Cofnęłam się i owinęłam ciało kocem.
- Jak tam noc, mała? - spytał luźno.
- Ee...myślę, że dobrze...Mam pytanie.
- Tak? - spojrzał na mnie zza ramienia, kiedy wyciągał czyste ubrania z komody.
- My...nie...no wiesz... - nerwowo przebierałam palcami.
- Nie, Jess. Cokolwiek o mnie myślisz...nie pieprzę lasek bez ich wyraźniej zgody.
- Dobrze.
Było mi strasznie niedobrze, bolała mnie głowa i jeszcze ten brak makijażu z rana
Jestem bez makijażu...BEZ!!! A LIAM JEST ZE MNĄ W POKOJU CHOLERA
Porwałam sukienkę i bez słowa wybiegłam z pokoju ciągnąc za sobą koc.
Bo otwarciu dwóch drzwi nareszcie trafiłam na łazienkę. Weszłam pod prysznic i umyłam głowę. Cały czas zastanawiałam się skąd w tym domu wzięły się czyste ubrania i kosmetyki. Zrobiłam sobie delikatny makijaż, wysuszyłam włosy i ubrałam sukienkę. Była bardzo krótka...domyślam się kto ją wybrał. Wyszłam z łazienki i wpadłam na Liama, który ubrany zdawał się na mnie czekać.
- Masz ochotę na śniadanie?
- Sama nie wiem...nadal mi trochę niedobrze...
- Powinnaś coś zjeść. - zacisnął usta w cienką linię. - Panie przodem.
Kiedy schodziłam ze schodów zorientowałam się, że patrzy się na mój prawie odkryty tyłek. Potknęłam się na ostatnim stopniu, ale w ostatniej chwili złapałam się poręczy. Usłyszałam za sobą stłumiony śmiech.
- Gdzie są wszyscy?
- Część już wyszła a reszta nadal śpi. Na przykład "twój kochaś" i Luke. - dodał ze śmiechem.
- Nie poczekamy na nich ze śniadaniem?
- Nie...powiedzmy, że zjemy je poza domem.
O niee...nie mam ochoty nigdzie iść...
Poszliśmy do kuchni i Liam wskazał na stojący na blacie koszyk.
- Zjemy na plaży. Na kaca dobre jest świeże powietrze.
Uśmiechnęłam się szeroko a on odwzajemnił mój uśmiech. Wyszliśmy przez taras i od razu poczułam piasek pod stopami. Szłam na boso, czując jego rękę tuż przy mojej. Zerknęłam na niego do góry. Obserwował spokojne morze a w jego orzechowych oczach widać było rozkosz i spokój. Zatrzymaliśmy się obok kilku dużych kamieni.
- Zjemy tutaj, żeby nie mieć piasku w naleśnikach. - postanowił.
Liam rzadko pyta mnie o zdanie.
Położył kosz na kamieniu i usiedliśmy na przeciwko siebie. Otworzył wieczko i zobaczyłam, że jest tam kilka naleśników, sok pomarańczowy, syrop klonowy i kiść winogron. No nieźle.
- Zapomniałem talerzy i widelców, więc musimy sobie poradzić bez nich.
- Okay. - zaśmiałam się, wyjęłam z plastikowego pudełka naleśnika i polałam go syropem. - Smacznego.
- Dzięki - wymamrotał Liam z pełnymi ustami. - Tobie też.
Jedliśmy w milczeniu a mój nieznośny ból głowy stopniowo malał. Liam wziął łyka z butelki, poczym podał mi ją, żebym mogła się napić i połknąć tabletkę przeciwbólową. Urwałam jedno winogrono i zaciekawiona spojrzałam na Liama.
- Czemu tak patrzysz? - spytał.
- Zastanawiam się czy złapałbyś winogrono do ust, jeśli bym je rzuciła. - odpowiedziałam gładko.
- Przekonajmy się.
Podrzuciłam owoc do góry, w jego stronę, a on złapał je sprawnie.
- Haha jestem kurwa mistrzem! - zaśmiał się i uniósł ręce do góry. - Teraz ty.
- Ale ja nie umiem!
- Dawaj!
Otwarłam usta i próbowałam wycelować głowę w dobrym kierunku, jednak kulka odbiła się od mojego oka i poleciała w piasek.
- Ooh...mówiłam, że nic z tego a teraz jeszcze boli mnie oko. - mówiłam tłumiąc śmiech i pocierając palcem powiekę.
- Spróbujemy jeszcze raz.
Tym razem winogrono trafiło mi w policzek i także skończyło w piasku.
- Hmmm...widzę, że potrzebujesz wersji dla początkujących. Otwórz buzię.
Liam trzymał owoc w dwóch palcach i powoli zbliżał rękę do moich otwartych ust, poczym z odległości kilku centymetrów wrzucił mi go na język.
- Brawo!
- Dziękuje. Mmm te winogrona są na prawdę pyszne.
Chwilę później koszyk był już pusty. Liam zaproponował spacer po plaży. Rzecz jasna zgodziłam się. Odurzona zapachem perfumów Liama i oczarowana jego śmiechem szłam krok w krok za nim mocząc stopy w chłodnej wodzie. Rozmawiało się nam tak dobrze i swobodnie. Jednak nagle jego twarz pociemniała i szczery uśmiech znikł. Staliśmy przed niedużym molo. Fale delikatnie obijały się o belki podtrzymujące całość nad powierzchnią.
- W porządku? - zapytałam.
- Ee...taa, ale powinniśmy już wracać.
- Dlaczego?
- Nie mam ochoty iść dalej.
- Może będzie lepiej jak powiesz o co chodzi.
- Nie chce o tym rozmawiać! Możesz to zrozumieć?! - jego oczy płonęły gorzkim ogniem, a usta zacisnęły się w gniewie.
- Ja tylko...ja...nieważne
Zachciało mi się płakać. Sama nie wiem dlaczego. Może dlatego, że krzyknął na mnie, a ja nie miałam niczego złego na myśli. Widziałam żal w jego oczach kiedy się zatrzymaliśmy. Nie sądziłam jednak, że jedno pytanie aż tak go dotknie. Powoli jego mięśnie rozluźniały się i z twarzy schodziła irytacja. Spuścił wzrok i wymamrotał:
- Odwiozę cię do domu.
Kiwnęłam głową i ciężko ruszyłam w stronę domu, przy którym zaparkowany był samochód.
Liam i ja w drodze powrotnej prawie wcale nie rozmawialiśmy. Jedyne zdania jakie wymienialiśmy to "przycisz muzykę" i "otwórz okno". Siedziałam jak na szpilkach, czekając na tabliczkę "Sunset Street", żeby móc wyskoczyć z samochodu i uciec od tej niezręczności. Kiedy zatrzymaliśmy się pod moim domem energicznie wyszłam z auta, rzucając ciche "cześć". Marzyłam tylko, żeby znaleźć się w swoim pokoju i może nareszcie zrozumieć powód wybuchu Liama.
Wróciłam akurat na obiad, więc zanim mogłam w spokoju posiedzieć w moim pokoju zostałam zasypana górą pytań.
- Jak było na urodzinach?
Przez chwilę straciłam wątek o co Robert mnie pyta. Dopiero po chwili przypomniało mi się, że wyszłam na imprezę pod pretekstem urodzin Lottie.
- Fajnie.
- Obiecałaś, że wrócisz w nocy. A zjawiłaś się dopiero teraz. - wtrąciła mama. - Co ty sobie wyobrażasz? Nie jesteś dorosła żeby mieć wszystkich w dupie i wracać kiedy masz ochotę. Rob?
- Słuchaj, twoja mama ma sporo racji...to nieodpowiedzialne i masz szczęście, że chociaż wysłałaś smsa, bo inaczej pojechałbym po ciebie do domu tej dziewczyny.
- Nie potrzebnie się martwiliście. Byłam tylko na noc u koleżanki, nie ma w tym nic złego.
- Owszem, bo mogło ci się coś stać, zacznij myśleć jak prawie pełnoletnia oso ba!
Jak na zbawienie wróciła Chloe. Trzymała w rękach kilkanaście zeszytów, teczkę i długopisy.
- Cześć, zakupy zrobione. Smacznego.
- Hej słonko. A ty i tak masz kare na tydzień. - zwróciła się do mnie.
- Co zrobiłaś Jessie? - spytała słodko Chlo.
- Zamiast wrócić w nocy z urodzin, zjawiła się przed chwilą. Krótko przed tobą.
Moja siostra pokręciła głową i uśmiechnęła się do mnie.
- Nie organizujecie dzisiaj przypadkiem tego grilla dla sąsiadów?
- Tak, a czemu?
- Mamo, no to niech Jess przygotuje całe jedzenie a szlaban jej odpuść. Zrobi coś pożytecznego i nie będzie przez tydzień leżeć bez przerwy w łóżku.
- Hmm...idziesz na to Jessie? - zapytała mama.
- Ym...tak, tylko idę się przebrać, a ty mi wypisz listę co mam zrobić.
Wychodząc przytuliłam Chloe.
- Dziękuje sis. - szepnęłam jej do ucha.
Poszłam na górę nadal bardzo dziwiłam się, że nikt nie zwrócił uwagi na moją-nie moją sukienkę. W sumie to dobrze, bo oszczędzili mi wymyślania kolejnej wymówki. Ubrałam czarne shorty i bluzkę na grubych ramiączkach z Jacka Daniells'a. Chloe poszła się opalać, Rob robił coś na laptopie a moja mama malowała paznokcie na okropny różowy kolor. Związałam włosy w koka i zabrałam się za robienie dwóch sałatek, przygotowywania steków i innych podobnych rzeczy. Co jakiś czas po kuchni przechodziła się moja matka, nachylała się nad jedzeniem, żeby dopatrzeć się błędu. Nie udało jej się. Zdążyłam ze wszystkim przed 05:00 pm. Poszłam się umyć ręce. I miałam jeszcze chwilę dla siebie przed rozpoczęciem grilla, w którym oczywiście musiałam brać udział.
Kiedy tak siedziałam na moim łóżku Doszłam do wniosku, że do cholery przecież Liam jest moim sąsiadem.
Co jeśli nadal nie będzie chciał ze mną rozmawiać albo wyda mnie przed matką? Chwila...dobra...ogar. On ma prawie 20 lat nie sądze, żeby chciał przyjść na sąsiedzką imprezę grillową.
Mój przyjaciel Rozsądek mnie uspokoił. Chwilę później zaczęli schodzić się sąsiedzi i z dworu przed otwarte okno słyszałam już rozmowy i witanie się jednych z drugimi. Zeszłam na dół i zaniosłam poncz do ogrodu. Odwróciłam się i zobaczyłam Liama ze swoim tatą, kiedy wchodzili przez bramkę. Zrobiło mi się słabo.
Liam wyglądał genialnie! Nie chodzi o same ciuchy, ale starannie ułożone włosy, przygryzioną wargę i stonowany wzrok przeczesujący cały ogród. Serce podeszło mi do gardła i dostałam gęsiej skórki kiedy zatrzymał na mnie wzrok. Wstrzymałam oddech. Bałam się, że się odezwie, ale martwiłam się też, że nic nie powie. Sama nie wiedziałam czego chcę. Liam szedł w moją stronę, ale moja mama zawołała mnie do siebie.
- Idę!
Sama nie wiem czy się cieszę, ale przynajmniej uniknęłam niezręcznej rozmowy o naszym porannym "spięciu". Mama przedstawiła mnie kilku sąsiadom, w tym panu Payne'owi. Zdaje się, że mieli o mnie dobre zdanie. Postanowiłam wrócić do domu i nie rzucać się w oczy Liamowi. Postanowiłam wejść bocznymi drzwiami i nagle usłyszałam za sobą stłumione przez rozmowy "Jess".
Nic nie słyszę...
Szłam nie oglądając się. Byłam już prawie przy drzwiach, kiedy poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu. Obróciłam się i zobaczyłam Liama, który popchnął mnie na ścianę i przytrzymał mi ręce za plecami.
- Nie unikaj mnie. Nigdy. Bo jak będę chciał to cię znajdę. Tak jak tutaj...jesteśmy sami i nikt nas nie widzi.
To fakt, byliśmy już poza widokiem innych. Stał tak blisko mnie, że mój oddech przyspieszył, a serce tłukło się w piersi.
- Puść mnie.
Na moje słowa ścisnął jeszcze mocniej moje nadgarstki. Syknęłam z bólu.
- Proszę puść mnie...- zmieniłam ton na bardziej błagalny, bo szczerze mówiąc bałam się trochę tej sytuacji.
Wypuścił moje ręce, patrzył na mnie, a jego zmarszczone brwi i zaciśnięte usta powoli się rozluźniały.
- Czemu nie chcesz ze mną rozmawiać?
- Byłeś na mnie rano zły, nie wiem dlaczego. Nie zrobiłam przecież nic złego, a ty nagle stałeś się taki oschły.
- Masz rację. - położył dłoń na karku. - Nie powinienem był tak reagować. Wybacz Jessie.
- Cóż...w porządku, ale jednak chciałabym wiedzieć dlaczego na mnie krzyknąłeś.
- Musimy o tym rozmawiać?
- Liam...powiedz mi tylko co takiego zrobiłam, że musiałeś podnieść głos.
- Zrobiłaś dokładnie to, co teraz. - powiedział szybko.- Pytasz mnie o rzeczy, o których po prostu nie chcę rozmawiać.- wyrzucił z siebie.
- Przepraszam, nie miałam zamiaru cię urazić.
- Wiem. Bolą cię te ręce?- wskazał na moje nadgarstki, które pocierałam dłońmi.
- Eee...nie. Zawsze tak robię kiedy się stresuję.
- Mmm...-zamruczał- podoba mi się to, że się przy mnie denerwujesz.
- Nie chodzi o ciebie...tylko o naszą rozmowę. - zrobiłam się czerwona.
- Masz ochotę do mnie wpaść? No wiesz...uwolnić się z tego party 40+.
- Hmm...w sumie to okay.
- Chodź.
Liam obiął mnie ramieniem, poprowadził w stronę mojej mamy, po czym opuścił dłoń niżej do mojego łokcia i pchnął mnie lekko do przodu.
- Mamo moge iść z Liamem do jego domu?
Moja mama zmierzyła mnie i jego wzrokiem.
- Czemu nie chcecie zostać tutaj?
- Jess chciała zobaczyć mojego psa, przy okazji pokażę jej dom...- wtrącił Liam.
Patrzyła na nas niepewnie, ale w końcu powiedziała ciężko:
- W porządku, ale pamiętaj, że ona jeszcze nie jest pełnoletnia i znacie się dwa tygodnie. Zrozumiano?
Cholera mamo!
Zgromiłam ją wzrokiem...a Liam pokiwał głową z szerokim uśmiechem.
Wyszliśmy z mojego ogrodu i szliśmy do jego domu.
- Twoja mama się bardzo o ciebie martwi. -powiedział z rozbawieniem.
- Niee...proszę, udawajmy, że tego nie powiedziała!
- Okay, ale nie dziwię jej się, bo jesteś na prawdę seksowna i piękna.
Moja twarz oblała się purpurą, ale na moje szczęście odwrócił się ode mnie, żeby otworzyć drzwi. Wpuścił mnie pierwszą i klepnął delikatnie mój tyłek, kiedy do mijałam w progu.
- Co chciałabyś porobić?
- Nie wiem, a na co ty masz ochotę?- spojrzał na mnie i wymownie ruszył brwiami. - Okay, więc co robisz jak jesteś w domu?
- Gram albo ćwiczę. - powiedział, wchodząc po schodach.
- Więc możemy w coś zagrać.
Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Serio?- kiwnęłam głową. - Dobra, to może Fifa?
Kiwnęłam głową i usiadłam na jego miękkim łóżku. Przez chwilę zastanowiłam się ile erotycznych godzin przetrwało. Wzdrygnęłam się lekko. Liam załączył konsolę PS4, włożył płytę "Fifa15" i podał mi pada.
- Mam pomysł. Niech wygrany będzie mógł zadać przegranemu jakieś zadanie!
- Dobrze. Ale w grę nie wchodzi seks ani temu podobne rzeczy.
- W porządku, chociaż byłoby mi to na rękę, bo oboje wiemy, że przegrasz.- puścił mi oko.
Kaszlnęłam urażona i skupiłam się na wybieraniu dobrej drużyny.
- Liam...ten pad nie działa.
Spojrzał na mnie z rozbawieniem.
- To może najpierw go włącz.- ok...zrobiłam się purpurowa- To będzie prostsze niż myślałem.
- Nie nabijaj się ze mnie!- klepnęłam go w ramie.
Grałam jako Manchester City, a on był Liverpoolem. W trakcie meczu dostałam masę wskazówek co mam robić, ale i tam nie za bardzo szło mi ich stosowanie. Wynik wynosił 10:02, z czego jeden goal strzelił samobójczo, żeby mi "trochę pomóc".
- Więc...tak jak już powiedziałem - wygrałem! - uniósł ręce do góry i rzucił padem na tył łóżka. - Mam prawo zadać ci zadanie.
Kiwnęłam głową.
W sumie to co ja sobie wyobrażałam? Że z nim wygram? Chciałam wyjść na pewną siebie a prawda jest taka, że ledwo pamiętam, który przycisk jest do czego.
- Za zadnie, chcę, żebyś opowiedziała mi jak doszło do tego, że obciągnęłaś komuś ręką.
- O nie...prosze tylko nie to. Wymyśl coś innego. - pokręcił głową, a ja przewróciłam oczami i odetchnęłam ciężko. - To dla mnie na prawdę trudne...
- Zaufaj mi. Nikt się o tym nie dowie.- powiedział miękko.
Patrzyłam na niego nieufnie, ale w końcu zebrałam się w sobie.
- No więc okay. Kiedy miałam 15 lat miałam chłopaka...Nie lubie o tym rozmawiać.- jego spojrzenie mówiło, żebym kontynuowała.- Przyszedł do mnie kiedy byłam sama w domu. To był dość niepoważny związek, bo byłam nim jedynie zauroczona. Zaczęliśmy się całować i wtedy on zaproponował, żebym mu to zrobiła.- zatrzymałam się na chwilę.- Nie chciałam, ale on ponaglał, aż w końcu położył mnie siłą na kanapie, przytrzymał ręce i odpiął swoje spodnie. Położył moją dłoń sobie...- urwałam- Przepraszam.
- W porządku. Nie musisz mówić dalej. Powiedziałaś komuś co ten chuj ci zrobił?
- N..nie. - powiedziałam cicho. Było mi wstyd.
- Przecież to jest molestowanie. Ten kretyn powinien dostać zakaz zbliżania się do ciebie.
Liam przysunął się bliżej i złapał moją dłoń. Poczułam jak fala dziwnej energii przechodzi całe moje ciało. Jego dłonie były duże, ciepłe i takie przyjemne.
- Dlatego nie chciałam, żebyś trzymał mnie za nadgarstki. Od razu przypomniał mi się on.
- Nie wiedziałem..tak jak nie spodziewałem się takich okoliczności twojego obciągania mu.
Kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się do niego. Był teraz taki troskliwy i delikatny.
- Chcesz może trochę piwa?- zapytał.
- Mhm, chętnie.
Zdjął swoją dłoń z mojej...ohh. I zeszliśmy na dół do kuchni. Liam otworzył lodówkę i wyjął z niej dwie butelki piwa.
- Sam nie wiem, czy ci ją dać...zauważyłem, że źle znosisz alkohol.- uśmiechnął się szeroko, a ja przewróciłam oczami.
Weszliśmy do salonu.
Stała tam duża kanapa, fotel i parę na prawdę ładnych, drewnianych mebli. Na ścianach wisiało kilka zdjęć i obraz.
Usiedliśmy na kanapie.
- Luke pisał mi, że jest dosłownie "oczarowany" Samem.- zaśmiał się Liam.
- Wiem, bo Sam też opowiadał mi o wieczorze z Luke'iem. Muszę przyznać, że szybko im poszło.- pokiwałam głową z uśmiechem.
Piliśmy powoli z butelek, a Liam i tak co chwilę upominał mnie, żebym zwolniła. Matko, nie mam 16 lat!
- Jesteś głodna?- zapytał po chwili ciszy.
- Nie..nie bardzo.
- Trudno, ale zrobię nam coś na kolację.
To po cholere pytasz? Ciekawe co to będzie...płatki? Jajecznica?
Liam powoli wstał i wyjął parę warzyw z lodówki, patelnię i zabrał się do robienia jakiegoś dania. Usiadłam przy stole i patrzyłam jak sprawnie porusza się po kuchni w skupieniu i z uśmiechem.
- Mogę pomóc.
-Nie, nie trzeba.- powiedział miło.- Ale daj talerze i jakieś widelce.- wskazał na szafkę po lewej stronie.
Przygotowanie stołu zajęło mi parę minut, a chwilę potem stała na nim pysznie pachnąca kolacja.
MASTERCHEF by: Jess ^-^
------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że to tyle trwało, ale ostatnie tygodnie były dla mnie trudne. Zginęła moja koleżanka i nie mogłam się zebrać do skończenia rozdziału :c / Spring :)
- Jak tam noc, mała? - spytał luźno.
- Ee...myślę, że dobrze...Mam pytanie.
- Tak? - spojrzał na mnie zza ramienia, kiedy wyciągał czyste ubrania z komody.
- My...nie...no wiesz... - nerwowo przebierałam palcami.
- Nie, Jess. Cokolwiek o mnie myślisz...nie pieprzę lasek bez ich wyraźniej zgody.
- Dobrze.
Było mi strasznie niedobrze, bolała mnie głowa i jeszcze ten brak makijażu z rana
Jestem bez makijażu...BEZ!!! A LIAM JEST ZE MNĄ W POKOJU CHOLERA
Porwałam sukienkę i bez słowa wybiegłam z pokoju ciągnąc za sobą koc.
Bo otwarciu dwóch drzwi nareszcie trafiłam na łazienkę. Weszłam pod prysznic i umyłam głowę. Cały czas zastanawiałam się skąd w tym domu wzięły się czyste ubrania i kosmetyki. Zrobiłam sobie delikatny makijaż, wysuszyłam włosy i ubrałam sukienkę. Była bardzo krótka...domyślam się kto ją wybrał. Wyszłam z łazienki i wpadłam na Liama, który ubrany zdawał się na mnie czekać.
- Masz ochotę na śniadanie?
- Sama nie wiem...nadal mi trochę niedobrze...
- Powinnaś coś zjeść. - zacisnął usta w cienką linię. - Panie przodem.
Kiedy schodziłam ze schodów zorientowałam się, że patrzy się na mój prawie odkryty tyłek. Potknęłam się na ostatnim stopniu, ale w ostatniej chwili złapałam się poręczy. Usłyszałam za sobą stłumiony śmiech.
- Gdzie są wszyscy?
- Część już wyszła a reszta nadal śpi. Na przykład "twój kochaś" i Luke. - dodał ze śmiechem.
- Nie poczekamy na nich ze śniadaniem?
- Nie...powiedzmy, że zjemy je poza domem.
O niee...nie mam ochoty nigdzie iść...
Poszliśmy do kuchni i Liam wskazał na stojący na blacie koszyk.
- Zjemy na plaży. Na kaca dobre jest świeże powietrze.
Uśmiechnęłam się szeroko a on odwzajemnił mój uśmiech. Wyszliśmy przez taras i od razu poczułam piasek pod stopami. Szłam na boso, czując jego rękę tuż przy mojej. Zerknęłam na niego do góry. Obserwował spokojne morze a w jego orzechowych oczach widać było rozkosz i spokój. Zatrzymaliśmy się obok kilku dużych kamieni.
- Zjemy tutaj, żeby nie mieć piasku w naleśnikach. - postanowił.
Liam rzadko pyta mnie o zdanie.
Położył kosz na kamieniu i usiedliśmy na przeciwko siebie. Otworzył wieczko i zobaczyłam, że jest tam kilka naleśników, sok pomarańczowy, syrop klonowy i kiść winogron. No nieźle.
- Zapomniałem talerzy i widelców, więc musimy sobie poradzić bez nich.
- Okay. - zaśmiałam się, wyjęłam z plastikowego pudełka naleśnika i polałam go syropem. - Smacznego.
- Dzięki - wymamrotał Liam z pełnymi ustami. - Tobie też.
Jedliśmy w milczeniu a mój nieznośny ból głowy stopniowo malał. Liam wziął łyka z butelki, poczym podał mi ją, żebym mogła się napić i połknąć tabletkę przeciwbólową. Urwałam jedno winogrono i zaciekawiona spojrzałam na Liama.
- Czemu tak patrzysz? - spytał.
- Zastanawiam się czy złapałbyś winogrono do ust, jeśli bym je rzuciła. - odpowiedziałam gładko.
- Przekonajmy się.
Podrzuciłam owoc do góry, w jego stronę, a on złapał je sprawnie.
- Haha jestem kurwa mistrzem! - zaśmiał się i uniósł ręce do góry. - Teraz ty.
- Ale ja nie umiem!
- Dawaj!
Otwarłam usta i próbowałam wycelować głowę w dobrym kierunku, jednak kulka odbiła się od mojego oka i poleciała w piasek.
- Ooh...mówiłam, że nic z tego a teraz jeszcze boli mnie oko. - mówiłam tłumiąc śmiech i pocierając palcem powiekę.
- Spróbujemy jeszcze raz.
Tym razem winogrono trafiło mi w policzek i także skończyło w piasku.
- Hmmm...widzę, że potrzebujesz wersji dla początkujących. Otwórz buzię.
Liam trzymał owoc w dwóch palcach i powoli zbliżał rękę do moich otwartych ust, poczym z odległości kilku centymetrów wrzucił mi go na język.
- Brawo!
- Dziękuje. Mmm te winogrona są na prawdę pyszne.
Chwilę później koszyk był już pusty. Liam zaproponował spacer po plaży. Rzecz jasna zgodziłam się. Odurzona zapachem perfumów Liama i oczarowana jego śmiechem szłam krok w krok za nim mocząc stopy w chłodnej wodzie. Rozmawiało się nam tak dobrze i swobodnie. Jednak nagle jego twarz pociemniała i szczery uśmiech znikł. Staliśmy przed niedużym molo. Fale delikatnie obijały się o belki podtrzymujące całość nad powierzchnią.
- W porządku? - zapytałam.
- Ee...taa, ale powinniśmy już wracać.
- Dlaczego?
- Nie mam ochoty iść dalej.
- Może będzie lepiej jak powiesz o co chodzi.
- Nie chce o tym rozmawiać! Możesz to zrozumieć?! - jego oczy płonęły gorzkim ogniem, a usta zacisnęły się w gniewie.
- Ja tylko...ja...nieważne
Zachciało mi się płakać. Sama nie wiem dlaczego. Może dlatego, że krzyknął na mnie, a ja nie miałam niczego złego na myśli. Widziałam żal w jego oczach kiedy się zatrzymaliśmy. Nie sądziłam jednak, że jedno pytanie aż tak go dotknie. Powoli jego mięśnie rozluźniały się i z twarzy schodziła irytacja. Spuścił wzrok i wymamrotał:
- Odwiozę cię do domu.
Kiwnęłam głową i ciężko ruszyłam w stronę domu, przy którym zaparkowany był samochód.
Liam i ja w drodze powrotnej prawie wcale nie rozmawialiśmy. Jedyne zdania jakie wymienialiśmy to "przycisz muzykę" i "otwórz okno". Siedziałam jak na szpilkach, czekając na tabliczkę "Sunset Street", żeby móc wyskoczyć z samochodu i uciec od tej niezręczności. Kiedy zatrzymaliśmy się pod moim domem energicznie wyszłam z auta, rzucając ciche "cześć". Marzyłam tylko, żeby znaleźć się w swoim pokoju i może nareszcie zrozumieć powód wybuchu Liama.
Wróciłam akurat na obiad, więc zanim mogłam w spokoju posiedzieć w moim pokoju zostałam zasypana górą pytań.
- Jak było na urodzinach?
Przez chwilę straciłam wątek o co Robert mnie pyta. Dopiero po chwili przypomniało mi się, że wyszłam na imprezę pod pretekstem urodzin Lottie.
- Fajnie.
- Obiecałaś, że wrócisz w nocy. A zjawiłaś się dopiero teraz. - wtrąciła mama. - Co ty sobie wyobrażasz? Nie jesteś dorosła żeby mieć wszystkich w dupie i wracać kiedy masz ochotę. Rob?
- Słuchaj, twoja mama ma sporo racji...to nieodpowiedzialne i masz szczęście, że chociaż wysłałaś smsa, bo inaczej pojechałbym po ciebie do domu tej dziewczyny.
- Nie potrzebnie się martwiliście. Byłam tylko na noc u koleżanki, nie ma w tym nic złego.
- Owszem, bo mogło ci się coś stać, zacznij myśleć jak prawie pełnoletnia oso ba!
Jak na zbawienie wróciła Chloe. Trzymała w rękach kilkanaście zeszytów, teczkę i długopisy.
- Cześć, zakupy zrobione. Smacznego.
- Hej słonko. A ty i tak masz kare na tydzień. - zwróciła się do mnie.
- Co zrobiłaś Jessie? - spytała słodko Chlo.
- Zamiast wrócić w nocy z urodzin, zjawiła się przed chwilą. Krótko przed tobą.
Moja siostra pokręciła głową i uśmiechnęła się do mnie.
- Nie organizujecie dzisiaj przypadkiem tego grilla dla sąsiadów?
- Tak, a czemu?
- Mamo, no to niech Jess przygotuje całe jedzenie a szlaban jej odpuść. Zrobi coś pożytecznego i nie będzie przez tydzień leżeć bez przerwy w łóżku.
- Hmm...idziesz na to Jessie? - zapytała mama.
- Ym...tak, tylko idę się przebrać, a ty mi wypisz listę co mam zrobić.
Wychodząc przytuliłam Chloe.
- Dziękuje sis. - szepnęłam jej do ucha.
Poszłam na górę nadal bardzo dziwiłam się, że nikt nie zwrócił uwagi na moją-nie moją sukienkę. W sumie to dobrze, bo oszczędzili mi wymyślania kolejnej wymówki. Ubrałam czarne shorty i bluzkę na grubych ramiączkach z Jacka Daniells'a. Chloe poszła się opalać, Rob robił coś na laptopie a moja mama malowała paznokcie na okropny różowy kolor. Związałam włosy w koka i zabrałam się za robienie dwóch sałatek, przygotowywania steków i innych podobnych rzeczy. Co jakiś czas po kuchni przechodziła się moja matka, nachylała się nad jedzeniem, żeby dopatrzeć się błędu. Nie udało jej się. Zdążyłam ze wszystkim przed 05:00 pm. Poszłam się umyć ręce. I miałam jeszcze chwilę dla siebie przed rozpoczęciem grilla, w którym oczywiście musiałam brać udział.
Kiedy tak siedziałam na moim łóżku Doszłam do wniosku, że do cholery przecież Liam jest moim sąsiadem.
Co jeśli nadal nie będzie chciał ze mną rozmawiać albo wyda mnie przed matką? Chwila...dobra...ogar. On ma prawie 20 lat nie sądze, żeby chciał przyjść na sąsiedzką imprezę grillową.
Mój przyjaciel Rozsądek mnie uspokoił. Chwilę później zaczęli schodzić się sąsiedzi i z dworu przed otwarte okno słyszałam już rozmowy i witanie się jednych z drugimi. Zeszłam na dół i zaniosłam poncz do ogrodu. Odwróciłam się i zobaczyłam Liama ze swoim tatą, kiedy wchodzili przez bramkę. Zrobiło mi się słabo.
Liam wyglądał genialnie! Nie chodzi o same ciuchy, ale starannie ułożone włosy, przygryzioną wargę i stonowany wzrok przeczesujący cały ogród. Serce podeszło mi do gardła i dostałam gęsiej skórki kiedy zatrzymał na mnie wzrok. Wstrzymałam oddech. Bałam się, że się odezwie, ale martwiłam się też, że nic nie powie. Sama nie wiedziałam czego chcę. Liam szedł w moją stronę, ale moja mama zawołała mnie do siebie.
- Idę!
Sama nie wiem czy się cieszę, ale przynajmniej uniknęłam niezręcznej rozmowy o naszym porannym "spięciu". Mama przedstawiła mnie kilku sąsiadom, w tym panu Payne'owi. Zdaje się, że mieli o mnie dobre zdanie. Postanowiłam wrócić do domu i nie rzucać się w oczy Liamowi. Postanowiłam wejść bocznymi drzwiami i nagle usłyszałam za sobą stłumione przez rozmowy "Jess".
Nic nie słyszę...
Szłam nie oglądając się. Byłam już prawie przy drzwiach, kiedy poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu. Obróciłam się i zobaczyłam Liama, który popchnął mnie na ścianę i przytrzymał mi ręce za plecami.
- Nie unikaj mnie. Nigdy. Bo jak będę chciał to cię znajdę. Tak jak tutaj...jesteśmy sami i nikt nas nie widzi.
To fakt, byliśmy już poza widokiem innych. Stał tak blisko mnie, że mój oddech przyspieszył, a serce tłukło się w piersi.
- Puść mnie.
Na moje słowa ścisnął jeszcze mocniej moje nadgarstki. Syknęłam z bólu.
- Proszę puść mnie...- zmieniłam ton na bardziej błagalny, bo szczerze mówiąc bałam się trochę tej sytuacji.
Wypuścił moje ręce, patrzył na mnie, a jego zmarszczone brwi i zaciśnięte usta powoli się rozluźniały.
- Czemu nie chcesz ze mną rozmawiać?
- Byłeś na mnie rano zły, nie wiem dlaczego. Nie zrobiłam przecież nic złego, a ty nagle stałeś się taki oschły.
- Masz rację. - położył dłoń na karku. - Nie powinienem był tak reagować. Wybacz Jessie.
- Cóż...w porządku, ale jednak chciałabym wiedzieć dlaczego na mnie krzyknąłeś.
- Musimy o tym rozmawiać?
- Liam...powiedz mi tylko co takiego zrobiłam, że musiałeś podnieść głos.
- Zrobiłaś dokładnie to, co teraz. - powiedział szybko.- Pytasz mnie o rzeczy, o których po prostu nie chcę rozmawiać.- wyrzucił z siebie.
- Przepraszam, nie miałam zamiaru cię urazić.
- Wiem. Bolą cię te ręce?- wskazał na moje nadgarstki, które pocierałam dłońmi.
- Eee...nie. Zawsze tak robię kiedy się stresuję.
- Mmm...-zamruczał- podoba mi się to, że się przy mnie denerwujesz.
- Nie chodzi o ciebie...tylko o naszą rozmowę. - zrobiłam się czerwona.
- Masz ochotę do mnie wpaść? No wiesz...uwolnić się z tego party 40+.
- Hmm...w sumie to okay.
- Chodź.
Liam obiął mnie ramieniem, poprowadził w stronę mojej mamy, po czym opuścił dłoń niżej do mojego łokcia i pchnął mnie lekko do przodu.
- Mamo moge iść z Liamem do jego domu?
Moja mama zmierzyła mnie i jego wzrokiem.
- Czemu nie chcecie zostać tutaj?
- Jess chciała zobaczyć mojego psa, przy okazji pokażę jej dom...- wtrącił Liam.
Patrzyła na nas niepewnie, ale w końcu powiedziała ciężko:
- W porządku, ale pamiętaj, że ona jeszcze nie jest pełnoletnia i znacie się dwa tygodnie. Zrozumiano?
Cholera mamo!
Zgromiłam ją wzrokiem...a Liam pokiwał głową z szerokim uśmiechem.
Wyszliśmy z mojego ogrodu i szliśmy do jego domu.
- Twoja mama się bardzo o ciebie martwi. -powiedział z rozbawieniem.
- Niee...proszę, udawajmy, że tego nie powiedziała!
- Okay, ale nie dziwię jej się, bo jesteś na prawdę seksowna i piękna.
Moja twarz oblała się purpurą, ale na moje szczęście odwrócił się ode mnie, żeby otworzyć drzwi. Wpuścił mnie pierwszą i klepnął delikatnie mój tyłek, kiedy do mijałam w progu.
- Co chciałabyś porobić?
- Nie wiem, a na co ty masz ochotę?- spojrzał na mnie i wymownie ruszył brwiami. - Okay, więc co robisz jak jesteś w domu?
- Gram albo ćwiczę. - powiedział, wchodząc po schodach.
- Więc możemy w coś zagrać.
Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Serio?- kiwnęłam głową. - Dobra, to może Fifa?
Kiwnęłam głową i usiadłam na jego miękkim łóżku. Przez chwilę zastanowiłam się ile erotycznych godzin przetrwało. Wzdrygnęłam się lekko. Liam załączył konsolę PS4, włożył płytę "Fifa15" i podał mi pada.
- Mam pomysł. Niech wygrany będzie mógł zadać przegranemu jakieś zadanie!
- Dobrze. Ale w grę nie wchodzi seks ani temu podobne rzeczy.
- W porządku, chociaż byłoby mi to na rękę, bo oboje wiemy, że przegrasz.- puścił mi oko.
Kaszlnęłam urażona i skupiłam się na wybieraniu dobrej drużyny.
- Liam...ten pad nie działa.
Spojrzał na mnie z rozbawieniem.
- To może najpierw go włącz.- ok...zrobiłam się purpurowa- To będzie prostsze niż myślałem.
- Nie nabijaj się ze mnie!- klepnęłam go w ramie.
Grałam jako Manchester City, a on był Liverpoolem. W trakcie meczu dostałam masę wskazówek co mam robić, ale i tam nie za bardzo szło mi ich stosowanie. Wynik wynosił 10:02, z czego jeden goal strzelił samobójczo, żeby mi "trochę pomóc".
- Więc...tak jak już powiedziałem - wygrałem! - uniósł ręce do góry i rzucił padem na tył łóżka. - Mam prawo zadać ci zadanie.
Kiwnęłam głową.
W sumie to co ja sobie wyobrażałam? Że z nim wygram? Chciałam wyjść na pewną siebie a prawda jest taka, że ledwo pamiętam, który przycisk jest do czego.
- Za zadnie, chcę, żebyś opowiedziała mi jak doszło do tego, że obciągnęłaś komuś ręką.
- O nie...prosze tylko nie to. Wymyśl coś innego. - pokręcił głową, a ja przewróciłam oczami i odetchnęłam ciężko. - To dla mnie na prawdę trudne...
- Zaufaj mi. Nikt się o tym nie dowie.- powiedział miękko.
Patrzyłam na niego nieufnie, ale w końcu zebrałam się w sobie.
- No więc okay. Kiedy miałam 15 lat miałam chłopaka...Nie lubie o tym rozmawiać.- jego spojrzenie mówiło, żebym kontynuowała.- Przyszedł do mnie kiedy byłam sama w domu. To był dość niepoważny związek, bo byłam nim jedynie zauroczona. Zaczęliśmy się całować i wtedy on zaproponował, żebym mu to zrobiła.- zatrzymałam się na chwilę.- Nie chciałam, ale on ponaglał, aż w końcu położył mnie siłą na kanapie, przytrzymał ręce i odpiął swoje spodnie. Położył moją dłoń sobie...- urwałam- Przepraszam.
- W porządku. Nie musisz mówić dalej. Powiedziałaś komuś co ten chuj ci zrobił?
- N..nie. - powiedziałam cicho. Było mi wstyd.
- Przecież to jest molestowanie. Ten kretyn powinien dostać zakaz zbliżania się do ciebie.
Liam przysunął się bliżej i złapał moją dłoń. Poczułam jak fala dziwnej energii przechodzi całe moje ciało. Jego dłonie były duże, ciepłe i takie przyjemne.
- Dlatego nie chciałam, żebyś trzymał mnie za nadgarstki. Od razu przypomniał mi się on.
- Nie wiedziałem..tak jak nie spodziewałem się takich okoliczności twojego obciągania mu.
Kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się do niego. Był teraz taki troskliwy i delikatny.
- Chcesz może trochę piwa?- zapytał.
- Mhm, chętnie.
Zdjął swoją dłoń z mojej...ohh. I zeszliśmy na dół do kuchni. Liam otworzył lodówkę i wyjął z niej dwie butelki piwa.
- Sam nie wiem, czy ci ją dać...zauważyłem, że źle znosisz alkohol.- uśmiechnął się szeroko, a ja przewróciłam oczami.
Weszliśmy do salonu.
Stała tam duża kanapa, fotel i parę na prawdę ładnych, drewnianych mebli. Na ścianach wisiało kilka zdjęć i obraz.
Usiedliśmy na kanapie.
- Luke pisał mi, że jest dosłownie "oczarowany" Samem.- zaśmiał się Liam.
- Wiem, bo Sam też opowiadał mi o wieczorze z Luke'iem. Muszę przyznać, że szybko im poszło.- pokiwałam głową z uśmiechem.
Piliśmy powoli z butelek, a Liam i tak co chwilę upominał mnie, żebym zwolniła. Matko, nie mam 16 lat!
- Jesteś głodna?- zapytał po chwili ciszy.
- Nie..nie bardzo.
- Trudno, ale zrobię nam coś na kolację.
To po cholere pytasz? Ciekawe co to będzie...płatki? Jajecznica?
Liam powoli wstał i wyjął parę warzyw z lodówki, patelnię i zabrał się do robienia jakiegoś dania. Usiadłam przy stole i patrzyłam jak sprawnie porusza się po kuchni w skupieniu i z uśmiechem.
- Mogę pomóc.
-Nie, nie trzeba.- powiedział miło.- Ale daj talerze i jakieś widelce.- wskazał na szafkę po lewej stronie.
Przygotowanie stołu zajęło mi parę minut, a chwilę potem stała na nim pysznie pachnąca kolacja.
MASTERCHEF by: Jess ^-^
------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że to tyle trwało, ale ostatnie tygodnie były dla mnie trudne. Zginęła moja koleżanka i nie mogłam się zebrać do skończenia rozdziału :c / Spring :)

