wtorek, 2 grudnia 2014

Rozdział 4

Nie zdążyłam jeszcze zdjąć butów a moja mama zasypała mnie pytaniami co z pracą. Powiedziałam, że mnie przyjęli, minęłam ją i poszłam na górę wziąć prysznic.
Kiedy suszyłam włosy dostałam sms'a.
? - Hej, poprosiłam Liama żeby dał mi twój numer. Jedziesz dzisiaj z nami na plaże?
Ja - Tak jade...właściwie kim jesteś?
- Haha tu Tori :)
Ja - Okej ;) wiesz o której wyjeżdżamy?
Tori  - Będziemy po cb o 8:00pm. bądź gotowa. Papa.
Ja - Pa. :)
Zablokowałam telefon, wyłączyłam suszarkę i pofarbowałam końcówki na granatowo. Zrobiłam to poraz pierwszy odkąd tu jestem.
Usłyszałam jak Robert woła mnie z dołu. Przewróciłam oczami i krzyknęłam "zaraz".
Ubrałam legginsy, biały t-shirt i zeszłam na dół.
-Jestem - powiedziałam stając w drzwiach kuchni.
- Słuchaj, Chloe dzisiaj wraca z wycieczki po kampusie, więc jemy razem kolację.
- Jaa...dzisiaj nie moge...
- Co? - mama odwróciła się od blatu, na którym przyprawiała kurczaka.

Trzeba coś wymyślić..

- Umm... o 8.00 ide na noc do Victorii.
- Jakiej Victorii?
- Mieszka niedaleko. Na Monroe.

Cóż, tylko tyle wiem.

- Będą jacyś chłopcy?

Boże mamo!

- Nie , tylko ja i ona i jej rodzice w pokoju obok.
- Dobrze,  ale wróć jutro koło południa.
- Okej.
Wróciłam na górę i napisałam do Victorii.
Ja  - Powiedziałam mamie że śpię dzisiaj u ciebie..
Tori- Spoko, zapraszam xD

Była 4:00. Rozchyliłam zasłony, wjżałam przez balkon i zobaczyłam Liama ćwiczącego w swoim pokoju.
Leżał na podłodze w dresach i bez koszulki. Pomimo tego wielkiego drzewa widziałam go dobrze.
Kiedy podnosił hantle jego bicepsy mocno się napinały, ale zdawało się jakby robił to z łatwością, bez żadnego wysiłku. Chwilę póżniej zaczął brzuszki, moje oczy robiły się coraz większe a kiedy doliczyłam do stu zatrzymał się. Przyklęknął, wsparł się na rękach, zaciśnął szczękę i zrobił 50 pompek. Kiedy z powotem uklęknął, żeby wytrzeć twarz ręcznikiem popatrzył w moją stronę, a ja spanikowałam. Zasłoniłam zasłonę, ale on mnie zauważył. Roześmiał się i zaraz napisał mi sms'a.
Liam - Doszłaś?
Ja - nie?
Liam - Haha nie zaprzeczaj skarbie :)

Napisał "skarbie" 

Ja - Pa.

Chloe wróciła wcześniej, więc pogadałam z nią o wycieczce i poszłam się szykować do wyjścia.
Pomalowałam się, ubrałam jeansy,biały sweter i zabrałam torebkę, do której spakowałam trochę rzeczy, żeby wyglądało jakbym na prawdę szła na noc do Tori.
Ubrałam buty i wzięłam z szafy bluzę Liama, żeby mu ją oddać. Przytuliłam Chlo i powiedziałam mamie i Robertowi "cześć".

Wyszłam przed dom i zobaczyłam znajome czarne auto.
Otworzyłam drzwi i zobaczyłam mnóstwo osób.
Na tylnym siedzeniu był Zayn, Niall i jakiś chłopak, którego nie znałam. Siedziały na nich Nicole, Victoria a na tym chłopaku siedział inny, którego też nie znałam. Na podłodze klęczał Brian i jakaś laska, której twarzy nawet nie widziałam. Za kierownicą siedział Liam a obok Luke.
- Siadaj na kolana - powiedział Luke i poklepał się po udach.
Wskoczyłam do samochodu i starałam się usiąść tak, żeby nie zgnieść mu nóg.
Liam szepnął do mnie
-Fajne włosy.
- Dzięki - uśmiechnęłam się do niego.
Luke trzymał dłonie na moich biodrach i lekko uderzał o nie palcami przy piosenkach Eminema, które leciały z radia w samochodzie.


Dojechaliśmy na plaże.
Kiedy wychodziłam z auta Luke ścisnął mi tyłek w formie "pomagania mi wyjść".
Chłopaki wyjęli z bagażnika piwo i poszliśmy wzdłuż plaży usiąść po między drzewami przy wodzie, żeby w razie czego policja nie mogła nas zauważyć.
Usiedliśmy w kole. Po mojej prawej siedział Luke, obok niego był Zayn, Niall i ci dwaj kolesie. Z drugiej storny miałam Tori, tą laskę, której nie zanałam, Briana, Nicole a na przeciwko był Liam.
- Zamówmy pizze - krzyknął Niall - znam numer na pamięć.

Kiedy czekaliśmy aż nam je przywiozą chłopak w kręconych włosach odwrócił się do mnie.
- Jestem Harry a to Louis - wskazał na drobnego chłopaka siedzącego obok niego. - a ty?
- Jess - uśmiechnęłam się do nich. Widziałam jak są w sobie zakochani. Nie puszczali swoich dłoni i mocno się obejmowali.
Tamta blondynka, która siedziała obok powiedziała, że ma na imię Lottie.
Gadaliśmy chwilę i tłumaczyłam im czemu mam ze sobą bluzę Liama, a oni zerknęli na siebie i Lottie poruszyła znacząco brwiami. Pokręciłam głową i uśmiechnęłam się.
Te pizze były na prawdę duże i chłopaki musieli zjeść, oprócz swojej - jeszcze pół naszej.
- Zróbmy zawody w bekaniu! - powiedział Luke, wziął łyka piwa i głośno beknął.
Reszta chłopaków zrobiła to samo.
Wyszyscy prawie leżeliśmy ze śmiechu.
Cóż "zawody" wygrał Liam, który zdawał się być bardzo dumny z siebie.
- Luzery, możecie mi ssać!
- Zagrajmy na przykład w pytania. - zaproponowała Nicole i spojrzała (znowu) na Liama. - co ty na to?
- Spoko, ale najpierw ide do lasku sie wysikać. - razem z nim poszli wszyscy chłopcy.

Zrobiło się chłodniej.
Liam podszedł do mnie.
- Masz moją bluzę?
- Tak, oddaję. - podałam mu ją.
- A nie będzie ci zimno? Bo chyba nie masz innej kurtki.
- Jest mi ciepło, serio. - uśmiechnęłam się i sciągnęłam w dół rękawy swetra.
- Okej - powiedział i zaczął gadać o czymś z Zaynem.
Odwróciłam się od nich i czekałam aż wszyscy wrócą.
Nagle poczułam coś na moich plecach. Liam zarzucił na mnie od tyłu swoją ciepłą bluzę, przeszedł koło mnie, odwrócił się i puścił mi oczko.
Usiadł na swoim miejscu, objął ramieniem Nicole i patrzył na mnie swoimi orzechowo-brązowymi oczami.
Wciągnęłam ręce do rękawów bluzy i opatuliłam się nią.
Luke wyjaśnił mi zasady gry w pytania: Każdy po kolei zadaje wszystkim pytanie i osoba, która odpowie przecząco musi zdjąć z siebie jakąś rzecz.
- Gotowa? - spytał, a ja przytaknęłam.
Pierwszy pytanie zadał Luke.
- Czy kiedykolwiek uprawialiście homoseksulalny sex?
Niall, Tori, Brian, Liam i ja zdjęliśmy po jednej rzeczy. I położyliśmy je na środku.
Później była kojej Zayna.
- Macie jakieś tatuaże?
Tylko ja zdjęłam jedną bransoletkę i odłożyłam ją.
Później był Niall, Harry, Louis i pozbyłam się już wszystkich dodatków...ugh
Była kolej Liama.
- Czy uprawialiście kiedyś sex w tym tygodniu?

Czy znowu tylko ja coś z siebie zdejmuję?

Kiedy kładłam na środku mojego buta czułam się na prawdę zle.
Nicole chyba to wyczuła, bo zadała dość podobne pytanie.
- Czy kiedykolwiek uprawialiście jakikolwiek sex?
Wszyscy zaczęli się śmiać.
-Co to za pytanie? - mówił przez śmiech Liam.

Kurwa, powiedzieć czy nie?

Nie ruszałam sie praktycznie wcale, ale Nicole zauważyła, że coś jest nie tak.
- Hej, Jess. Co tak sie nagle nie odzywasz?
-Nie nic - spaliłam buraka i spuściłam troche wzrok.
-Nie udawaj, dawaj drugiego buta.

Dzięki 

Była kolej Lottie, Briana i Tori.
Zauważyłam, że oni wszyscy, dzięki tej grze coraz bardziej próbują poznać moje nieistniejące życie seksualne.
- Obciągaliście kiedyś komuś ręką lub ustami?
Wszyscy spojżeli na mnie, ale byłam wdzięczna, że nie musze tym razem nic zdejmować. Kiedyś obciągnęłam mojemu chłopakowi...cóż ręką...
Ale i tak na środku były głównie moje rzeczy.

Teraz ja miałam zadać pytanie.
- Czy kiedykolwiek byliście zakochani?
Zauważyłam jak Liam się speszył.
Zatrzymałam na nim wzrok.
- Dobra, ok.
Zdjął koszulkę. Nikt się nie odezwał, a Nicole zmierzyła mnie wzrokiem.
Przeszły jeszcze dwie kolejki i w tym momencie zostałam w bieliźnie, i bluzie Liama.
Było kilka pytań, na które nie musiałam odpowiedzieć "nie" więc szło w miare dobrze, ale przyszedł czas Liama.
- Hmm...czy widzieliście kiedyś mojego kutasa?

Nie, proszę nie

Brian zdjął spodnie, a ja musiałam stanik.
Zapięłam bluzę, odłożyłam go na środek i skrzyżowałam ręce na piersiach.
Wiedziałam, że Nicole wymyśli coś żebym leżała całkiem.
- Kto przelizał się z kimś stąd?
- Nie dejmę już nic więcej.- powiedziałam i spojrzałam na Nicole.
- Takie są zasady - wzruszyła ramionami.
- Niekoniecznie. - wtrąciła się Lottie.-Może się poddać i zrobić karne zadanie.
Niki przewróciła oczami.
-Dobra, ok. Musisz wejść do wody i zamoczyć się do czubka głowy w tym, w czym jesteś teraz.
Każdy wydał z siebie "ouuu...!!!"
-Ta woda jest teraz kurewsko zimna. - powiedział Liam.
- Nic jej nie będzie.

Co ja ci do cholery zrobiłam?

Przez chwile wszyscy gadaliśmy o tym czy powinnam to zrobić czy nie.
- Okej, kurwa - wstałam i rzuciłam spojrzenie Nicole. - zrobie to.
Wszyscy wstali razem ze mną, żeby pomóc mi wytrzymać, albo może tylko popatrzeć
Stałam na granicy fal w bluzie i majtkach...zamoczyłam nogi w wodzie.

Fuck

Weszłam głębiej, kucnęłam w wodzie a całe ciało zaczęło mi się trząść.
Kiedy powoli kładłam się na plecy, żeby się cała zamoczyć usłyszałam tylko: "o w chuj" Liama.
Wynurzyłam się z wody a Liam podbiegł do mnie.
- Chodź, tu. - podniósł mnie. - Kurwa, jesteś cała zimna!
- Dzięki, nie musisz tego robić, to tylko woda.
On nie zareagował, więc zaplotłam ręce wokół jego szyji.
Postawił mnie na plaży.
Byłam cała mokra i wyglądałam jak szczur.
Zaczęliśmy się śmiać, a Luke poklepał mnie po plecach.
- Gratulacje, zrobiłaś to. - powiedział.
- Myślałam, że będzie gorzej. - uśmiechnęłam się. - ale teraz na prawde chciałabym się przebrać.
- To twoje ciuchy - powiedziała Nicole i podała mi moje rzeczy.
Poszłam do lasku a Liam chyba nikt nie wie po co poszedł za mną.
- Mógłbyś się proszę odwrócić?
- Już - zdjął koszulkę i podał mi ją - wytrzyj się nią.
- Dzięki, na serio. - spojrzałam na niego a on puścił mi oczko i obrócił się.
Zsunęłam z siebie mokrą bluzę, założyłam stanik, sweter i wyjęłam z torebki moje suche bokserki do spania, które były na "noc u Tori".
- Fajny tyłek - zaśmiał się Liam, a ja spanikowałam i pisnęłam.
- Opanuj się - rzuciłam w niego jego mokrą koszulką.
Ubrałam się do końca i mogliśmy wrócić do reszty.
Szłam w nierozczesanych włsach a obok mnie był Liam z koszulką w ręce.
- Szybko wam poszło. - strzelił Brian.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
Siedzieliśmy jeszcze z godzinę na plaży.
I ja na prawdę nie rozumiem Nicole; w jednej chwili jest wredna i robi wszystko, żeby odechciało ci się czegokolwiek a zaraz później, jest miła i gada z tobą jak z dobrą koleżanką...ehhh


Była 01:30 am.
- Jedźmy już do domu. - powiedział Harry, a Lou przytaknął.
- No okej. - powiedział Liam. - chodźmy, bo teraz jestem jeszcze trzeźwy.
Wzięliśmy butelki po piwie, Luke namalował na pudełkach po pizzy kilka kutasów, zostawił je na plaży i poszliśmy do samochodu.
Chłopaki wrzucili do bagażnika puste butelki i usiedliśmy w aucie tak jak wcześniej.
Byłam dość zmęczona, więc spałam lekko, oparta o ramię Luka.
Po drodze odwoliliśmy każdego pod dom, ale nie zauważyłam nawet kiedy kto wychodził, ani nawet że zniknęła Tori i Lottie.
Przebudziłam się dopiero kiedy wysiadał Luke.
- Um..gdzie jest Tori?
- Pewnie już w łóźku - powiedział, przesunął mnie kawałek w przód i wyszedł. - Nara!
- Liam...? Miałam u niej przenocować a rano wrócić do domu.
- Wiem, o tym. - uśmiechnął się. - ale nie chciała cię budzić, więc powiedziałem, że możesz przenocować u mnie.
- U ciebie? - przymróżyłam oczy.
- Tak, nie panikuj. Nie chce iść z tobą do łóżka.
- Czyli według ciebie jestem mało podniecająca?
Liam strzelił mi spojrzenie.
Po paru minutach zatrzymał auto przed swoim domem.
- Shh...chodź za mną na góre.
Cicho szłam za nim do jego pokoju. Kiedy weszliśmy, zapalił światło.

Zaraz na przeciwko były drzwi na balkon, po lewej stała duża szafa, na ścianie wisiała koszulka Michaela Jordana a obok niej na półkach stały puchary. Po prawej stonie balkonu stało łóżko na przeciwko niego był telewizor, konsola, mnóstwo gier na podłodze, niski stolik i dwie pufy w kształcie piłek do kosza. W koncie leżały hantle i rękawice bokserskie a z sufitu zwisał worek do ćwiczeń.
Liam rzucił się na łóźko.
- Witam w moim królestwie!
-Wow...- rozglądałam się po pokoju, a moje oczy były w tym momencie na prawdę wielkie. Ściany były niebieskie a nad łóżkiem obok małych lampek wisiał plakat z nagą laską z mokrym ciałem.
- Oh, wiesz? To właśnie wszystko popsuło! - podeszłam blisko łóżka i wskazałam na plakat.
- Wybacz, ale czasami internet mi tu nie działa, trzeba sobie radzić. - uśmiechnął się szeroko.
- Jesteś okropny. - klepnęłam go w ramie i usiadłam obok, na łóżku.
- Jestem dzisiaj jakoś dziwnie zmęczony.
- Mi też chce się spać. Zaprowadzisz mnie do łazienki?
- Spoko, weź swoje rzeczy i chodź.
Wyjęłam z torby bluzkę, shorty do spania, skarpetki, szczoteczkę do zębów i kilka kosmetyków
- Okay.
Wyszliśmy z pokoju i przeszliśmy parę metrów korytarzem do łazienki.
- Dzięki, daj mi parę minut, zraz przyjdę.
- Dobra, ja wezmę prysznic na dole. Aa.. no i tam są ręczniki. - skinęłam głową.
Zamknęłam drzwi. Zrzuciłam z siebie ubranie i weszłam pod prysznic. Włączyłam wodę, spięłam włosy w koka, zmyłam z siebie dzienny makijarz, a raczej resztki tego, co zostało po zanurzeniu się w wodzie.
Wyszłam zpod prysznica i owinęłam się ręcznikiem. Nałożyłam lekki makijarz, żeby Liam nie przestraszył się mnie i ubrałam rzeczy do spania.

Kiedy wróciłam siedział na skraju łóżka w dresach, ale bez koszulki i grał na PS4.
- Oh, już jesteś! - zatrzymał grę - Odłóż rzeczy i połóż się tutaj. - poklepał ręką poduszkę po jego lewej stronie.
Wsadziłam wszystko do torby i podeszłam do łożka, żeby wejść pod kołdrę.

Liam grał dalej, ale chwilę później wyłączył telewizor.
- Mogę cię o coś spytać? Bo nie daje mi to spokoju. - położył się obok mnie i wsparł się na ręce.
- Pytaj - spojrzałam na niego.
- Masz 17 lat i jeszcze nigdy nie uprawiałaś seksu?

Mogłam się domyślić.

- A ty masz 19 lat i nigdy nie byłeś zakochany?
- To dwie inne rzeczy i to ja byłem pierwszy.
- Ohh..to prawda. Nigdy nie uprawiałam seksu.
- To niemożliwe. - zmarszczył brwi.
- A jednak. - uśmiechnęłam się słabo. - Teraz ty odpowiedz.
- Umm...no więc nigdy nie byłem zakochany.
- TO jest niemożliwe. Na prawdę nie czułeś tego do nikogo? - pokręcił głową. -To jest..jakby na samą myśl o tej osobie serce bije coraz szybciej, a twoje ciało zaczyna płonąć...
Teraz on uśmiechnął się delikatnie.
- Cóż, widocznie jestem odporny na ten ogień. Chodźmy już spać. - przytaknęłam.
Przykryłam się kołdrą aż pod brodę, Liam zgasił małe lampki i oboje zasnęliśmy.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że to tyle trwało, ale mam teraz dużo popraw. Z przedmiotów sciśłych idzie mi chujowo, więc próbuje się ratować. Następny rozdział za 10 dni.
BAARDZO PROSZE O KOMENTARZE KOCHANI - Spring :)
Ps. Mój tt - @I_wish_love_1D
           




czwartek, 20 listopada 2014

Rozdział 3

Przez parę kolejnych dni siedziałam w pokoju i oglądałam filmy na laptopie. Nie miałam ochoty robić nic innego, ale to chyba za bardzo przeszkadzało mojej matce.
-Jessie!

Udaję, że nie słyszę.. 

-Jessico Avalon Green czy możesz sie do cholery odezwać?!
-Uhh...tak?
-Zejdź na dół w tej chwili!
Wstałam z łóżka, włożyłam kapcie i powoli zeszłam do salonu.
Na kanapie siedziała moja mama a obok niej Robert robił coś na telefonie.

-Właśnie to masz zamiar robić resztę wakacji? Siedzieć w łóżku, jeść albo oglądać telewizję?
-O co ci chodzi? - zapytałam od niechcenia.
-O to, że najpierw nic nie robisz a później marudzisz, że jesteś gruba. Zajmij się czymś.

Ała.

-I co mam robić?
Nagle Robert odezwał się w najgorszej chwili.
-Mój kolega szuka kogoś do pracy w Coffie Heaven obok plaży. Moge do niego zadzwonić jeśli chcesz.
Chciałam się odezwać, ale nie zdążyłam, bo moja mama mnie wyprzedziła.
-Zadzwoń.

Kiedy odłożył telefon, powiedział mi, że jutro o 12:00 mam tam pójść na rozmowę wstępną.

Super, kurwa super.

-Pójde na góre się przygotować.

Weszłam do pokoju i usiadłam na balkonie, żeby napisać coś w rodzaju CV.
Mój telefon zawibrował. Odblokowałam go i zobaczyłam sms'a od nieznanego numeru.
 ?- Hej, wyglądasz seksownie kiedy gryziesz ten ołówek.
Rozejrzałam się i zobaczyłam Liama stojącego na balkonie po przeciwnej stronie tego wielkiego drzewa.
Uśmiechał się chytro i machał telefonem.
Spuściłam wzrok w komórke.
Ja - Wiesz, że podglądanie jest karalne?
Liam - Stoję tylko na własnym balkonie.
Ja - Nieważne.
Liam - Możemy pogadać jak ludzie?

Spojrzałam na niego a on usiadł na barierce i patrzył się na mnie. Podeszłam kawałek bliżej.
- Z tego co się orientuję mamy lipiec, a w tym czasie nie robi się prac domowych - zaśmiał się.
- To rzeczy na rozmowę kwalifikacyjną o pracę - wymamrotałam.
- Wow, nie ma to jak letnia charówa.

Działasz mi na nerwy...

- Gdzie będziesz pracować?
- W Coffie Heaven gdzieś koło plaży.
-Wiesz gdzie to jest? - pokręciłam głową - Mogę cię podrzucić, jade jutro poserfować. Mają być fale.
- No nie wiem, nie wiem. - uniosłam brwi - Nie wyglądasz na dobrego kierowcę.
- Dobra, nie to nie. Idź sobie z buta.
- Czekaj. Okej. Zaczynam o 12:00.
- Wyjdź przed dom tak za piętnaście.
- Dobra, a teraz wróce do środka napisać to CV.
- To na razie, do jutra.
Obrócił się i zeskoczył z barierki.
Usiadłam przy biurku i napisałam kilka z dupy wziętych zdań, o sobie i dlaczego chcę mieć tą prace.

Rano włożyłam lekką sukienkę i popatrzyłam na zegarek.

Fuck 11:50

Zbiegłam na dół, chwyciłam buty na koturnie i rzuciłam szybkie
-Wychodzę!
Przed domem stało już czarne terenowe auto z włączonym silnikiem.
Otworzyłam drzwi samochodu i wskoczyłam do środka.
Liam miał na sobie koszulke bez rękawów z logo Malibu Beach, jeansowe spodenki i okulary przeciwsłoneczne.
- Oddałem ci już bluzę...zegarek też chcesz? - zapytał złośliwie.
- Hej. Przeprzaszam, tak? Nie zauważyłam, jedźmy już.
Ruszyliśmy w stronę plaży.
Po drodze kilka razy upomniałam go żeby patrzył gdzie jeździ, bo serio, nie mam pojęcia jak on zdał na to prawo jazdy.
- Przysięgam, że zaraz wyrzuce cię z tego auta, jak nie przestaniesz marudzić!

Po paru minutach byliśmy na miejscu. Wysiadłam z samochodu na przeciwko Coffie Heaven zaraz obok wejścia na plaże.
- Dzięki za...to.
- Spoko jakby coś to jestem w wodzie - uśmiechnął się i skręcił w lewo, żeby poszukać wolnego parkingu.

Podeszłam do lady. Stał tam chłopak na oko w moim wieku.
- Hej, jestem Jessica. Mam dzisiaj rozmowe o pracę.
- Siemka, nazywam sie Sam. Zaraz zawołam szefa. - zniknął na chwile za drzwiami do biura kierownika - Powiedział, żebyś weszła. Powodzenia.
-Dzięki - uśmiechnęłam się.

Przy biurku siedział facet po trzydziesctce w koszuli z krótkim rękawem, do której przyczepiona była plakietka z napisem "Rick". Zadał mi kilka pytań, przeczytał moje CV i uśmiechnął sie.
- Zostajesz przyjęta, będziesz pracowała w poniedziałki, wtorki i środy od 9:30 do 14:00 przez następny miesiąc a później zobaczymy ok?
- Tak. - kiwnęłam głową.
- Do zobaczenia.
- Do widzenia.
Wyszłam w pokoju i znalazłam wzrokiem Sama. Podszedł do mnie.
- I jak?
- Wygląda na to, że będziemy razem pracować od poniedziałku.
- Wow, to super! Przepraszam, pogadałbym jeszcze chwilę z tobą, ale jest dużo ludzi.
- Jasne. Leć, zobaczymy się w poniedziałek.

Wyszłam na zewnątrz. Nie bardzo wiedziałam co mam teraz zrobić. Poszłam na plażę się przejść.
Była dość mała. Od reszty brzegu odgradzały ją kamienie a z drugiej strony drzewa.
Spojrzałam na wodę i przebiegłam wzrokiem po pływających ludziach i serferach. Kiedy zmrużyłam trochę oczy zobaczyłam, że jeden z nich to Liam.
Dobrze trzymał się na desce i brał nawet największe fale.
Po chwili zobaczył, że stoję na brzegu i zachwiał się tak, że myślałam, że spadnie, ale odzyskał równowagę.
Przypłynął do brzegu, podbiegł i ochlapał mnie.
Po jego ciele spływały krople wody a jego mięśnie były wyraźnie wypracowane. Odgarnął włosy z czoła i odezwał się zdyszany.
- "Wiesz, że podglądanie jest karalne?" - zaśmiał się.
- Po prostu stałam na plaży. - uśmiechnęłam się do niego, a on pokręcił głową.
- Przyjęli cię do pracy?
- Tak, zaczynam w poniedziałek.
- Aaa...właśnie! Gadałem wcześniej z Lukiem i dziewczynami i dzisiaj wieczorem jedziemy tu na plaże, żeby właściwie zacząć wakacje. Wbijasz?
- Tak ale nie mam jak jechać...no chyba że...
- Spoko, zawsze jedziemy jednym albo dwoma autami. Zabierzemy cie.
- Okej. - uśmiechnęłam się szeroko.
- Odniosę tylko deskę i pojedziemy z powrotem.
Podszedł do schowka, przy którym podał rękę ciemnoskóremu facetowi i zostawił ją tam.
- Możemy już iść?
- Tak. Właściwie to znasz chyba każdą osobę w tym mieście. - spojrzałam na niego do góry
- Bez przesady, ale mieszkam tu całe życie więc jakoś tak wyszło.
Kiedy byliśmy już przy samochodzie otworzył drzwi i wyjął fajki i zapalniczkę.
- Zaczekaj chwilę. Potrzebuję jednego.
Skinęłam głową i patrzyłam jak wkłada papierosa do ust, po przeciwnej stronie jego kolczyka. Zapalił go i zaciągnął się dymem, który wypuścił do góry.
- Um...mogę?
- Chcesz moją fajke?
- Pociągne tylko raz.
Podał mi papierosa. Paliłam już kiedyś, ale tym razem chciałam zaciągnąć się na prawdę mocno. Kiedy to zrobiłam zaczęłam kaszleć a Liam stał i śmiał się.
- Haha profesjonalnie. Nawet ja nie umiem się tak zaciągać. Daj mi to zanim się coś sobie zrobisz.
Poczułam jak staję się czerwona i nadal czułam dym w swoich płucach i gardle.
Wsiadłam do samochodu i poczekałam tam, aż Liam dopali do końca. Wszedł do środka i ruszyliśmy.
Przez całą drogę uśmiechał się i starał się stłumić śmiech.
Kiedy wychodziłam już z auta rzuciłam mu "Dzieki, do później" a on widocznie nie umiał już powstrzymać komentarza.
- Wiesz, że ją obśliniłaś? To tak jakbyśmy się całowali. - uśmiechnął się szeroko, a w jego oczach coś błysnęło.
Strzeliłam facepalma i zamknęłam drzwi od samochodu.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Heej :) Jak się podoba? Następny rozdział, dużo dłuższy już się produkuje.
Aaa..no i jeszcze raz spóźnione wszystkiego najlepszego dla mojej koleżanki i czytelniczki Klary <3
A teraz kolejna prośba: PROSZĘ WAS O JAKIEKOLWIEK KOMENTARZE / Spring :)


niedziela, 9 listopada 2014

Rozdział 2

Chciałam uciec, ale było już za późno.
Kiedy podeszli i stali dosłownie 1,5 metra ode mnie poczułam jak policzki robią mi się coraz bardziej czerwone.

Boże, dobrze że jest już ciemno.

Pomiędzy pięcioma chłopakami stały jeszcze dwie dziewczyny. Jedna z nich uśmiechała się do mnie a druga dosłownie nie spuczała oczu z Liama i miała taki wyraz twarzy jakby miał na czole napisane "Bóg Sexu" Chłopak, który pierwszy mnie zauważył uśmiechnął się szeroko i oparł się o róg blatu tak że stół przechylił sie w jego stronę i prawie się przewrócił. Z trudem powstrzymywałam chichot. Wszyscy wybuchnęli śmiechem.

Ok, nie wiem co oni brali, ale to działa.

Nareście stanął na prostych nogach.
-Hej! Jestem Luke a ty królewnooo?
-Hej...Jessica - uśmiechnęłam się słabo.
-Lium chodź się zintego...zintegrować z nową koleżanką -poklepał Liama po plecach
-Jesteś tu nowa, racja?
Zdawało się, że bardziej interesował go flirt z tą dziewczyną obok niż rozmowa ze mną, ale zignorowałam to i powiedziałam jakby nie do niego.
-Tak. Przyjechałam tydzień temu z mamą i siostrą z Cork.
-Wow! Irlandia? Chcesz iść z nami do parku? - Luke spytał mnie o to jakbyśmy byli starymi przyjaciółmi.
Po kilku sekundach zgodziłam się, bo i tak nie miałam nic lepszego do roboty.
Wstałam i spytałam o imiona reszty, więc dowiedziałam się, że oprócz jego i Liama był tam jeszcze uroczy blondyn Niall, chłopak o ciemnych włosach i brązowych oczach nazywał się Zayn a kolejny o ciemnych, tym razem kręconych włosach to Brian. Co do dziewczyn to pierwsza przedstawiła się Victoria a później Nicole. Victoria dodała, że zawsze jest z nimi jeszcze Lottie, ale pojechała na wesele do Manchesteru i Louis z Harrym, którzy obchodzili dzisiaj swoją rocznicę.
Po drodze zatrzymaliśmy się przy budce z kebabem. Chłopaki weszli tam i nie mam pojęcia dlaczego, ale wyszli z deskorolkami w rękach.
-Yo, dzięki za przechowanie sprzętu Paul! - krzyknął Liam a z tyłu przyczepy wychylił się facet w wieku Roberta
-Luz, wpadajcie kiedy chcecie - odkrzyknął z uśmiechem.

Byliśmy w drodze do parku.
-Pewnie jesteś trochę w szoku co? - zaśmiała się Victoria.
-Nie spodziewałam się, że podejdziecie i jeszcze Luke powiedział żebym z wami poszła.
-Wygląda na to, że wpadłaś mu w oko - wyszeptała z podekscytowaniem.
-Haha, był po prostu miły jak zobaczył taką sierotę samą w mieście. Właściwie to wydaje się na prawdę zabawny i prosty.
-Właśnie taki jest. Szczególnie po trzech piwach i skręcie - obie zaczęłyśmy się śmiać - Oni są troche chamscy i wulgarni, ale da się ich lubić.

Po około 15 minutach drogi doszliśmy do metalowego płotu.
-Musimy przeskoczyć - powiedział Brian - o tej porze brama jest już zamknięta.
Liam pierwszy przeskoczył wysoką siatkę.
-Dobra, podawajcie mi je po koleji
Zayn i Luke złączyli ręce w krzesełko i podsadzili najpierw Nicole a później Victorię.

Ok, teraz ja...

Stanęłam na splecionych dłoniach chłopaków i starałam się sama podciągnąć na płocie, żeby nie musieli mnie podnosić. Nie jestem zbyt silna, więc unieśli mnie w górę a ja powoli obróciłam się w stronę Liama żeby mógł mnie łatwiej złapać. Owinął ręce wokół moich ud i zciągnął mnie na dół. Przesunął dłonie po moim tyłku i zatrzymał je na biodrach kiedy postawił mnie lekko na ziemi.
Przez cały czas patrzyłam na niego. Poczułam ciarki kiedy trzymając jeszcze mój tyłek uśmiechnął się zadowolony i puścił mi oczko.

Przeszliśmy kawałek aż do skate-parku. Na rampach, kawałkach betonu i murze z tyłu było pełno kolorowego grafiti.
Usiadłam na metalowej ławce razem z Nicole i Victorią a chłopaki poszli pojeździć na deskach.
-To chyba słaby pomyśł - powiedziałam.Spojrzały na mnie. - jest ciemno jak w dupie.
- Taak. Ciekawe który pierwszy się wyjebie. Założę się, że Brian - skomentowała Nicole.
Długo nie musiałyśmy czekać.
Najpierw usłyszałyśmy trzask dekorolki a później tylko:
-Oh, Kurwa!
Chłopcy zaczęli się śmiać a później przyprowadzili kulejącego Briana.
-A nie mówiłam? - wykrzyknęła Nicole
-Dzięki kurwa, serio. - odmruknął
- Ej, stary to nie nasza wina, że nie umiesz jeździć - odezwał sie Niall
-Ja nawet się trzymam lepiej niż ty - dodał Luke, który był jeszcze dosyć nietrzeźwy.
-Dobra posiedźmy tu chwile, aż mu trochę przejdzie a potem odprowadzimy go do domu - zaproponował Zayn - ma ktoś zapalnicze?
Wyjęłam swoją z torebki i rzuciłam mu.
-Woah! Nie za młoda na fajki? Ile masz lat?
-Zakładasz, że jestem za młoda a nie wiesz ile mam lat. Poza tym zwykle nie palę, po prostu mam ją zawsze ze sobą.
Zayn spojrzał na mnie pytająco i zmarszczył brwi.
-Ok, mam 17.
-Ja i Brian też tyle mamy - odezwała się Victotia - idziesz tu, do naszego liceum?
-Taak. Na angielski i sztukę.
-To wygląda na to że będziemy razem w klasie - klasnęła w ręce - Brian chodzi na sport i elektrykę.
-Ja, Niall, Zayn, Niki i Luke składaliśmy podania na John Moores Universyty. Powinienem być już na drugim roku, ale zrobiłem sobie przerwę - powiedział Liam zaciągając się dymem, później wypuścił go w moją stronę. Oprócz zapachu tytoniu poczułam miętę.
- Myśle, że możemy iść. Jest lepiej. - powiedzał Brian.
Niall zeskoczył z ławki.
-Tak! Jeszcze dosłownie chwila i przymarzłbym do tego metalowego gówna!
Mi też było zimno. Szliśmy i gadaliśmy o niczym. Kiedy doszliśmy do skrzyżowania Sunset i Monroe rozdzieliliśmy się. Większość skręciła w prawo, tylko ja i Liam poszliśmy w rógę ulicy.
-Zimno ci? -zapytał mnie nagle po chwili ciszy. - bo nie wiem czy wiesz, ale się trzęsiesz.
-Trochę tak, nie zabrałam kurtki.
Liam zdjął swoją bluzę i podał mi ją.
-Mi jest ciepło
-Nie trzeba, serio...zaraz będę w domu.
-Ubierzesz ją sama czy mam ci pomóc?
-Okej, okej. Dziekuje - uśmiechnęłam się.
Jego granatowa bluza była taka ciepła i przyjemna a do tego pachniała męskimi perfumami.
Po paru minutach doszliśmy do jego domu. Chciałam zdjąć jego bluzę i pójść do domu.
-Oddasz mi kiedy indziej.
-Okej. Dobranoc
Odeszłam kilka kroków kiedy złapał mnie za nadgarstek. Odwróciłam się.
-Podaj mi swój numer -spojrzałam na niego pytająco - no jak będziemy wychodzić to dam ci znać.
Wpisałam się w jego komórkę jako "Jess"
-To takie dorosłe. Do zobaczenia. - odszedł i pomachał mi.
Wróciłam do domu, weszłam pod prysznic, zobaczyłam co nowego na twitterze i zasnęłam.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------Przepraszam, że tak długo to trwało, ale nareszcie jest xx
BARDZO PROSZĘ O JAKIKOLWIEK KOMENTARZ POD ROZDZIAŁEM /Wasza Spring :)





poniedziałek, 3 listopada 2014

Rozdział 1

Był początek wakacji, ale ja prawie w ogóle nie tego nie czułam. Przez całą drogę do Brimingham prawie w ogóle się nie odzywałam. Po prostu słuchałam muzyki i czytałam "Gwiazd naszych wina".

Kiedy doleciałyśmy na miejsce odebrałyśmy nasze bagaże i chodziłyśmy po lotnisku szukając Roberta, ale nie mogłyśmy go znaleźć. Mama zadzwoniła do niego a ja razem z Chlo poszłyszmy do toalety. Robert powiedział, że jest w drodze i będzie za 10 minut, wyszłyśmy na zewnątrz żeby tam na niego poczekać. Nagle otoczyło nas kilku bezdomnych z pytaniami czy mamy drobne albo prawili żenujące komplementy mi i Chloe...

Wreszcie zobaczyłyśmy samochód, który zatrzymał się przed nami. Wysiadł z niego facet w koszuli i bukietem w ręku. Podszedł do nas. Najpierw przywitał mamę i dał jej kwiaty a później podał nam ręce.
-Cześć. Wybaczcie mi spóźnienie, ale miałem kłopoty z samochodem - powiedział z uśmiechem - wyglądasz prześlicznie. A to twoje córki, zgadza się?
-Dziękuję za komplement i kwiaty. Tak to Chloe i Jessica
-Cześć -powiedziałyśmy w tym samym czasie
-Jedźmy do domu. Pewnie jesteście zmęczone
Wziął nasze walizki i otworzył drzwi do samochodu. Ochłonęłam po tym co się stało i ok...ona nie zasługuje na takiego chłopaka. Znam ją zbyt dobrze, żeby nie zauważyć tego, że kiedy mówił do niej ze wzrokiem utkwionym w jej twarzy, pochłaniała oczami każdy kawałek jego ciała...uhg, osoba w jej wieku nie powinna tego robić.


Dom Roberta był duży i stał prawie na rogu ulicy, od skrzyżonia dzieliło go tylko wielkie drzewo i jeszcze jeden dom przed którym zaparkowany stał duży samochód terenowy a z ogrodu było słychać szczekanie psa.
Wysiadłam z auta a Robert podał mi walizkę. Na płocie wisiała tabliczka z napisem: "Sunset Street" i chyba nie powiedziałam tego tak cicho jak chciałam, bo zatrzymał się koło mnie.
-W okolicy mieszka dużo osób w twoim wieku. Myśle że będzie dobrze
Uśmiechnęłam się do niego i weszłam do środka domu. Był na prawdę duży i przyjemny. Mój pokój był jakieś trzy razy większy niż ten w naszym mieszkaniu, Chloe też była zachwycona swoją sypialnią. Miałam drzwi na przeciwko jej i na szczęście Robert z mama spali na parterze, bo nie będziemy musiały słuchać ich odgłosów kiedy będą się pieprzyć pewnie już tej nocy...

Przypomniało mi się, że zapomniałam słuchawek w samochodzie. Wyszłam na dwór i zatrzymałam się na chwilę, bo zobaczyłam jak z domu obok wyszedł chłopak.
Wydawał się kilka lat starszy ode mnie. Miał wyraźnie zarysowaną linię szczęki, był mocno zbudowany i jego bicepsy na prawdę robiły wrażenie kiedy szedł nakładając fulcapa ubrany w biały podkoszulek i spodnie do kolan. Zauważyłam, że miał kolczyki w uszach i wazdze, po których przejechał językiem. Trzymał smycz i kiedy zagwizdał po chwili przybiegł do niego biało-czarny boxer. Chłopak włożył do uszu słuchawki i spojrzał w moją stronę. Byłam pewna, że mnie zauważył. Zmieszałam się, ale on się tym nie przejął odwrócił wzrok i pobiegł wzdłuż ulicy a pies był cały czas przy jego nodze.

Wróciłam do pokoju wzięłam chłodny prysznic. Po czym rzuciłam się na łóżko i zasnęłam.

Obudziłam się następnego dnia rano i nadal miałam przed oczami postać tamtego chłopaka. Zeszłam na dół i przywitałam resztę. Mama i Rob nie wyglądali na wyspanych, więc odmruknęli tylko ciche "dzieńdobry". Chloe była bardzo podekscytowana, bo jechała dzisiaj obejżeć swój uniwerek i akademiki. Jadłam płatki z mlekiem i nie wiedziałam co mam właściwie ze sobą zrobić. Spytałam o hasło do wifi, więc zalogowałam się na twittera, instagrama, tumblra a nawet na facebooka. Dokończyłam rozpakowywać bagarze a potem ogarnęła mnie cholerna nuda. Zostałam sama w domu, bo sis już pojechała a zakochani wyszli na spacer po mieście. Ehh..wyglądało na to, że tylko ja nie mam co zrobić z życiem. Więc oglądałam tępe filmiki na youtubie i wpierdalałam M&M'sy.

Kilka następnych dni zeszło mi na robieniu dosłownie niczego. W weekend stwierdziłam, że powinnam chociaż zobaczyć kawałek miasta, w którym będe mieszkała przez najbliższy rok.

Ubrałam bordowe vansy, białą koszulkę czarne spodnie sięgające do połowy łydki i okulary przeciwsłoneczne.

Kiedy byłam już w centrum weszłam do Mc.Donalda. Zamówiłam shake i muffinkę. Kiedy usiadłam przy małym stoliku na zewnątrz zobaczyłam grupę stojącą po drugiej stronie ulicy. Było już prawie ciemno, więc zdjęłam okulary i ugryzłam muffinkę a trochę okruchów rozsypało się po stole. Dlaczego do cholery jeden z nich zwrócił na mnie uwagę akurat teraz?! Powiedział coś do swojego kolegi, który stał do mnie tyłem a on się odwrócił.

O kurwa! To tamten chłopak

Wszyscy się zaśmiali i zaczęli iść w moim kierunku. Byłam cholernie zestresowana i czułam jak ostatni kawałek ciastka staje w moim gardle.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Woah :) pierwszy rozdział skończony! Mam nadzieję, że się podoba. Następny dodam za kilka dni i na pewno będzie dłuższy niż ten.
BARDZO PROSZĘ, JEŚLI TO CZYTASZ - WSTAW KOMENTARZ, BO BĘDĘ MIAŁA POCZUCIE, ŻE NIE PISZĘ TEGO TYLKO DLA SAMEJ SIEBIE - Spring :)



piątek, 31 października 2014

Prolog

Jessica Avalon Green's POV

To nie był dobry dzień. Siedziałam pod kocem w pokoju i oglądałam Faiking it. Nagle wróciła moja mama i rzuciła:
-Wyjeżdżamy!
Cóż...zignorowałam ją
-Słyszysz? Wyjedżamy.
-Słyszę. Umm..a może coś więcej?
Położyła na stole 3 bilety na samolot do Brimingham.
-Lecimy do Roberta /warto wspomnieć, że Robert to nowy chłopak mamy/. Dostał lepszą pracę i kupił mały dom niedaleko centrum, więc..
Nie dokończyła. Przerwałam jej.
-Czekaj, to są bilety w jedną strone
-Właśnie to chciałam powiedzieć.
-Nie możesz tego zrobić!
-Nie rozumiem z czym masz problem?! - jej mina mówiła, że na prawde nie widzi o co chodzi.
-Z tym, że chcesz sie wyprowadzić do swojego faceta, którego znasz 6 miesięcy i to przez neta. Czy ty to słyszysz?
-Daj spokój. Jestem dorosła i jestem twoją matką
Przewróciłam oczami
-Serio? Bo to ja się tu czuje tą "dorosłą"
-To skoro tak to złóż podanie do nowej szkoły.

Ok...przysięgam, że zaraz nie wytrzymam!

-Nie możesz poczekać rok, aż skończe liceum? Matura, ostatni bal i te rzeczy
-Przykro mi

Widzę właśnie...

-Nie mamy o czym rozmawiać, Chloe wybrała uniwersytet niedaleko Wolverhampton, więc będzie zadowolona.
-Czy ty jesteś normalna? Podejmujesz taką decyzje w jeden dzień!
-Nieprawda. Długo o tym myśleliśmy.
-Gówno prawda!
Widziałam, że już chce podać kolejny bezsensowny argument, żeby tam lecieć, ale zadzwonił dzwonek do drzwi. Boże to Chloe! Nareszcie. Może da rade ogarnąć naszą matke. Ona oczywiście od razu pobiegła do drzwi przywitać Chlo i powiedzieć jej o swoich chorych planach. Ja nie miałam ochoty tego słuchać, poszłam się przejść

Kiedy wróciłam było już po rozmowie. Poszłam na góre do pokoju Chloe
-Hej, wybacz że tak wyszłam i nawet sie nie przywitałam, ale...
-Jasne, spodziewam się jak zareagowałaś na przeprowadzkę. Nie martw się Jess - uśmiechnęła się do mnie a ja odpowiedziałam jej uśmiechem.
-Ale w sumie to nie jest taki zły pomysł.
-Błagam powiedz, że nie chcesz tam jechać.
-Przepraszam. Na pewno dasz sobie radę. Znajdziesz nowych znajomych..wiem, że to trudne ale i tak prawie nie masz tu przyjaciół.

Ok, ała...

-Czyli nie mam wyjścia.
Przytuliła mnie i poszła pod prysznic.

Oficjalnie umarłam

Wróciłam do siebie, weszłam na twittera i powoli przyjmowałam wiadomość, że za tydzień wyjeżdżam do zupełnie obcego miasta ze zwariowaną matką, siostrą, której nie poznaję prosto do domu nieznajomego mężczyzny...MIŁO
------------------------------------------
Za nami prolog :) mam nadzieję że się wam podoba. Jest bardzo krótki, ale następne rozdziały będą coraz dłuższe.
WAŻNE! Jeśli tu jesteś i czytasz to proszę o komentarz. To bardzo motywuje. Rozdział 1 w najbliższy poniedziałek - Spring :))






czwartek, 30 października 2014

Dziękuje najśliczniej szabloniarce Yuki Boshi, która wykona dla mnie szablon. To button i link jej szabloniarni:
http://tworzone-z-sercem.blogspot.com/?m=0