kilka następnych dni zeszło mi na robieniu dosłownie niczego. W weekend stwierdziłam, że powinnam chociaż zobaczyć kawałek miasta, w którym będe mieszkała przez najbliższy rok.

Ubrałam bordowe vansy, białą koszulkę czarne spodnie sięgające do połowy łydki i okulary przeciwsłoneczne.

Kiedy byłam już w centrum weszłam do Mc.Donalda. Zamówiłam shake i muffinkę. Kiedy usiadłam przy małym stoliku na zewnątrz zobaczyłam grupę stojącą po drugiej stronie ulicy. Było już prawie ciemno, więc zdjęłam okulary i ugryzłam muffinkę a trochę okruchów rozsypało się po stole. Dlaczego do cholery jeden z nich zwrócił na mnie uwagę akurat teraz?! Powiedział coś do swojego kolegi, który stał do mnie tyłem a on się odwrócił.

O kurwa! To tamten chłopak

Wszyscy się zaśmiali i zaczęli iść w moim kierunku. Byłam cholernie zestresowana i czułam jak ostatni kawałek ciastka staje w moim gardle.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Woah :) pierwszy rozdział skończony! Mam nadzieję, że się podoba. Następny dodam za kilka dni i na pewno będzie dłuższy niż ten.
BARDZO PROSZĘ, JEŚLI TO CZYTASZ - WSTAW KOMENTARZ, BO BĘDĘ MIAŁA POCZUCIE, ŻE NIE PISZĘ TEGO TYLKO DLA SAMEJ SIEBIE - Spring :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz