wtorek, 24 marca 2015

Rozdział 9

Cofnęłam się i owinęłam ciało kocem.
- Jak tam noc, mała? - spytał luźno.
- Ee...myślę, że dobrze...Mam pytanie.
- Tak? - spojrzał na mnie zza ramienia, kiedy wyciągał czyste ubrania z komody.
- My...nie...no wiesz... - nerwowo przebierałam palcami.
- Nie, Jess. Cokolwiek o mnie myślisz...nie pieprzę lasek bez ich wyraźniej zgody.
- Dobrze.  
Było mi strasznie niedobrze, bolała mnie głowa i jeszcze ten brak makijażu z rana

Jestem bez makijażu...BEZ!!! A LIAM JEST ZE MNĄ W POKOJU CHOLERA
                                               
Porwałam sukienkę i bez słowa wybiegłam z pokoju ciągnąc za sobą koc. 
Bo otwarciu dwóch drzwi nareszcie trafiłam na łazienkę. Weszłam pod prysznic i umyłam głowę. Cały czas zastanawiałam się skąd w tym domu wzięły się czyste ubrania i kosmetyki. Zrobiłam sobie delikatny makijaż, wysuszyłam włosy i ubrałam sukienkę. Była bardzo krótka...domyślam się kto ją wybrał. Wyszłam z łazienki i wpadłam na Liama, który ubrany zdawał się na mnie czekać.
- Masz ochotę na śniadanie?
- Sama nie wiem...nadal mi trochę niedobrze...
- Powinnaś coś zjeść. - zacisnął usta w cienką linię. - Panie przodem.

Kiedy schodziłam ze schodów zorientowałam się, że patrzy się na mój prawie odkryty tyłek. Potknęłam się na ostatnim stopniu, ale w ostatniej chwili złapałam się poręczy. Usłyszałam za sobą stłumiony śmiech.
- Gdzie są wszyscy?
- Część już wyszła a reszta nadal śpi. Na przykład "twój kochaś" i Luke. - dodał ze śmiechem.
- Nie poczekamy na nich ze śniadaniem?
- Nie...powiedzmy, że zjemy je poza domem.

O niee...nie mam ochoty nigdzie iść...    

Poszliśmy do kuchni i Liam wskazał na stojący na blacie koszyk.
- Zjemy na plaży. Na kaca dobre jest świeże powietrze.
Uśmiechnęłam się szeroko a on odwzajemnił mój uśmiech. Wyszliśmy przez taras i od razu poczułam piasek pod  stopami. Szłam na boso, czując jego rękę tuż przy mojej. Zerknęłam na niego do góry. Obserwował spokojne morze a w jego orzechowych oczach widać było rozkosz i spokój. Zatrzymaliśmy się obok kilku dużych kamieni.
- Zjemy tutaj, żeby nie mieć piasku w naleśnikach. - postanowił.

Liam rzadko pyta mnie o zdanie.    

Położył kosz na kamieniu i usiedliśmy na przeciwko siebie. Otworzył wieczko i zobaczyłam, że jest tam kilka naleśników, sok pomarańczowy, syrop klonowy i kiść winogron. No nieźle.
- Zapomniałem talerzy i widelców, więc musimy sobie poradzić bez nich.
- Okay. - zaśmiałam się, wyjęłam z plastikowego pudełka naleśnika i polałam go syropem. - Smacznego.
- Dzięki - wymamrotał Liam z pełnymi ustami. - Tobie też.

Jedliśmy w milczeniu a mój nieznośny ból głowy stopniowo malał. Liam wziął łyka z butelki, poczym podał mi ją, żebym mogła się napić i połknąć tabletkę przeciwbólową. Urwałam jedno winogrono i zaciekawiona spojrzałam na Liama.
- Czemu tak patrzysz? - spytał.
- Zastanawiam się czy złapałbyś winogrono do ust, jeśli bym je rzuciła. - odpowiedziałam gładko.
- Przekonajmy się.
Podrzuciłam owoc do góry, w jego stronę, a on złapał je sprawnie.
- Haha jestem kurwa mistrzem! - zaśmiał się i uniósł ręce do góry. - Teraz ty.
- Ale ja nie umiem!
- Dawaj!    
Otwarłam usta i próbowałam wycelować głowę w dobrym kierunku, jednak kulka odbiła się od mojego oka i poleciała w piasek.
- Ooh...mówiłam, że nic z tego a teraz jeszcze boli mnie oko. - mówiłam tłumiąc śmiech i pocierając palcem powiekę.
- Spróbujemy jeszcze raz.
Tym razem winogrono trafiło mi w policzek i także skończyło w piasku.
- Hmmm...widzę, że potrzebujesz wersji dla początkujących. Otwórz buzię.
Liam trzymał owoc w dwóch palcach i powoli zbliżał rękę do moich otwartych ust, poczym z odległości kilku centymetrów wrzucił mi go na język.
- Brawo!
- Dziękuje. Mmm te winogrona są na prawdę pyszne.

Chwilę później koszyk był już pusty. Liam zaproponował spacer po plaży. Rzecz jasna zgodziłam się. Odurzona zapachem perfumów Liama i oczarowana jego śmiechem szłam krok w krok za nim mocząc stopy w chłodnej wodzie. Rozmawiało się nam tak dobrze i swobodnie. Jednak nagle jego twarz pociemniała i szczery uśmiech znikł. Staliśmy przed niedużym molo. Fale delikatnie obijały się o belki podtrzymujące całość nad powierzchnią.
- W porządku? - zapytałam.
- Ee...taa, ale powinniśmy już wracać.
- Dlaczego?
- Nie mam ochoty iść dalej.
- Może będzie lepiej jak powiesz o co chodzi.
- Nie chce o tym rozmawiać! Możesz to zrozumieć?! - jego oczy płonęły gorzkim ogniem, a usta zacisnęły się w gniewie.
- Ja tylko...ja...nieważne
Zachciało mi się płakać. Sama nie wiem dlaczego. Może dlatego, że krzyknął na mnie, a ja nie miałam niczego złego na myśli. Widziałam żal w jego oczach kiedy się zatrzymaliśmy. Nie sądziłam jednak, że jedno pytanie aż tak go dotknie. Powoli jego mięśnie rozluźniały się i z twarzy schodziła irytacja. Spuścił wzrok i wymamrotał:
- Odwiozę cię do domu.
Kiwnęłam głową i ciężko ruszyłam w stronę domu, przy którym zaparkowany był samochód.

Liam i ja w drodze powrotnej prawie wcale nie rozmawialiśmy.  Jedyne zdania jakie wymienialiśmy to "przycisz muzykę" i "otwórz okno". Siedziałam jak na szpilkach, czekając na tabliczkę "Sunset Street", żeby móc wyskoczyć z samochodu i uciec od tej niezręczności. Kiedy zatrzymaliśmy się pod moim domem energicznie wyszłam z auta, rzucając ciche "cześć". Marzyłam tylko, żeby znaleźć się w swoim pokoju i może nareszcie zrozumieć powód wybuchu Liama.
 Wróciłam akurat na obiad, więc zanim mogłam w spokoju posiedzieć w moim pokoju zostałam zasypana górą pytań.
- Jak było na urodzinach?
Przez chwilę straciłam wątek o co Robert mnie pyta. Dopiero po chwili przypomniało mi się, że wyszłam na imprezę pod pretekstem urodzin Lottie.
- Fajnie.
- Obiecałaś, że wrócisz w nocy. A zjawiłaś się dopiero teraz. - wtrąciła mama. - Co ty sobie wyobrażasz? Nie jesteś dorosła żeby mieć wszystkich w dupie i wracać kiedy masz ochotę. Rob?
- Słuchaj, twoja mama ma sporo racji...to nieodpowiedzialne i masz szczęście, że chociaż wysłałaś smsa, bo inaczej pojechałbym po ciebie do domu tej dziewczyny.
- Nie potrzebnie się martwiliście. Byłam tylko na noc u koleżanki, nie ma w tym nic złego.
- Owszem, bo mogło ci się coś stać, zacznij myśleć jak prawie pełnoletnia oso ba!
Jak na zbawienie wróciła Chloe. Trzymała w rękach kilkanaście zeszytów, teczkę i długopisy.
- Cześć, zakupy zrobione. Smacznego.
- Hej słonko. A ty i tak masz kare na tydzień. - zwróciła się do mnie.
- Co zrobiłaś Jessie? - spytała słodko Chlo.
- Zamiast wrócić w nocy z urodzin, zjawiła się przed chwilą. Krótko przed tobą.
Moja siostra pokręciła głową i uśmiechnęła się do mnie.
- Nie organizujecie dzisiaj przypadkiem tego grilla dla sąsiadów?
- Tak, a czemu?
- Mamo, no to niech Jess przygotuje całe jedzenie a szlaban jej odpuść. Zrobi coś pożytecznego i nie będzie przez tydzień leżeć bez przerwy w łóżku.
- Hmm...idziesz na to Jessie? - zapytała mama.
- Ym...tak, tylko idę się przebrać, a ty mi wypisz listę co mam zrobić.
Wychodząc przytuliłam Chloe.
- Dziękuje sis. - szepnęłam jej do ucha.

Poszłam na górę nadal bardzo dziwiłam się, że nikt nie zwrócił uwagi na moją-nie moją sukienkę. W sumie to dobrze, bo oszczędzili mi wymyślania kolejnej wymówki. Ubrałam czarne shorty i bluzkę na grubych ramiączkach z Jacka Daniells'a. Chloe poszła się opalać, Rob robił coś na laptopie a moja mama malowała paznokcie na okropny różowy kolor. Związałam włosy w koka i zabrałam się za robienie dwóch sałatek, przygotowywania steków i innych podobnych rzeczy. Co jakiś czas po kuchni przechodziła się moja matka, nachylała się nad jedzeniem, żeby dopatrzeć się błędu. Nie udało jej się. Zdążyłam ze wszystkim przed 05:00 pm. Poszłam się umyć ręce. I miałam jeszcze chwilę dla siebie przed rozpoczęciem grilla, w którym oczywiście musiałam brać udział.
Kiedy tak siedziałam na moim łóżku Doszłam do wniosku, że do cholery przecież Liam jest moim sąsiadem.

Co jeśli nadal nie będzie chciał ze mną rozmawiać albo wyda mnie przed matką? Chwila...dobra...ogar. On ma prawie 20 lat nie sądze, żeby chciał przyjść na sąsiedzką imprezę grillową.

Mój przyjaciel Rozsądek mnie uspokoił. Chwilę później zaczęli schodzić się sąsiedzi i z dworu przed otwarte okno słyszałam już rozmowy i witanie się jednych z drugimi. Zeszłam na dół i zaniosłam poncz do ogrodu. Odwróciłam się i zobaczyłam Liama ze swoim tatą, kiedy wchodzili przez bramkę. Zrobiło mi się słabo.

Liam wyglądał genialnie! Nie chodzi o same ciuchy, ale starannie ułożone włosy, przygryzioną wargę i stonowany wzrok przeczesujący cały ogród. Serce podeszło mi do gardła i dostałam gęsiej skórki kiedy zatrzymał na mnie wzrok. Wstrzymałam oddech. Bałam się, że się odezwie, ale martwiłam się też, że nic nie powie. Sama nie wiedziałam czego chcę. Liam szedł w moją stronę, ale moja mama zawołała mnie do siebie.
- Idę!
Sama nie wiem czy się cieszę, ale przynajmniej uniknęłam niezręcznej rozmowy o naszym porannym "spięciu". Mama przedstawiła mnie kilku sąsiadom, w tym panu Payne'owi. Zdaje się, że mieli o mnie dobre zdanie. Postanowiłam wrócić do domu i nie rzucać się w oczy Liamowi. Postanowiłam wejść bocznymi drzwiami i nagle usłyszałam za sobą stłumione przez rozmowy "Jess".

Nic nie słyszę...

Szłam nie oglądając się. Byłam już prawie przy drzwiach, kiedy poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu. Obróciłam się i zobaczyłam Liama, który popchnął mnie na ścianę i przytrzymał mi ręce za plecami.
- Nie unikaj mnie. Nigdy. Bo jak będę chciał to cię znajdę. Tak jak tutaj...jesteśmy sami i nikt nas nie widzi.

To fakt, byliśmy już poza widokiem innych. Stał tak blisko mnie, że mój oddech przyspieszył, a serce tłukło się w piersi.
- Puść mnie.
Na moje słowa ścisnął jeszcze mocniej moje nadgarstki. Syknęłam z bólu.
- Proszę puść mnie...- zmieniłam ton na bardziej błagalny, bo szczerze mówiąc bałam się trochę tej sytuacji.
Wypuścił moje ręce, patrzył na mnie, a jego zmarszczone brwi i zaciśnięte usta powoli się rozluźniały.
- Czemu nie chcesz ze mną rozmawiać?
- Byłeś na mnie rano zły, nie wiem dlaczego. Nie zrobiłam przecież nic złego, a ty nagle stałeś się taki oschły.
- Masz rację. - położył dłoń na karku. - Nie powinienem był tak reagować. Wybacz Jessie.
- Cóż...w porządku, ale jednak chciałabym wiedzieć dlaczego na mnie krzyknąłeś.
- Musimy o tym rozmawiać?
- Liam...powiedz mi tylko co takiego zrobiłam, że musiałeś podnieść głos.
- Zrobiłaś dokładnie to, co teraz. - powiedział szybko.- Pytasz mnie o rzeczy, o których po prostu nie chcę rozmawiać.- wyrzucił z siebie.
- Przepraszam, nie miałam zamiaru cię urazić.
- Wiem. Bolą cię te ręce?- wskazał na moje nadgarstki, które pocierałam dłońmi.
- Eee...nie. Zawsze tak robię kiedy się stresuję.
- Mmm...-zamruczał- podoba mi się to, że się przy mnie denerwujesz.
- Nie chodzi o ciebie...tylko o naszą rozmowę. - zrobiłam się czerwona.
- Masz ochotę do mnie wpaść? No wiesz...uwolnić się z tego party 40+.
- Hmm...w sumie to okay.
- Chodź.

Liam obiął mnie ramieniem, poprowadził w stronę mojej mamy, po czym opuścił dłoń niżej do mojego łokcia i pchnął mnie lekko do przodu.
- Mamo moge iść z Liamem do jego domu?
Moja mama zmierzyła mnie i jego wzrokiem.
- Czemu nie chcecie zostać tutaj?
- Jess chciała zobaczyć mojego psa, przy okazji pokażę jej dom...- wtrącił Liam.
Patrzyła na nas niepewnie, ale w końcu powiedziała ciężko:
- W porządku, ale pamiętaj, że ona              jeszcze nie jest pełnoletnia i znacie się dwa tygodnie. Zrozumiano?

Cholera mamo!

Zgromiłam ją wzrokiem...a Liam pokiwał głową z szerokim uśmiechem.
Wyszliśmy z mojego ogrodu i szliśmy do jego domu.
- Twoja mama się bardzo o ciebie martwi. -powiedział z rozbawieniem.
- Niee...proszę, udawajmy, że tego nie powiedziała!
- Okay, ale nie dziwię jej się, bo jesteś na prawdę seksowna i piękna.

Moja twarz oblała się purpurą, ale na moje szczęście odwrócił się ode mnie, żeby otworzyć drzwi. Wpuścił mnie pierwszą i klepnął delikatnie mój tyłek, kiedy do mijałam w progu.
- Co chciałabyś porobić?
- Nie wiem, a na co ty masz ochotę?- spojrzał na mnie i wymownie ruszył brwiami. - Okay, więc co robisz jak jesteś w domu?
- Gram albo ćwiczę. - powiedział, wchodząc po schodach.
- Więc możemy w coś zagrać.
Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Serio?- kiwnęłam głową. - Dobra, to może Fifa?
Kiwnęłam głową i usiadłam na jego miękkim łóżku. Przez chwilę zastanowiłam się ile erotycznych godzin przetrwało. Wzdrygnęłam się lekko. Liam załączył konsolę PS4, włożył płytę "Fifa15" i podał mi pada.
- Mam pomysł. Niech wygrany będzie mógł zadać przegranemu jakieś zadanie!
- Dobrze. Ale w grę nie wchodzi seks ani temu podobne rzeczy.
- W porządku, chociaż byłoby mi to na rękę, bo oboje wiemy, że przegrasz.- puścił mi oko.
Kaszlnęłam urażona i skupiłam się na wybieraniu dobrej drużyny.

- Liam...ten pad nie działa.
Spojrzał na mnie z rozbawieniem.
- To może najpierw go włącz.- ok...zrobiłam się purpurowa- To będzie prostsze niż myślałem.
- Nie nabijaj się ze mnie!- klepnęłam go w ramie.
Grałam jako Manchester City, a on był Liverpoolem. W trakcie meczu dostałam masę wskazówek co mam robić, ale i tam nie za bardzo szło mi ich stosowanie. Wynik wynosił 10:02, z czego jeden goal strzelił samobójczo, żeby mi "trochę pomóc".
- Więc...tak jak już powiedziałem - wygrałem! - uniósł ręce do góry i rzucił padem na tył łóżka. - Mam prawo zadać ci zadanie.
Kiwnęłam głową.

W sumie to co ja sobie wyobrażałam? Że z nim wygram? Chciałam wyjść na pewną siebie a prawda jest taka, że ledwo pamiętam, który przycisk jest do czego.

- Za zadnie, chcę, żebyś opowiedziała mi jak doszło do tego, że obciągnęłaś komuś ręką.
- O nie...prosze tylko nie to. Wymyśl coś innego. - pokręcił głową, a ja przewróciłam oczami i odetchnęłam ciężko. - To dla mnie na prawdę trudne...
- Zaufaj mi. Nikt się o tym nie dowie.- powiedział miękko.
Patrzyłam na niego nieufnie, ale w końcu zebrałam się w sobie.
- No więc okay. Kiedy miałam 15 lat miałam chłopaka...Nie lubie o tym rozmawiać.- jego spojrzenie mówiło, żebym kontynuowała.- Przyszedł do mnie kiedy byłam sama w domu. To był dość niepoważny związek, bo byłam nim jedynie zauroczona. Zaczęliśmy się całować i wtedy on zaproponował, żebym mu to zrobiła.- zatrzymałam się na chwilę.- Nie chciałam, ale on ponaglał, aż w końcu położył mnie siłą na kanapie, przytrzymał ręce i odpiął swoje spodnie. Położył moją dłoń sobie...- urwałam- Przepraszam.
- W porządku. Nie musisz mówić dalej. Powiedziałaś komuś co ten chuj ci zrobił?
- N..nie. - powiedziałam cicho. Było mi wstyd.
- Przecież to jest molestowanie. Ten kretyn powinien dostać zakaz zbliżania się do ciebie.
Liam przysunął się bliżej i złapał moją dłoń. Poczułam jak fala dziwnej energii przechodzi całe moje ciało. Jego dłonie były duże, ciepłe i takie przyjemne.
- Dlatego nie chciałam, żebyś trzymał mnie za nadgarstki. Od razu przypomniał mi się on.
- Nie wiedziałem..tak jak nie spodziewałem się takich okoliczności twojego obciągania mu.
Kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się do niego. Był teraz taki troskliwy i delikatny.
- Chcesz może trochę piwa?- zapytał.
- Mhm, chętnie.
Zdjął swoją dłoń z mojej...ohh. I zeszliśmy na dół do kuchni. Liam otworzył lodówkę i wyjął z niej dwie butelki piwa.
- Sam nie wiem, czy ci ją dać...zauważyłem, że źle znosisz alkohol.- uśmiechnął się szeroko, a ja przewróciłam oczami.
Weszliśmy do salonu.
Stała tam duża kanapa, fotel i parę na prawdę ładnych, drewnianych mebli. Na ścianach wisiało kilka zdjęć i obraz.
Usiedliśmy na kanapie.
- Luke pisał mi, że jest dosłownie "oczarowany" Samem.- zaśmiał się Liam.
- Wiem, bo Sam też opowiadał mi o wieczorze z Luke'iem. Muszę przyznać, że szybko im poszło.- pokiwałam głową z uśmiechem.
Piliśmy powoli z butelek, a Liam i tak co chwilę upominał mnie, żebym zwolniła. Matko, nie mam 16 lat!
- Jesteś głodna?- zapytał po chwili ciszy.
- Nie..nie bardzo.
- Trudno, ale zrobię nam coś na kolację.

To po cholere pytasz? Ciekawe co to będzie...płatki? Jajecznica?

Liam powoli wstał i wyjął parę warzyw z lodówki, patelnię i zabrał się do robienia jakiegoś dania. Usiadłam przy stole i patrzyłam jak sprawnie porusza się po kuchni w skupieniu i z uśmiechem.
- Mogę pomóc.
-Nie, nie trzeba.- powiedział miło.- Ale daj talerze i jakieś widelce.- wskazał na szafkę po lewej stronie.
Przygotowanie stołu zajęło mi parę minut, a chwilę potem stała na nim pysznie pachnąca kolacja.

MASTERCHEF  by: Jess ^-^

------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że to tyle trwało, ale ostatnie tygodnie były dla mnie trudne. Zginęła moja koleżanka i nie mogłam się zebrać do skończenia rozdziału :c / Spring :)






niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 8

Stałam pod prysznicem a ciepła woda koiła moje nerwy. Próbowałam zapomnieć o wszystkim, ale ciągle zadawałam sobie pytanie, czy "LIAM", który wysłał jej tą wiadomość to właśnie ten Liam. Moja ciekawość nie dała za wygraną. Zakręciłam wodę, wytarłam się i ubrałam piżamę, po czym poszłam do pokoju Chloe. Właśnie miała wychodzić, ale udało mi się ją zatrzymać na chwilę.
- Eh, Chlo mogę mieć pytanie?
- Ta, ale szybko, bo się spieszę.    
- Jak podawałam ci telefon zobaczyłam, że dostałaś wiadomość od jakiegoś Liama.
- No...tak a czemu? -spytała wyraźnie zdziwiona.
- Czy...czy to był ten Liam? - wskazałam przez okno w stronę  jego domu i cała oblałam się rumieńcem.
- Nie no co ty! Nawet go nie znam - zaśmiała się. - Mogę już iść?
- Tak jasne i zapomnij, że cię o to spytałam.
Pocałowała mnie w policzek i zeszła na dół. Było mi głupio, że ją o to spytałam. Trudno. Weszłam do pokoju i rzuciłam niepewne spojrzenie w kierunku balkonu w nadziei, że go tam zobaczę. Zobaczyłam jego cień, jak podchodzi do okna. Zbliżyłam się do drzwi, ale on nie wyszedł...po prostu zasłonił rolety

Oczywiście.

Położyłam się na łóżku i włączyłam MacBooka żeby pooglądać jakiś film. Nagle mój telefon zawibrował. Odblokowałam go i zobaczyłam sms'a od nieznanego numeru;                                            
? - Hej to ja Tom. Miałabyś ochotę jutro gdzieś wyjść? :)
Ja - Jutro pracuję i nie dam rady nigdzie wyjść.                                          
Tom - Oh, szkoda. To może innym razem. Śpij dobrze ☆
Ja - Dobranoc :)

A może powinnam była się zgodzić? Wydaje się być serio fajny...cóż teraz i tak już za późno.


Obejrzałam sobie Dary Anioła, po raz setny i poszłam spać.
W środku nocy obudził mnie hałas. Ale kiedy wyszłam z pokoju zobaczyłam, że to tylko Chloe wróciła do domu. Przywitała mnie bardzo zmęczonym uśmiechem, a ja wróciłam do łóżka. Przez resztę nocy nie umiałam spać. Czekałam tylko aż zadzwoni mój budzik i będę mogła zacząć swoje przygotowania do pracy. Kiedy zapadłam w lekki sen, jak na ironię mój budzik zadzwonił. Wstałam, przygotowałam się i zeszłam na dół zaczekać na Sama. On jak zawsze lekko spóźniony i jak zawsze uśmiechnięty podjechał pod mój dom. Przytulił mnie mocno i pojechaliśmy w stronę plaży. Dzisiejszy dzień był dość spokojny i praca szła nam łatwo, aż do momentu kiedy przyszedł Liam.
-Hej Jess.
-Cześć.-uśmiechnęłam się profesjonalnie.
-Proszę koktajl z mango.
Zabrałam się do przygotowywania napoju.
- Chcesz jakiś napis na twoim kubku? - zapytałam sucho.
- Tak "Wybacz mi, to co wtedy powiedziałem. Jestem złym kutasem".

Oh...nie uśmiechaj się!

- Okay. - napisałam i podałam mu koktajl
- Lou i Harry robią dzisiaj imprezę i jesteś zaproszona. Można przyprowadzić osobę towarzyszącą, więc... - urwał.
- To świetnie! Sam na pewno chciałby was poznać. - klasnęłam w ręce.
- Ee okay. Wyślę ci wiadomość z adresem i godziną. I mam nadzieję, że lubisz mango.
Zostawił pieniądze, odwrócił się i wyszedł. Patrzyłam przez chwilę na kubek z napisem i zastanawiałam czy dobrze to rozegrałam.
- Hej Sam, chciałbyś iść dzisiaj ze mną wieczorem na imprezę?
- Wow jasne! A Luke tam będzie?
- Na sto procent. - zaśmiałam się.
- Szczegóły napisze mi Liam, a później ci je prześlę.
- Luzik. Przyjadę po ciebie skuterem. W razie czego można go tam zostawić przez noc, nic mu się nie stanie.
- Kochany jesteś.
- Wiem o tym. - puścił mi oczko.
Z zaplecza wychylił się nasz szef i zawołał nas, żebyśmy odebrali zapłatę za  godziny w tym tygodniu. Nie było to dużo kasy, ale jednak coś. Po długim namawianiu Sama, przyjął pieniądze za paliwo i odwiózł mnie do domu. Powiedziałam mamie, że idę dzisiaj na imprezę urodzinową do Lottie i że wrócę późno, niespecjalnie pytając ją o        pozwolenie. Z resztą ona od pewnego czasu jest tak zahipnotyzowana Rob'em, że nie bardzo zwraca uwagę na to, co robię. Nie żeby mi to przeszkadzało. Poszłam do pokoju i zaczęłam gorączkowo przeszukiwać szafę w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego. Zdecydowałam się  na czarną, krótką spódniczkę, koszulę na ramiączkach, którą włożyłam do spódniczki i czerwone czółenka. Poszłam wziąć prysznic i kiedy wyszłam zobaczyłam wiadomość od Liama;
Liam - Do zobaczenia na HighBeach o 8.pm :) ubierz się ładnie, czekam xx

Przesłałam informacje do Sama i wyszłam z łazienki. Z dołu usłyszałam wołanie mamy na obiad, więc wskoczyłam w dresy i zeszłam do kuchni. Makaron, jak na zdolności mojej matki był na prawdę dobry. Odpowiedziałam na ich pytania odnośnie pracy, znajomych i wróciłam szykować się do wyjścia. Zafarbowałam końcówki na granatowo i pomalowałam paznokcie. Nie spieszyłam się z niczym, bo miałam sporo czasu. Co chwilę zerkałam w stronę okna, ale Liama tam nie było.
Była 07:00pm.
Siedziałam na łóżku prawie gotowa do wyjścia i czekałam na Sama. Zobaczyłam, że Liam zaczął krzątać się po swoim pokoju. Widziałam jak wciąga na swoje szczupłe nogi jasne jeansy i jak wkłada ciemną koszulkę, która idealnie eksponowała jego mięśnie. Na koniec ułożył sobie włosy i psiknął się perfumem, ale nie widziałam jakiej marki. Otworzył okno i wyszedł na zewnątrz zapalić. Obniżyłam się na łóżku, tak, żeby mnie nie widział i napawałam się widokiem tego pięknego człowieka. Nagle zadzwonił Sam.
- Halo?
- Będę po ciebie za 20 minut okay?
- Tak, czekam.
Pożegnał się i odłożył słuchawkę. Na prawdę go lubiłam. To taka miła i kochana osoba - zupełne przeciwieństwo Pana Pieprzę Każdą. Zastanawiałam się co jest w Liamie takiego, że nie mogę przestać o nim myśleć...
Minuty szybko mijały i nagle była już 7:30pm.
Usłyszałam znajomy dźwięk tlaksonu skutera i zbiegłam na dół, rzucając szybkie "cześć. do jutra!!". Sam wyglądał przeuroczo w niebieskiej koszuli w kwiatki. Usiadłam za nim i pojechaliśmy na miejsce.
Zanim znaleźliśmy to miejsce i "zaparkowaliśmy" skuter było paręnaście minut po ósmej.
Impreza była w dwupiętrowym drewnianym  domku z dużym patio i wyjściem prosto na plażę. Już ze znacznej odległości było słychać muzykę i bawiących się ludzi.
Weszliśmy do środka i od razu podbiegł do nas Harry. Przedstawiłam mu Sama, porozmawialiśmy chwilę, po czym Hazz przeprosił nas i poszedł przywitać kolejne osoby. Rozejrzałam się dookoła. Było dużo ludzi, znałam tylko kilka osób, więc jak najszybciej chciałam znaleźć Lottie i Tori. Natknęłam się wzrokiem na Luke'a. Delikatnie pchnęłam Sama łokciem.
- Patrz to on. - dyskretnie wskazałam palcem.
- Kurwa, rzeczywiście! Jak wyglądam?
- Wyglądasz bardzo dobrze. - zaśmiałam się - Idź do niego.
- Okej...to idę...
Uśmiechnęliśmy się do siebie i po chwili stałam już sama między tym tłumem. Poszłam do kuchni po drinka. Nalałam sobie trochę wódki do plastikowego kubka i zalałam ją colą. Omal nie oblałam się nim, kiedy usłyszałam za sobą głos Liama
- Witaj Jess.
                     
Czy to do mnie? Tak do ciebie kretynko!

- Cześć. - odwróciłam się i powiedziałam to tak spokojnie jak umiałam.
- Czekałem tylko aż twój chłopak odejdzie od ciebie. Musimy pogadać.
- Ee...jasne, ale o czym chcesz rozmawiać?
- Chciałem cię przeprosić za tą akcję...nie miałem niczego złego na myśli.
Upiłam szybko dużego łyka.
- Rozumiem, w porządku...
- To dobrze. - uśmiechnął się z ulgą - Chcesz zatańczyć?
- Tak tylko najpierw dokończe drinka.
Zabrał kubek z mojej ręki, wypił zawartość na raz, złapał mnie za rękę i pociągnął na parkiet. Weszliśmy akurat na początek "Teenage Dream"    
Liam poprowadził mnie w środek tłumu i złapał w talii. Wciągnęłam brzuch. Zaczęliśmy tańczyć w rytm Katy śpiewającej z głośników. Jego kciuki zataczały małe kółka na moich biodrach, jego usta były lekko rozchylone i pachniał tak odurzająco pięknie, że moje nogi miękły pode mną. W pewnym momencie przesunął dłoń na mój tyłek i przycisnął mnie do siebie, tak, że nasze nosy prawie się stykały, a my skrzyżowaliśmy spojrzenia. Moje ciało płonęło czując go tak blisko a mój oddech  stał się niewiarygodnie szybki. Liam nachylił się i szepnął do mojego ucha:
- Chciałbym cię pieprzyć i to zaraz.

Moje ciało rozpłynęło się a serce podeszło do gardła. Przełknęłam ślinę i zamrugałam kilka razy. Co miałam mu odpowiedzieć?
Liam odsunął się kawałeczek i spojrzał na mnie, czułam jak moja twarz robi się purpurowa.
-Ale nie martw się nie zrobię tego bez twojej zgody. Pójdę nam po coś do picia.
Kiwnęłam głową a on pocałował mnie słodko w policzek i poszedł do kuchni.
Policzek zaczął mnie mrowić a moje serce biło jak szalone. W głowie miałam tylko jedno pytanie: Czy on mówił to na prawdę?

Po paru minutach Liam wrócił z dwoma kubkami w rękach.
- Proszę, cola dla ciebie.
- Cola? Nie traktuj mnie jak dziecko, jestem pełnoletnia.
- Spokojnie, jest tam trochę wódki. Po prostu nie chcę, żebyś mi tu spawiowała. - zaśmiał się a jego cudowne, orzechowe oczy świdrowały mnie na wskroś.
Przewróciłam oczami i uśmiechnęłam się.
Nagle podbiegł do nas Niall i powiedział, że w jadalni robią shoty. Poszliśmy za nim i zobaczyliśmy dużo osób, stojących wokół stołu. Zayn leżał na stole a Lottie klęczała obok niego. Luke rozlał wódkę      wzdłuż jego torsu i brzucha i włożył mu kawałek limonki do ust.
Widziałam takie rzeczy na filmach, ale nigdy tego nie robiłam.  
Lottie zaczęła zlizywać wódkę z ciała Zayna. Robiła to tak zmysłowo i delikatnie, że jego mięśnie napinały się pod jej językiem. Później wyjęła limonkę z jego ust, pocałowała go i zjadła owoc. Wszyscy zaczęli gwizdać i krzyczeć. Następnie było kilka innych par, w tym Niall i jakaś dziewczyna, której nie znam. Liam złapał mnie za łokieć.
- Chcesz iść?
- Ja nie jestem pewna czy potrafię to robić...
- Nie będziesz musiała nic robić, tylko położysz się na stole. - przesunął dłonią po moim policzku - Kiedyś musi byś ten pierwszy raz.
- Okay, mogę spróbować.
- Widzę, że po alkocholu robisz się odeażniejsza. Zapamiętam to sobie. Tylko zdejmij bluzkę.
Zrobiłam to, weszłam za nim na stół i położyłam się na nim i czekałam aż Luke wyleje na moje ciało wódkę.
Wciągnęłam brzuch, kiedy spływała na niego zimna ciecz i wzięłam do ust kawałek limonki.
Liam odłożył na bok moją bluzkę i przez sekundę nieruchomo mi się przyglądał. Nachylił się nade mną i położył usta tuż pod pępkiem. Przeciągnął język dalej i zamoczył go w moim pępku. Moje ciało naprężyło się pod tym delikatnym dotykiem, a ja przymknęłam oczy. Przesunął język wzdłuż mojego brzucha i zatrzymał go na mostku. Wyjął mi limonkę z ust i zjadł ją. Podał mi rękę, żebym się podniosła i podał mi bluzkę, a ja ubrałam ją. Zeszliśmy ze stołu w towarzystwie krzyków i gwizdów, a Lou i Hazz podeszli do nas.
- Chcielibyście zostać tu spać? - spytał dość wstawiony Louie.    

- Myślę, że to dobry pomysł, bo nikt nie da rady samodzielnie dotrzeć do domu. - odpowiedział Liam.
Harry poklepał go po ramieniu, chwycił Lou za rękę i poszli razem do łazienki.
- Powinnam uprzedzić Sama. - stwierdziłam
- Aaah no tak twój nowy chłopak powinien wiedzieć, że zostajesz tu na noc i to ze mną. Chociaż przez cały czas jakoś średnio się tobą interesował.
- Słuchaj Sam nie jest moim chłopakiem, tylko przyjacielem, jasne? Do tego jest gejem i podoba mu się Luke.
- Czemu wcześniej mi nie powiedziałaś? - zapytał z gniewem.
- Bo chciałam zobaczyć co zrobisz, żebym o nim zapomniała i skoncentrowała się tylko na tobie. - na moje słowa zmrużył oczy.
- Podeszłaś mnie...przez cały wieczór nie uprawiałem seksu, żeby być z tobą i nie dopuścić go do ciebie...a on jest gejem. Czuję się jak kretyn!
- Dlaczego nie chciałeś go do mnie dopuścić? To chyba moja sprawa kto będzie mnie dotykał.
- Jesteś wstawiona, a on mógłby to wykorzystać i cię przelecieć. - zmarszczyłam brwi. - A uważam, że on nie byłby odpowiednią osobą na twój pierwszy raz.      
- Słucham? Ja nie wybieram ci dziewczyn, które możesz rżąć, a których nie, więc nie wtrącaj się w te sprawy, bo jeśli będę chciała z kimś pójść do łóżka to pójdę! A teraz wybacz, ale idę poszukać Sama.

Poszłam w kierunku kuchni, żeby tam rozejrzeć się tam za nim. Znalezienie go zajęło mi kilka minut, ale w końcu zobaczyłam go siedzącego na kolanach Luke'a. Całowali się siedząc na kanapie na patio, trzymając w rękach drinki. Chrząknęłam delikatnie.
- Umm...Sam, czy chciałbyś tu dzisiaj przenocować a rano wrócić do domu?
- Hej Jess. - powiedział oderwany od jego ust Luke.
- Cześć. - odpowiedziałam przyjaźnie.
- Jeśli to możliwe to pewnie, że chcę zostać - powiedział rozpromieniony Sam.
- Okay i mam nadzieję, że nie gniewacie się, że wam przeszkodziłam. - uśmiechnęłam się niewinnie.
- Jasne, że nie. Jeszcze raz wielkie dzięki za to wszystko.
Sam ścisnął moją rękę i znów zwrócił swoją uwagę na Luke'a.
Poszłam zrobić sobie drinka i chwiejnym krokiem wyszłam z powrotem na dwór. Zastałam tam Liama i o dziwo bez żadnej dziewczyny.
- Jess nie powinnaś już pić tego drinka, to za dużo. - upomniał mnie.
- Mam ochotę się dzisiaj porządnie napić!
- Odłóż go.                                
- Bo co? - zachichotałam, a on spojrzał na mnie groźnie. - Dobrze mamo...
Odstawiłam kubek i zerknęłam na telefon, była 01:27am. Pijani ludzie powoli opuszczali dom, zabierając ze sobą tych, którzy sami nie dawali rady. Poczułam się strasznie senna i zrobiło mi się niedobrze. - Liam...ja muszę gdzieś usiąść, bo zaraz puszczę pawia...
On chwycił mnie w talii i prowadził do kanapy, a ja osunęłam się na jego ręce. Trzymał mnie mocno, tak, żebym nie upadła, po czym położył mnie na sofie. Na wpół zamkniętymi oczami widziałam Lou i Harrego krzątających się żeby, choć trochę ogarnąć bałagan. Luke i Sam przyszli powiedzieć "dobranoc" i oboje mocno wstawieni poszli do sypialni na dole. Wszyscy goście już wyszli więc zrobiło się całkiem cicho. Prawie zasnęłam na kanapie, ale wtedy poczułam, że ktoś mnie dotyka. Przebudziłam się.  To był Liam
- Shhhh...- szepnął delikatnie.
Nie protestowałam i dałam mu się podnieść. Jedną ręką podtrzymywał moje plecy, a drugą nogi. Wtuliłam twarz w jego tors i zamknęłam oczy, a on zaniósł mnie do jednej z sypialni na górze.



Kiedy się obudziłam  była 10:47am.
Rozejrzałam się zdezorientowana i chwilę zajęło mi pozbieranie myśli i dotarcie do tego co tu robię...Miałam na sobie tylko majtki i stanik. Zaniepokojona zaczęłam szukać wzrokiem moich ubrań i zobaczyłam, że leżą na krześle razem z rzeczami Liama, ale jego nie było w tym pokoju. Potrząsnęłam głową, miałam okropnego kaca. Na łóżku, po mojej lewej stronie leżała karteczka: "Awaryjna sukienka wisi na drzwiach ~ Liam".
Przede mną wisiała lekka, czarno-biała sukienka. Zastanawiało mnie dlaczego jestem rozebrana i czyja to sukienka. Miałam nadzieję, że nie zrobiłam niczego głupiego, kiedy byłam pijana. Wstałam z łóżka, żeby się ubrać i w tym samym czasie drzwi się otworzyły i do pokoju wszedł Liam. Miał mokre włosy i ręcznik owinięty na biodrach.

FOTKA Z IMPREZY:



------------------------------------------------------------------------------------
Od teraz pod każdym rozdziałem będę wstawiać zdjęcie nawiązujące do zdarzeń z tego rozdziału. ~ Spring :)

poniedziałek, 9 lutego 2015

Rozdział 7

Po mimo otwartych okien w busie było strasznie gorąco. Jechaliśmy z głowami praktycznie na zewnątrz i  śpiewaliśmy piosenki z radia. Szczerze źle mi było troche z tym, że Sam został tam beze mnie. Przez chwilę nie odzywałam się, patrzyłam tylko na szybko mijane drzewa. Tori klepnęła mnie w ramię.
- Słuchaj! Lecą 5SecondOfSummer 
- Oo! - aż podskoczyłam z radości, kiedy usłyszałam pierwsze nuty "Don't Stop". Wszystkie zaczęłyśmy śpiewać, a chłopaki śmiali się z naszego fangirlu.
- Nie rozumiem czym one się tak podniecają. - powiedział Liam.
Strzeliłyśmy mu tylko spojrzenia i nie przerywałyśmy śpiewać i gestykulować do piosenki.
- Widziałem ich i są przystojni. - wtrącił Luke. - Robią wrażenie.  
- Czekaj, ty widziałeś się z nimi? - moje oczy się rozszerzyły.
- Tak, kiedy byłem u ojca w Paryżu mieli akurat koncert i zatrzymali się w jego hotelu.
- O mój boże! - moje oczy były teraz na prawdę duże.
- Też tak zareagowałyśmy jak opowiedział nam to pierwszy raz. - uśmiechnęła się Lottie.
- I jacy oni są? - spytałam z ekscytacją.
- Są mega zabawni i można z nimi pogadać. Ale proszę nie patrz na mnie w ten sposób. Mam wrażenie, że twoje oczy zaraz mnie pochłoną. - zaśmiał się.
- Ej, stary zostaw też coś dla kumpla, a nie, każdą wyrywasz na to jedno hotelowe gej party. - zażartował Liam.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać i aż do końca drogi rozmawialiśmy o muzyce i ostatnich dramach.

Wreszcie dojechaliśmy na miejsce. Aquapark robił wrażenie. Z parkingu było widać zewnętrzną część basenów i kilka dużych zjeżdżalni. Kiedy podeszliśmy bliżej zobaczyłam jak duży jest cały ośrodek.
Postanowiliśmy kupić bilety tylko na część otwartą i po chwili wszyscy byliśmy już na terenie dużego, zaprojektowanego tak, by wyglądał jak egzotyczna wyspa parku. Znaleźliśmy kawałek miejsca, gdzie zmieściły się wszystkie nasze koce, ręczniki, torby i podręczna lodówka z piwem. Chłopaki zdjęli spodnie, koszulki i byli gotowi żeby wskoczyć do wody. Zaczekali jednak na nas. Dziewczyny zaczęły zdejmować bluzki i szorty. Ja robiłam to samo, tyle, że powolniej i bardziej niepewnie niż one. Kiedy miałam podnieść swoją bluzkę zobaczyłam jak Liam patrzy się na mnie z lekkim uśmiechem. Jego wzrok był ponaglający. Szybko zdjęłam bluzkę i wyprostowałam się, żeby uczynić mój brzuch tak płaskim jak się tylko dało. Liam zbliżył się do mnie i szepnął:
- Wyglądasz cholernie dobrze w tym bikini.
- Dzie...dzięki. - uśmiechnęłam się.
- Nasmarujesz mi plecy?
- Tak, jasne. - sięgnęłam do torby po krem.
Liam położył się na kocu. Przykucnęłam obok niego i nałożyłam na jego plecy trochę kremu.
Obejrzałam się szybko jak robią to inne dziewczyny. Tori siedziała na tyłku Nialla, Lottie była na kolanach nad Zaynem, oparta jedną ręką o ziemię, drugą wsmarowywała mu krem. Byli jeszcze Harry i Lou, który w tym momencie całowali się stykając ze sobą swoje białe od kremu nosy.
Postanowiłam okrakiem klęknąć nad Liamem. Kiedy smarowałam mu łopatki pochyliłam się mocno do przodu, tak, że moja kobiecość otarła się o jego tyłek a on zamruczał. Usiadłam z powrotem na koc.
- Teraz moja kolej, odwróć się.
Zrobiłam to. Obróciłam się do niego tyłem i wyciągnęłam nogi przed siebie.
On usiadł za mną, bardzo blisko. Na tyle, że czułam jego krocze na swoich plecach. Wziął krem na dłonie i delikatnie go wmasowywał. To było na prawdę przyjemne.  Zamknęłam oczy i zanim się zorientowałam wszyscy wstali, razem z nimi Liam. Podał mi rękę kiedy wstawałam i poszliśmy w stronę głównego basenu. Chłopaki wskoczyli do wody a ja, Tori i Lottie długo zwlekałyśmy z całkowitym zamoczeniem się. Przez długi czas siedzieliśmy w basenie, przepływając co jakiś czas w inne miejsce. W pewniej  chwili straciłam z oczu Liama. - Znaczy to nie tak, że go obserwowałam. - Rozejrzałam się i zobaczyłam go siedzącego przy barze. Rozmawiał z jakąś blondynką, która opierając się o blat eksponowała swoje cycki. Stałam tak i przyglądałam się im. Po chwili wstali, Liam objął ją ramieniem i poszli w kierunku toalet.
Przyznam się, że w tym momencie coś się we mnie wzdrygnęło. Jakiś dziwny dreszcz.
Wróciłam do reszty, żeby oddalić od siebie myśli o tym co oni robią.
Zagraliśmy chwilę w siatkówkę wodną i postanowiłam poopalać się na kocu. Wyszłam z wody i położyłam się na słońcu. Włożyłam do uszu słuchawki i zasnęłam lekkim snem.
Kiedy się przebudziłam myślałam, że dostanę zawału. Kilka centymetrów obok z otwartymi oczami i szerokim uśmiechem leżał Liam.
- Jesteś urocza kiedy śpisz. Przypominasz  małego kota.
Nie odpowiedziałam mu. Od momentu kiedy poszedł z tą dziewczyną czułam do niego lekki uraz.
Nagle podbiegł Brian.
- Ej, chodźcie na zjeżdżalnie. Najlepsza jest ta z pontonami.
Pojawił się jak na zbawienie. Wstałam szybok i poszłam z nim, a za mną szedł Liam. Już unosiłam duży ponton
-Pozwól, że ci pomogę. - powiedział i podniósł z go z łatwością. - to dwuosobowe. Pojedźmy razem.
- To było pytanie?
- Nie...znaczy w sumie...jakby tak...chyba. - wymamrotał.
Spojrzałam na niego i pomogłam mu zanieść dmuchane koło na górę, do wejścia do zjeżdżalni. Stała tam Lottie z Zaynem.
- Boże uważaj, Jess. Na końcu robi się bardzo stromo i jest dużo zakrętów.
Podziękowałam jej z bladym uśmiechem i patrzyłam jak znikają razem w głębi rury. Chwilowo na górze nie było nikogo, prócz mnie i Liama. Usiadłam na pontonie a on błyskawicznie znalazł się zaraz za mną. Dokładnie jak wcześniej. Odepchnął nas i położył ręce po obu stronach moich ud. Na początku jechaliśmy w miarę wolno, ale tak jak mówiła Lottie; prędkość stawała się coraz większa i pojawiły się ostre zakręty. Wystraszona złapałam mocno dłonie Liama i wbiłam w nie paznokcie. Przy końcu był mały uskok, od którego ponton odbił się. Krzyknęłam, odwróciłam się lekko, złapałam go za szyję i zamknęłam oczy, po czym wpadliśmy do wody. Dmuchane koło wylądowało obok nas. Wynurzyłam się z wody i kiedy obróciłam się zobaczyłam Liama przyglądającego się mi z szerokim uśmiechem.
- Nie śmiej się ze mnie. Wystraszyłam się.
- Po prostu się uśmiecham. Lubię, kiedy dziewczyny krzyczą w moich ramionach.
Oblałam się rumieńcem i spuściłam wzrok, bo nie mogłam już dłużej wytrzymać tych przeszywających całe moje ciało orzechowych oczu. Wiedziałam, że nie jestem dla niego nikim specjalnym, ale sposób w jaki do mnie mówił przyprawiał mnie o dreszcze.
Spróbowałam każdej ze zjeżdżalni, a później weszliśmy jeszcze raz wszyscy razem do basenu. Była 5:30pm.    
- Robi się chłodno. - zauważyła Tori - zbierajmy się już.
Przytaknęliśmy, po czym wyszliśmy leniwie z wody. Spakowaliśmy nasze rzeczy i poszliśmy do samochodu. Wrzuciliśmy wszystko do bagażnika i zajęliśmy swoje miejsca w busie.
- Co wy na to, żeby podjechać do McDonalds'a? Jestem cholernie głodny. -zapytał Niall.
Zgodziliśmy się.

Trochę się stresuję...

Kiedy jechaliśmy gadałam głównie z dziewczynami i na pytania Liama odpowiadałam raczej niechętnie.
Po około 30 minutach zatrzymaliśmy się na parkingu obok McDonalds'a.
Zamówiłam chickenburgera, małe frytki i colę. Drżącymi rękami zaniosłam tacę do stolika i usiadłam razem z Lottie, Tori i na moje nieszczęście Liamem. Przełknęłam ślinę i zaczęłam powoli jeść mojego burgera. To fakt, może trochę przesadzam,ale krępuje mnie jedzenie przy innych. Mam wrażenie, że ciągle ktoś patrzy w mój talerz i liczy każdy mój gryz i każdą wchłoniętą przeze mnie kalorię.

Uspokój się..każdy tutaj coś je. Dlaczego kogokolwiek miałoby interesować co jesz akurat ty?! - kłóciłam się z własnymi myślami.

Jak na ironię kiedy podniosłam wzrok zobaczyłam, że Liam mi się przygląda. Miał spokojny wyraz twarzy, a jego brązowe oczy były wpatrzone w moją twarz. Oblałam się rumieńcem. Na jego twarzy pojawiło się coś  na kształt uśmiechu. Ta niezręczna cisza trwałaby pewnie dłużej gdyby nie Tori, która zaczęła opowiadać jakąś historię z ubiegłego tygodnia.
- Możemy jechać? - spytał Lou.
- Daj mi chwilę. - Liam wstał i poszedł do toalety.
Usłyszałam dźwięk wiadomości i zobaczyłam, że jego telefon leżał obok mnie. Ekran zaświecił się, a na ekranie blokady pokazał się fragment smsa    

"Widzimy się dzisiaj? Ostatnim razem było doskonale..." reszty wiadomości nie było widać. A u góry dużymi literami nadawca: GOLD DIGGER*

Nie wiedziałam co mam o tym sądzić. Może nie powinnam tego przeczytać, ale zrobiłam to i nie mogłam przestać zastanawiać się kto to jest i czego tyczy się ta wiadomość. Moja podświadomość domyślała się tego, ale próbowałam znaleźć inne wytłumaczenie. Kilka minut później Liam wrócił, więc mogliśmy jechać dalej. Podróż minęła szybko, a Lou podrzucił mnie i Liama pod dom jako pierwszych. Wyskoczyłam z busa i już miałam iść w stronę domu, ale poczułam ciepłą, męską dłoń zaciskającą się na moim nadgarstku. Liam stał wpatrzony we mnie, a na jego twarzy malowało się zdezorientowanie.
- Dlaczego mnie unikasz?
- Ja cię nie...nie unikam. - wydukałam sama nie wierząc w to co powiedziałam.
- Uhm, pytam poważnie. Widzę, że od paru godzin zbywasz każde moje pytanie i zachowujesz tak inaczej niż wcześniej.

Mam serio mu to powiedzieć?

- No wiesz...trochę zszokowało mnie, kiedy poszedłeś z tamtą dziewczyną na basenie. Do niedawna "prowadzałeś się" z Niki.
- Ona była, teraz jej nie ma...będzie inna, a na razie korzystam z każdej okazji.
Na te słowa zmarszczyłam brwi.
- Nie rozumiem cię...
Liam westchnął.
- Nie oczekuję, że zrozumiesz. Nie mogłabyś chociaż tego akceptować?
- Więc właśnie taki jesteś? Jesteś tylko męską dziwką, która po kolei zaliczasz każdą napotkaną laskę...


O mój boże, nie wierzę, że to powiedziałam!

Jego twarz złagodniała, postać stała się w ułamku sekundy bardziej krucha i mniejsza.
- Zaskakujące jak trafnie mnie rozszyfrowałaś.
Milczałam, bo nie wiedziałam co mam powiedzieć.
- Dobranoc Jess. - powiedział cicho i odszedł.      
Oszołomiona własnym zachowaniem odwróciłam się i zobaczyłam jak z naprzeciwka podchodzi do mnie tamten chłopak...nie pamiętałam jego imienia.
- Hej. - powiedział przyjaźnie.
- Cześć. Może...- nie dał mi skończyć.
- Mam na imię Tom, jakbyś zapomniała. - uśmiechnął się. - Może chciałabyś wyjść gdzieś ze mną w piątek?
- Ee...to nie jest odpowiedni moment. Wybacz, ale nie jestem w nastroju.
Zobaczyłam jak uśmiech schodzi z jego twarzy. Nie chciałam zranić dzisiaj kolejnej osoby.
- Nie gniewaj się. Po prostu źle się dzisiaj czuję.
- Może dasz mi swój numer telefonu i umówimy się kiedy indziej? - słyszałam głęboką nadzieję w jego głosie.
Niechętnie wpisałam swój numer w jego komórkę, ukrywając zmęczenie pod cierpkim uśmiechem. Pożegnaliśmy się i odeszłam.
Wróciłam do domu. Odpowiedziałam na kilka pytań mamy i Roberta jak było i poszłam na górę. Chloe siedziała w swoim pokoju i szykowała się do wyjścia.
Powiedziałam jej cześć, ale nie byłam w nastroju na jakiekolwiek dłuższe rozmowy.    

Jak mogłam być taka okrutna?! Dlaczego powiedziałam coś, czego w żadnym razie nie powinnam była mówić? Nie potrafię trzymać języka za zębami.

Brałam ciepły prysznic i odtwarzałam w pamięci zdarzenia z dzisiejszego dnia. Kiedy weszłam do pokoju zobaczyłam przez drzwi balkonowe Liama krzątającego się pokoju. Czułam się źle z tym co powiedziałam i nie mogłam na niego patrzeć. Zasłoniłam roletę i położyłam się do łóżka. Przejrzałam twittera i powoli zasnęłam.


Rano obudził mnie dźwięk budzika. Zaspana przetarłam oczy i dopiero po chwili przypomniało mi się co tak właściwie muszę zrobić. Wstałam i zabrałam się za poranne czynności, co chwilę patrząc na zegarek, żeby być gotowa kiedy zjawi się Sam. Przyszykowana zbiegłam na dół, żeby zjeść lekkie śniadanie. W kuchni siedziała moja mama.
- Gotowa do pracy?
- Yhym. - przytaknęłam i zabrałam się za jedzenie jogurtu truskawkowego.
- Ten chłopak, który przyjechał po ciebie wczoraj pracuje z tobą?
Przewróciłam oczami.
- Tak, będzie po mnie przyjeżdżał cały czas.
- Wspaniale! Powinnaś znaleźć sobie chłopaka.
- A ty pracę. - zmierzyła mnie wzrokiem. - Pójdę już.
- Na razie, Jessie.

Ugh

Ubrałam buty i po paru minutach usłyszałam na zewnątrz warkot skutera Sama. Wyszłam za drzwi i z uśmiechem go przywitałam. Usiadłam za nim i kiedy ruszaliśmy zauważyłam, że moja mama zerka na nas zza firanki.

Co za kobieta!

Dzień mijał szybko. Miałam chwilę, żeby pogadać z Samem, bo wydawał mi się dzisiaj trochę przygnębiony.
- Wszystko w porządku? - zapytałam
- Jasne. Czemu pytasz? - dodał zmuszając się do uśmiechu.
Nie byłam pewna czy powinnam to mówić, ale zebrałam się na odwagę i zaczęłam niepewnie.
- Wybacz mi ciekawość, ale wydawało mi się, że byłeś wczoraj dość zestresowany podczas obsługiwania jednego z moich kolegów.  
Zmieszał się na moje słowa.
- Tak...no, bo widzisz. - jąkał się. - rzecz w tym, że lubię chłopaków. - oblał się rumieńcem i spuścił wzrok.
- Oh, nie musisz się krępować. Jestem bardzo tolerancyjna.
Uśmiechnął się do mnie, a ja odpowiedziałam mu tym samym.  
- On ma w sobie coś niezwykłego. Onieśmiela mnie. - mówił rozmarzony.
- Wiesz, to nawet ekscytujące, że podoba ci się Luke.                                              
- Dlaczego?
- Bo Lottie wspominała, że on także lubi chłopaków.
W oczach Sama błysnęła radość i ulga, przytulił mnie bardzo mocno.
- Dziękuję Jess.
- Nie dziękuj. Wspomnę mu o tobie kiedy się zobaczymy.
- Jesteś kochana. - popędził zanieść koktajle do stolika, ale był tak podekscytowany, że niemal latał. To dość urocze. Przez resztę dnia był cały w skowronkach, nawet kiedy żegnaliśmy się pod moim domem uśmiech nie schodził z jego ust. Kiedy Sam odjechał zobaczyłam ,że z przeciwka biegnie Liam. Miał w ręku piłkę, a za nim biegł Tyson. Zrobiło mi sie ciepło na wspomnienie tamtego popołudnia.
- Liam, zaczekaj.
Zatrzymał się parę metrów ode mnie.
- Nie chciałam wtedy tego powiedzieć.
- Ale zrobiłaś to. - odpowiedział sucho.
- Nie rozumiem tego, ale nie powinnam była tak mówić. - ciągnęłam dalej.
- To jest twoje zdanie o mnie i tyle.
- Może się mylę.
- Nie mam zamiaru ci tego udowadniać.
- Nie karze ci tego robić. Chciałam tylko wyjaśnić, że nie chciałam urazić twojego wygórowanego ego.
- Nie mam wygórowanego ego.
- Owszem masz.
- Po prostu przeszkadza ci, że wolę inne dziewczyny.
- Łatwe? - wysyczałam.
- One potrafią dać mi to czego potrzebuję i wymagam.
- Też bym potrafiła zostać tanią panną.
- Dlatego nadal jesteś dziewicą? - zadrwił.
- Mam dość. Na razie.
- Cześć.
Weszłam do domu, zatrzasnęłam drzwi do pokoju i nie wychodziłam przez cały wieczór. Później wyszłam z pokoju, żeby wziąć prysznic i zobaczyłam, że Chloe jest w swoim pokoju i szykuje się do wyjścia.
- Hej, gdzie idziesz?
- Ee...ze znajomymi gdzieś na miasto. Korzystam, puki nie wyjadę na uczelnię.
- No tak. To ten...miłego wieczoru.
Jej telefon zawibrował.
- Dzięki. Podasz mi komórkę.
Kiedy przypadkowo nacisnęłam guzik odblokowania na ekranie blokady zobaczyłam komunikat: NOWA WIADOMOŚĆ OD: LIAM ☆
Podałam jej telefon i poszłam pod prysznic.

* GOLD DIGGER - dziewczyna świadcząca usługi za pieniądze.


środa, 21 stycznia 2015

Rozdział 6

Miał na sobie jeansy z obniżonym krokiem, białą bokserkę i swoją granatową bluzę, w ręku trzymał piłkę do kosza i smycz.    
Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się szeroko.     
- Nie zdążyłam się pomalować do końca.
- Przecież wygdlądasz no...dobrze. I chyba zmieniłaś kolor włosów.
- Tak, często to robie. 
- Pasuje ci ten kolor.
- Dzięki.
Szliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim. Liam nie był taki zarozumiały jak myślałam. Był miły i uważnie słuchał tego, co mówiłam.             
- Po co zabrałeś piłkę?
- Bo zawsze jak wychodze z Tysonem gram w kosza. Sam albo z Lukiem..
- Oo więc dzisiaj ja dostałam ten zaszczyt? - zaśmiałam się.
- Czuj się wyróżniona i nie zapomnij napisać o tym na twitterze.
- Chciałbyś.
Przekroczyliśmy bramę parku i Liam zdjął Tysonowi smycz. Poszliśmy w kierunku boiska do koszykówki.
- Potrafisz grać? - spytał, zdejmując bluzę.
- Eee...no...
- W porządku. - zaśmiał się i rzucił mi piłkę.
Złapałam ją i rzuciłam w stronę kosza. Oczywiście nie trafiłam. Wtedy podbiegł do niej i chwycił ją mocno, odbił od ziemi i czysto trafił.
- Tak to się robi. - powiedział i poruszył brwiami.    
Pokręciłam tylko głową i próbowałam odebrać mu piłkę. Przez cały ten czas Tyson biegał między naszymi nogami i podskakiwał co chwilę. Kiedy byliśmy już zmęczeni Liam powiedział:
- Rzuć ostatni raz i usiądźmy.

Stanęłam na przeciwko kosza szykowałam się, żeby rzucić. Nagle poczułam jak długie, męskie palce zaplatają się wokół mojego brzucha.
Liam podniósł mnie wysoko i posadził na swoich ramionach. Wystraszyłam się.

On mnie nie uniesie...no a jeśli nawet to będzie mu bardzo ciężko.

- Liam proszę, nie! - krzyknęłam i przez przypadek upuściłam piłkę.
- Prawie cię nie czuję. Zaufaj mi.
Nie mogłam zrobić nic innego niż siedzieć na górze i modlić się, żebym go nie zgniotła. Złapał piłkę, która wypadła z moich rąk, podał ją mi i podbiegł pod sam kosz.
- No dawaj!
Trafiłam, po czym ześlizgnęłam się z jego pleców na ziemię.
- Haha no proszę. Baletnica trafiła do kosza. - zaśmiał się, marszcząc delikatnie oczy.                    
- Dzięki, ale nie podnoś mnie więcej. - wzięłam torbę i poszłam w stronę ławki.
- O co ci chodzi?

O to, że jestem grubym wielorybem i masz mnie nie podnosić.

- O nic. Mam trochę truskawek, chcesz?
- Em, tak. - wydał się trochę zakłopotany tą sytuacją.
Wyjęłam  plastikowe pudełko z truskawkami i położyłam je na ławce po miedzy nami.

LIAM'S POV:
Patrzyłem na nią i zastanawiałem się o co jej chodziło. Może to nie było nic ważnego, a może przeciwnie. Nie byłem pewien.
Siedziała tak blisko, a zapach jej perfum i truskawek doprowadzał mnie do szaleństwa. Za wszelką cenę chciałem ją mieć, ale jedyna rzecz jakiej byłem teraz pewien to fakt, że Jessica Avalon Green nie była jak inne dziewczyny, a to wszystko komplikowało.

JESSIE'S POV:
Chciałam przerwać tą ciszę, jaka nas ogarnęła.
- Masz koszulkę Michaela Jordana, prawda?
- Tak a czemu? - spytał oblizując usta czerwone od truskawek.
- Dlaczego jej nie nosisz? - na moje słowa rozszerzył oczy.
- Żartujesz?! Ona jest święta! To nie jakaś tam koszulka. To oryginał, w którym  Michael strzelił decydującego kosza i Chicago Bulls przeszli do historii! Jak mógłbym to nosić?!
- Wybacz, nie sądziłam, że to takie oczywiste. - powiedziałam lekko się śmiejąc.
- Okay. Chodźmy już, bo Tyson zaczyna wyrywać suczki, a nie chce być dziadkiem.  Gwizdnął i pies zaraz pojawił się obok, założył mu smycz i mogliśmy iść.

- Właściwie to skąd pomysł, żeby nazwać go Tyson?
- Jak pewnie wiesz, uprawiam kick-boxing.  A imie wzięło się od nazwiska Mike'a Tysona.
Pokiwałam głową. Nawet nie zauważyłam jak przeszliśmy przez Monroe St. i teraz szliśmy już po Sunset.
- Ciekawe skąd się wzięła nazwa "Sunset".
- Wiesz, że zadajesz dużo pytań?
Spojrzałam na niego.
- Po  północnej stronie tej ulicy jest małe wzgórze. Kiedy indziej ci pokaże, bo dzisiaj jest za późno.
- Okay.
Minęliśmy jego dom i podeszliśmy pod mój.
- Dzięki, że poszłaś z nami do parku.
- To nic takiego. Ale cały czas ciekawi mnie jedna rzecz.
- Co takiego?
- Czemu nie poprosiłeś Nicole?  
- Cóż...jakby ja i Nicole już nie mamy kontaktu. Odpuściłem ją sobie, a ona jest już pewnie daleko z jakimś facetem.
- Oh, jaa...nie chciałam. - zająknęłam się.
- Nie ma sprawy. To była moja decyzja. Dobranoc Jess.
- Dobranoc.
Uśmiechnął się i poszedł do siebie.                                  
Weszłam do domu.
- Cześć kochanie! W piekarniku masz trochę makaronu. - powiedziała moja mama, która razem z Robem leżała na kanapie.
- Byliśmy na pizzy, nie jestem głodna.
Musiałam skłamać. Chciałabym czuć się swobodnie kiedy Liam mnie podnosi, a dzisiaj to nie było możliwe.
Poszłam do nich na chwilę porozmawiać i posłuchać jak bardzo się cieszą że mogą ze sobą być. Przyznam, że od kiedy tu jesteśmy moja matka znormalniała i zaczęła zachowywać się w miarę jak na swój wiek.
Zajrzałam też na chwilę do Chloe, a ona popytała o to co mnie łączy z Liamem, opowiedziała o dzisiejszych zakupach. Później poszłam wziąć prysznic i położyłam się do łóżka. Sprawdziłam telefon i zobaczyłam, że Luke zrobił grupę "Wakacje suki" na WhatsAppie i dodał mnie.
Luke - Yo, co wy na to, żeby jechać jutro do aquaparku?
Lottie - Dla mnie spoko.
Tori - Cool
Brian - Luz. Kuzynka pracuje na kasie, więc mamy zniżkę.
Harry - Wchodzę.
Zayn - Hahaha no dobra, ale ja nie prowadzę.
Lou - Mam busa. Mogę prowadzić.
Niall - Taak!
Liam - Dobra. To jutro o 13:00 am. wszyscy pod Tesco?
Luke - Okay. Co z tobą, Irlandia?
Ja - Musze zapytać Sam'a czy weźmie za mnie jutro godzinę.

Szybko zadzwoniłam do niego.
- Hej Sam, tutaj Jess.
- Cześć. Poznałem cię.
- Mam prośbę wziąłbyś za mnie jutro godzinę w pracy? Oddam ci z wypłaty.
- Odważnie jak na drugi dzień! - zaśmiał się. - Nie ma sprawy.
- Dziękuje! Strasznie ci dziękuję.
- Będę po ciebie rano, papa.
Odłożył słuchawkę, a ja szybko napisałam do reszty.
Ja - Ustalone. Jade z wami :D
Lou - Podjedziemy po ciebie pod Coffie Heaven o 1:10 pm
Ja - Dzięki. Dobranoc ♡

Ustawiłam budzik na 8:00 i poszłam spać.


Rano byłam kompletnie nieprzytomna kiedy obudził mnie dźwięk budzika. Wyłączyłam go i wstałam. Ubrałam się, od razu zakładając bikini pod ciuchy, uczesałam się i spakowałam kilka rzeczy do aquaparku. Zeszłam na dół, żeby zjeść śniadanie i wróciłam na górę, żeby się umalować. Wzięłam torbę i zeszłam z powrotem na dół.
- Mamo, jadę z koleżankami do aquaparku po pracy dobrze?
- Dobrze. Potrzebujesz jakieś pieniądze?
- Ym...tak.
- Dam ci 20 funtów.
- Okay...
Usłyszałam skuter podjeżdżający pod mój dom. Wzięłam pieniądze, włożyłam buty i wybiegłam na zewnątrz machając Samowi.
- Hej Jess. - powiedział z uśmiechem, który, jak mi się zdawało nigdy nie schodził z jego twarzy.
- Hejka.
Trzymałam go za brzuch i próbowałam nie upuścić torby z kolan kiedy brał mocne zakręty.    
Nasza praca była przyjemna i na prawdę mi się spodobała. W przerwach   rozmawiałam z Samem, którego z każdą chwilą lubiłam bardziej.

Było krótko przed 01:00 pm.
Koło południa zawsze było dużo ludzi, ale dzisiaj była masakra. Brakowało stolików a my ledwo nadążaliśmy.
- Sam przepraszam cię, że zostawiam to wszystko na twojej głowie.
- Kiedyś mi się odwdzięczysz mała suko. - puścił mi oczko.
Kilkanaście minut później do środka weszli Luke, Tori, Lottie, Niall, Harry z Lou, Liam i Zayn. Podbiegłam do nich.
- Dajcie mi sekundę. Wezmę rzeczy z zaplecza.
Pobiegłam do mojej szafki a oni poszli zamówić mrożony jogurt.
Wróciłam i kiedy czekałam z aż wszyscy odbiorą swoje jogurty przyłapałam Sama na gapieniu się na Luka. To nie było zwykłe spojrzenie, on badał go wzrokiem od góry do samego dołu. Kiedy podawał mu napój ręka mu się trzęsła i wykrztusił tylko "ee.. proszę". Podeszłam do Sama, podziękowałam mu jeszcze raz, przytuliłam go i wyszliśmy.
Byliśmy w drodze na parking, gdzie stał bus i nagle Liam podszedł do mnie.
- Siemka. Wziąłem  też dla ciebie. - powiedział po czym podał mi plastikowy kubek z jogurtem. - Banan, truskawki i ciastka czekoladowe.
- Ojej, dziękuję. - spojrzałam na niego w górę. - Trafiłeś, to mój ulubiony smak. - wyciągnęłam z torebki portmonetkę.  
- To nie będzie konieczne. Postawiłem ci go. Może kiedyś ty też to dla mnie zrobisz. - podniósł jedną brew i uśmiechnął się szeroko.
Zaczęłam się śmiać i klepnęłam go w ramię.
Dotarliśmy do małego czerwonego busa a Lou wyjął kluczyki.
Każdy znalazł sobie kawałek miejsca na fotelach ułożonych równolegle do siebie, a Harry usiadł na miejscu obok kierowcy.
- Dobra, a teraz otwierać wszystkie okna, bo tu umrzemy a klima nie działa.
To też zrobiliśmy, po czym ruszyliśmy w drogę do aquaparku.

------------------------------------------------------------------------------------
Zaczęłam ferie, więc mam czas, żeby pisać kolejne rozdziały. Mam nadzieję, że po tym spamie na tt i fb pod tym rozdziałem będzie 1+ komentarzy. ~ Spring :)

niedziela, 11 stycznia 2015

Rozdział 5

Obudził mnie hałas. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Liama, który trenował na worku bokserskim. Był spocony, miał ciężki oddech.
- Hej, która godzina?
- Oo, śpiąca królewna wstała? Jest koło 1:00. Czemu?
Wstałam w łóżka.
- Powinnam już być w domu. Pójde się przebrać i muszę iść.
- Okay, idź do kibla, a później odprowadzę cię na dół.
Kiedy wróciłam, położył rękawice na podłodze. Zeszliśmy po schodach,  mijaliśmy kuchnie, a jego tata zawołał nas.
- Nie zjecie śniadania?
- Nie. Rozumiesz, że nie mam 5 lat, jak.. - strzeliłam mu spojrzenie.
- Dzień dobry, jestem Jessica.
- Witam, widzę, że bardzo się spieszysz. Zapraszam kiedy indziej na śniadanie.
- Dziękuje, do widzenia.
Wyszliśmy na zewnątrz. Liam popatrzył na mnie groźnie.
- Możesz się nie wtrącać kiedy z nim gadam?
- Nie wtrąciłam się, po prostu się przywitałam.
- To nie rób tego! - krzyknął.
- Bo?!
- Bo może pomyśleć, że jesteśmy razem. - zmarszczył brwi. - Inne dziewczyny, które mnie odwiedzają nie mówią do niego i ty też tego nie rób!
- Oh, przepraszam, że nie jestem taka jak wszystkie inne dziewczyny, które codziennie pieprzysz!
Nie odezwał się, a ja odwróciłam się i wyszłam na chodnik. 
Przeszłam parę kroków, Liam już wszedł do domu. Kiedy chciałam skręcić w moją furtkę obok mnie pojawił się wysoki chłopak.
- Cześć, jestem David. - podał mi swoją zimną dłoń. 
- Cześć, nazywam sie Jess. Znamy się?
- Widziałem cię już tu kilka razy. Mieszkam tam, na Monroe.
- O, fajnie. Muszę już iść.
- Odprowadzę cię. - szeroko się uśmiechnął.
- Ale ja mieszkam tu.
- Aha...okay. To do zobaczenia kiedyś.
Minął mnie i poszedł.

Nie mam pojęcia kto to był..

Weszłam do domu. 
- Już jestem!
Miedzy dźwiękiem odkurzacza usłyszałam mamę.
- Jak było?
- Fajnie. Idę na górę.
Przeszłam obok pokoju Chloe, ale ona mnie zawołała do siebie.
- Jessie, chodź na moment.
- No?
- Wiem, że nie byłaś na noc u Tori.
- Co? - moje serce się zatrzymało.
- Widziałam jak wychodzisz przed chwilą z domu tego przystojnego sąsiada.
- Chlo, ja...
- Uprawiałaś z nim seks?
- Nie, serio nie. 
- Spokojnie - spojrzała na mnie z uśmiechem. - przecież im nie powiem, że byłaś u niego.

Boże, całe szczęście!

- Kocham cie Chloe.
Przytuliłam ją.
- Lepiej uważaj, bo jak cie mama albo Robert przyłapie to już nie wyjdziesz z domu.
- Wiem, jeszcze raz dzięki. 
- Luzik.
Przebrałam się i otworzyłam laptopa, żeby zobaczyć facebooka i twittera.

Później przez parę godzin robiłam układy, które pamietam z zajęć tanecznych w Cork. Prawdopodobnie zostałabym tancerką, gdyby nie to, że się przeprowadziliśmy i nie mam jak dalej trenować. Nagle mój telefon zawibrował.
Luke - Jak smakował kutas Li?
Ja - Nie robiliśmy tych rzeczy.
Luke - Cooo? Nie wierze!
Ja - Haha cóż...spałam z nim w jednym łóżku, ale nic nie zaszło.
Luke - To nie możliwe. Jeszcze kilka dni temu mówił, że chce cie spróbować. Popieprzyło go czy został gejem? 
Ja - Nie wiem, zapytaj go :D 
Luke - Kurwa, to wariactwo!
Zablokowałam telefon, żeby dokończyć układ. Później wzięłam prysznic, kiedy stałam zawinięta w ręcznik zadzwoniła mnie Lottie.
- Heeej Jess! Jak było z Liamem? Nicole jest cholernie zazdrosna.
- Jezus, co jest z wami? Nie ma po co być zazdrosna, bo nic nie robiliśmy.
- Jak to nie??! - wydawała się na prawdę zdziwiona.
- Do niczego nie doszło.
- Ale on zawsze ma ochote na seks..masz okres?
- Haha nie. Powiedz Niki, że może wyluzować.
- Ona? Hah, może jest skurwiała, ale nie ślepa Jess.
- W sensie? 
- Widzi, że ma konkurencje i dlatego jest dla ciebie taka wredna.
- Oh, ale Liam nie... - nie dała mi skończyć.
- Błagam cie! Przed wyjazdem na plaże powiedział, że chce się z tobą przespać.
- Niech on z nią to wyjaśni, bo inaczej kiedyś obudze się bez twarzy w jej piwnicy.
- Haha, musze kończyć. Paa
- Papa. 
Rozłączyłam się i ubrałam, żeby zjeść kolację z mamą, Chlo i Robertem. W całym domu pachniało naleśnikami. Kiedy zeszłam do kuchni wszyscy już jedli.
- Smacznego.
Mruknęli niewyraźne "dzięki".
Miałam usta pełne naleśnika z bananami i czekoladą, a mama zaczęła rozmowę.
- Jak tam było u Victorii?
- Umm..- przełknęłam jedzenie. - fajnie, oprócz mnie były jeszcze dwie inne dziewczyny.
-To dobrze, że masz już jakieś koleżanki. 
Kiwnęłam głową.
- Jutro zaczynasz pracę, pamiętaj. - wtrącił Robert.
- Tak, wiem. Są jakieś autobusy na plaże?
- W wakacje jeżdżą bardzo często, zobacz na przystanku na dole ulicy, koło poczty.
Nasze rozmowy są takie drętwe. Jedyną osobą w tym domu, z którą można porozmawiać jest Chlo. Jak ona wyjedzie na uniwerek to chyba zwariuję. Po kolacji poszłam do swojego pokoju, rzuciłam się na łóżko, bo nie bardzo wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Usłyszałam pukanie do drzwi balkonowych. Rozsunęłam zasłony i zobaczyłam Liama stojącego za oknem.
- Siemka, zapomniałaś u mnie spinki - podał mi czarną wsówkę.
- Hej. To nie moje.
- Wiem, znalazłem ją na łóżku. Jest pewnie Niki. Chciałem zobaczyć czy wszystko w porządku.
- Więc oddaj ją jej a nie mi. - oddałam mu spinkę. - A jeśli już o nią chodzi, to powiedz jej, że nie mam zamiaru mieszać się w wasz związek.
- W nasz co? Co? - uniósł jedną brew i oparł się o ramę okna.
- Czemu jesteś taki zdziwiony?
- Czekaj, ty myślałaś, że ja i ona? Że jesteśmy parą?
- Uh..no cóż, tak to wygląda. - byłam zdezorientowana.
- Nie, przecież już ostatnio mówiłem ci, że nikogo nie kocham, więc jak mógłbym mieś dziewczynę?
- Nie znaliśmy się, o ile teraz się znamy i nie koniecznie musiałeś mówić prawdę.
- Ona po prostu jest tą dziewczyną, którą teraz pieprzę. Rozumiesz, taka specjalna przyjaciółka. Wychodzi z nami, bo już długo się znamy i nie widze problemu, żeby tam była, ale obiecaliśmy sobie, że to jest bez miłości tego całego romantycznego gówna. Tylko seks.
- Oh...a nie pomyślałeś, że ona może jednak się w tobie zakochać?
- Nie ma takiej opcji. Umowa to umowa. - powiedział i wzruszył ramionami.
- Ja chyba nie potrafię cie zrozumieć.
- Nie szkodzi, przywykłem. - uśmiechnął się. - I czekaj, wracając do Nicole. Ona ci coś mówiła?
- Nie, ale skarżyła się Lottie, że przeszkadza jej, że u ciebie spałam, w sumie to sie nie dziwie.
- Ona nie jest moją dziewczyną, więc nie jej sprawa. I w ogóle to powinnaś mi była od razu powiedzieć, a nie siedzieć w domu i udawać obrażoną.
- Dobra, już wszystko wyjaśnione, zmieńmy temat. Może wejdź?
- Okej, dzięki.
Wszedł do mojego pokoju. Rozglądał się po ścianach, łóżku, meblach.
- Chyba lubisz boysbandy.  - wskazał na plakat 5sos, The Vamps i Janoskians.
- Tak, ale słucham też innych rzeczy;  Michael Jackson, Katy Perry, Justin Bieber. Ogólnie pop. A ty?
- Co ja? 
- Czego słuchasz? 
- Umm..lubie pop, rock i rap. Eminem, Maclemore, Rihanna...Sam Smith
- O mój boże kocham go, jego piosenki są prześliczne!
- Taak, są spoko. - uśmiechnął się łagodnie.
Chwilę siedzieliśmy w ciszy, ale to nie była niezręczna, głucha cisza, tylko taki spokój i chwila na poskładanie nowych myśli. Siedzieliśmy na łóżku i złapałam Liama jak zatrzymał wzrok na mojej twarzy. Zrobiłam się lekko czerwona.
- Czemu sie tak patrzysz?
- Po co się malujesz? - zapytał w prost.
- Każda dziewczyna się maluje.
- Dziś rano powiedziałaś, że nie jesteś jak inne dziewczyny.
- Malowanie się, a seks to co innego.
- Nie prawda. One uprawiają taki seks, bo nie mają facetów, więc robią to ze mną, a ty po mimo tego, że jesteś no...jakby ładna bez makijażu i tak się malujesz. Wiesz o co mi chodzi?
- Wiem, tylko się z tobą nie zgadzam. Ty też nakładasz żel na włosy, ćwiczysz, żeby wyglądać dobrze, a ja się maluję. I mam wrażenie, że nie jestem tak mocno pomalowana, że nie przypominam siebie.
- Nie, tylko chciałem powiedzieć, że tego nie potrzebujesz. 
- Dziękuję, chyba lubisz gdy robię się czerwona.
- Nie. Poprawka, lubie kiedy robisz się czerwona dzięki mnie. - uśmiechnął się, a jego kasztanowe oczy błyszczały dzisiaj bardziej niż zawsze.
Nie zauważyłam jak szybko minął wieczór. Spojrzałam na zegarek, była już 01:00. 
- Powinnaś iść spać, ja też już wracam. - wstał z łózka i poszedł w stronę balkonu.
- Dobranoc - stanęłam obok niego.
- Dobranoc Jess - wyszedł na zewnątrz, po gałęziach dotarł na swój balkon, pomachał mi ostatni raz i zniknął za roletą.
Nie wiedziałam co mam robić, więc zeszłam na dół po herbatę. W jadalni siedziała mama i Rob.
- Gdzie jest Chloe? - spytałam ich.
- Nie wiem, poszła gdzieś ze znajomymi, a czemu? Chciałaś do niej dołączyć? - spytał Robert.
- Nie, mam własnych przyjaciół. Tylko zapytałam, dobranoc.
-Dobranoc. - powiedzieli równocześnie.
Poszłam na górę, wypiłam herbatę i zasnęłam zawinięta w ciepłą kołdrę i koc. 

Usłyszałam pukanie do drzwi. Otwarłam oczy.
- Jessie! Musisz wstawać do pracy!
- Cholera! Zapomniałam. - szybko wstałam z łóżka.
- Robert cię zawiezie, ale szybko, bo się spóźnisz pierwszego dnia.
Ubrałam szorty z wysokim stanem, czarny cropp top w czerwone kwiatki i robiłam kucyka. Pomalowałam się, ale zabrakło mi tuszu więc pobiegłam do pokoju Chlo. Leżała w łóżku, ale nie spała.
- Hej. Moge pożyczyć twoją maskarę?
- Yyy..taa. Leży tam, na komodzie.
- Dzięki.
Wzięłam tusz i szłam do drzwi, kiedy na podłodze zobaczyłam znajome szare dresy z naszytą "6". Rzuciłam na nie szybkie spojrzenie i wyszłam.

Nie wiem kiedy je kupiła, ale już je gdzieś widziałam

Pół godziny później byłam już w pracy z moją własną plakietką z imieniem przypiętą do mojej bluzki. Byłam strasznie zestresowana pierwszym dniem, ale Sam pokazał mi co mam robić i myślę, że było dobrze. 
Było po 01:00 a nasze zmiany się kończyły.
- No i jak? - spytał Sam i podszedł bliżej mnie.
- Jest w porządku. - odpowiedziałam mu z uśmiechem. - Lepiej powiedz jak mi idzie.
- Jesteś dużo lepsza niż poprzednia, bo ona w trakcie tygodnia pracy zjebała z 20 talerzy! - zaśmiał się.
- Dzięki...to jest pocieszenie. - zaczęliśmy się śmiać a on poczochrał moje włosy. 
- Jadę skuterem do domu chcesz żebym cię podwiózł? 
- Tak, dzięki.
Chwilę przed 02:00 oddaliśmy nasze rzeczy do gabinetu i wyszliśmy na zewnątrz.
Na parkingu stał czarno-jaskrawozielony skuter.
Sam wyjął ze schowka dwa kaski i ruszyliśmy. Nie jechał zbyt szybko, ale już za chwile byliśmy pod moim domem.
- Chcesz, żebym po ciebie jutro podjechał?
- Tak, dzięki. Oddam ci za paliwo z wypłaty.
- Okej, to do jutra. - pomachał mi i odjechał.
W domu było nudno jak zwykle. Chloe znowu nie było, bo pojechała na zakupy z jakąś koleżanką. Poszłam się poopalać.
Leżałam na kocu, kiedy usłyszałam szczekanie psa Liama. Obruciłam się na plecy i włożyłam słuchawki do uszu.

LIAM'S POV
Wyszedłem na dwór nakarmić Tysona i zobaczyłem jak Jess leży na słońcu w niebieskim bikini. Popatrzyłem na jej długie nogi skrzyżowane w kostkach, na skóre na jej brzuchu, na jej genialne, może trochę małe cycki i zatrzymałem się na jej pięknej twarzy z mocno zamkniętymi oczami. Zawołałem ją dwa razy, ale nie odezwała się. Podszedłem do zaworu od wody, wziąłem węża i odkręciłem kran. Tyson zaczął szczekać. Ustawiłem strumień tak, żeby trafił w nią. Woda wybiła z końcówki. Jess pisnęła bardzo głośno, zerwała się na nogi, prawie gubiąc stanik. Nie mogłem opanować śmiechu, zwijałem się pod płotem jak kretyn, ale jej mina była całkowicie niepowtarzalna.

JESSICA'S POV
Zerwałam się z ziemi i zobaczyłam Liama z wężem ogrodowym w ręku. Podtrzymywał się płotu, żeby nie upaść ze śmiechu.
- Czy ty jesteś normalny?
- Powiedzmy, że tak. - opanował śmiech
- Cholera, patrz na mnie! Jestem cała mokra.
- Wołałem cie, ale nie odezwałaś się, więc nie było wyjścia.

Błagam! Jak on może mieć 19 lat??

Sama zaczęłam się z siebie śmiać.
- Kiedyś tego pożałujesz, mówie serio. A teraz powiedz co było aż takie ważne.

- Chciałem spytać czy pojdziesz ze mną i Tysonem wieczorem na spacer.
- Najpierw muszę się wysuszyć, przebrać i zrobić makijaż.
- To może o 06:00?
- Okay, do później.
Odeszłam od płotu, ale póki nie weszłam do domu czułam na sobie spojrzenie Liama. Dokładniej na tyłku, którego opinały przemoczone szorty.
Wysuszyłam włosy i zafarbowałam końce na fiołkowy, bo tylko ten mi został. Ubrałam czarną bluzkę z Batmana i jeansowe, w których podwinęłam nogawki, żeby sięgały powyżej kostki. Miałam na sobie lekki makijaż i kończyłam czyścić moje Vansy kiedy przez okno zobaczyłam Liama z psem na smyczy pod moim domem. Szybko zabrałam torebkę, włożyłam buty i wyszłam na dwór.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Okok. Kolejny rodział, ale czytelników nie przybywa, więc bede dodawać co miesiąc, no chyba że bedzie was więcej. PROSZE O KOMENTARZE MIŚKI ~ Spring ;)



wtorek, 2 grudnia 2014

Rozdział 4

Nie zdążyłam jeszcze zdjąć butów a moja mama zasypała mnie pytaniami co z pracą. Powiedziałam, że mnie przyjęli, minęłam ją i poszłam na górę wziąć prysznic.
Kiedy suszyłam włosy dostałam sms'a.
? - Hej, poprosiłam Liama żeby dał mi twój numer. Jedziesz dzisiaj z nami na plaże?
Ja - Tak jade...właściwie kim jesteś?
- Haha tu Tori :)
Ja - Okej ;) wiesz o której wyjeżdżamy?
Tori  - Będziemy po cb o 8:00pm. bądź gotowa. Papa.
Ja - Pa. :)
Zablokowałam telefon, wyłączyłam suszarkę i pofarbowałam końcówki na granatowo. Zrobiłam to poraz pierwszy odkąd tu jestem.
Usłyszałam jak Robert woła mnie z dołu. Przewróciłam oczami i krzyknęłam "zaraz".
Ubrałam legginsy, biały t-shirt i zeszłam na dół.
-Jestem - powiedziałam stając w drzwiach kuchni.
- Słuchaj, Chloe dzisiaj wraca z wycieczki po kampusie, więc jemy razem kolację.
- Jaa...dzisiaj nie moge...
- Co? - mama odwróciła się od blatu, na którym przyprawiała kurczaka.

Trzeba coś wymyślić..

- Umm... o 8.00 ide na noc do Victorii.
- Jakiej Victorii?
- Mieszka niedaleko. Na Monroe.

Cóż, tylko tyle wiem.

- Będą jacyś chłopcy?

Boże mamo!

- Nie , tylko ja i ona i jej rodzice w pokoju obok.
- Dobrze,  ale wróć jutro koło południa.
- Okej.
Wróciłam na górę i napisałam do Victorii.
Ja  - Powiedziałam mamie że śpię dzisiaj u ciebie..
Tori- Spoko, zapraszam xD

Była 4:00. Rozchyliłam zasłony, wjżałam przez balkon i zobaczyłam Liama ćwiczącego w swoim pokoju.
Leżał na podłodze w dresach i bez koszulki. Pomimo tego wielkiego drzewa widziałam go dobrze.
Kiedy podnosił hantle jego bicepsy mocno się napinały, ale zdawało się jakby robił to z łatwością, bez żadnego wysiłku. Chwilę póżniej zaczął brzuszki, moje oczy robiły się coraz większe a kiedy doliczyłam do stu zatrzymał się. Przyklęknął, wsparł się na rękach, zaciśnął szczękę i zrobił 50 pompek. Kiedy z powotem uklęknął, żeby wytrzeć twarz ręcznikiem popatrzył w moją stronę, a ja spanikowałam. Zasłoniłam zasłonę, ale on mnie zauważył. Roześmiał się i zaraz napisał mi sms'a.
Liam - Doszłaś?
Ja - nie?
Liam - Haha nie zaprzeczaj skarbie :)

Napisał "skarbie" 

Ja - Pa.

Chloe wróciła wcześniej, więc pogadałam z nią o wycieczce i poszłam się szykować do wyjścia.
Pomalowałam się, ubrałam jeansy,biały sweter i zabrałam torebkę, do której spakowałam trochę rzeczy, żeby wyglądało jakbym na prawdę szła na noc do Tori.
Ubrałam buty i wzięłam z szafy bluzę Liama, żeby mu ją oddać. Przytuliłam Chlo i powiedziałam mamie i Robertowi "cześć".

Wyszłam przed dom i zobaczyłam znajome czarne auto.
Otworzyłam drzwi i zobaczyłam mnóstwo osób.
Na tylnym siedzeniu był Zayn, Niall i jakiś chłopak, którego nie znałam. Siedziały na nich Nicole, Victoria a na tym chłopaku siedział inny, którego też nie znałam. Na podłodze klęczał Brian i jakaś laska, której twarzy nawet nie widziałam. Za kierownicą siedział Liam a obok Luke.
- Siadaj na kolana - powiedział Luke i poklepał się po udach.
Wskoczyłam do samochodu i starałam się usiąść tak, żeby nie zgnieść mu nóg.
Liam szepnął do mnie
-Fajne włosy.
- Dzięki - uśmiechnęłam się do niego.
Luke trzymał dłonie na moich biodrach i lekko uderzał o nie palcami przy piosenkach Eminema, które leciały z radia w samochodzie.


Dojechaliśmy na plaże.
Kiedy wychodziłam z auta Luke ścisnął mi tyłek w formie "pomagania mi wyjść".
Chłopaki wyjęli z bagażnika piwo i poszliśmy wzdłuż plaży usiąść po między drzewami przy wodzie, żeby w razie czego policja nie mogła nas zauważyć.
Usiedliśmy w kole. Po mojej prawej siedział Luke, obok niego był Zayn, Niall i ci dwaj kolesie. Z drugiej storny miałam Tori, tą laskę, której nie zanałam, Briana, Nicole a na przeciwko był Liam.
- Zamówmy pizze - krzyknął Niall - znam numer na pamięć.

Kiedy czekaliśmy aż nam je przywiozą chłopak w kręconych włosach odwrócił się do mnie.
- Jestem Harry a to Louis - wskazał na drobnego chłopaka siedzącego obok niego. - a ty?
- Jess - uśmiechnęłam się do nich. Widziałam jak są w sobie zakochani. Nie puszczali swoich dłoni i mocno się obejmowali.
Tamta blondynka, która siedziała obok powiedziała, że ma na imię Lottie.
Gadaliśmy chwilę i tłumaczyłam im czemu mam ze sobą bluzę Liama, a oni zerknęli na siebie i Lottie poruszyła znacząco brwiami. Pokręciłam głową i uśmiechnęłam się.
Te pizze były na prawdę duże i chłopaki musieli zjeść, oprócz swojej - jeszcze pół naszej.
- Zróbmy zawody w bekaniu! - powiedział Luke, wziął łyka piwa i głośno beknął.
Reszta chłopaków zrobiła to samo.
Wyszyscy prawie leżeliśmy ze śmiechu.
Cóż "zawody" wygrał Liam, który zdawał się być bardzo dumny z siebie.
- Luzery, możecie mi ssać!
- Zagrajmy na przykład w pytania. - zaproponowała Nicole i spojrzała (znowu) na Liama. - co ty na to?
- Spoko, ale najpierw ide do lasku sie wysikać. - razem z nim poszli wszyscy chłopcy.

Zrobiło się chłodniej.
Liam podszedł do mnie.
- Masz moją bluzę?
- Tak, oddaję. - podałam mu ją.
- A nie będzie ci zimno? Bo chyba nie masz innej kurtki.
- Jest mi ciepło, serio. - uśmiechnęłam się i sciągnęłam w dół rękawy swetra.
- Okej - powiedział i zaczął gadać o czymś z Zaynem.
Odwróciłam się od nich i czekałam aż wszyscy wrócą.
Nagle poczułam coś na moich plecach. Liam zarzucił na mnie od tyłu swoją ciepłą bluzę, przeszedł koło mnie, odwrócił się i puścił mi oczko.
Usiadł na swoim miejscu, objął ramieniem Nicole i patrzył na mnie swoimi orzechowo-brązowymi oczami.
Wciągnęłam ręce do rękawów bluzy i opatuliłam się nią.
Luke wyjaśnił mi zasady gry w pytania: Każdy po kolei zadaje wszystkim pytanie i osoba, która odpowie przecząco musi zdjąć z siebie jakąś rzecz.
- Gotowa? - spytał, a ja przytaknęłam.
Pierwszy pytanie zadał Luke.
- Czy kiedykolwiek uprawialiście homoseksulalny sex?
Niall, Tori, Brian, Liam i ja zdjęliśmy po jednej rzeczy. I położyliśmy je na środku.
Później była kojej Zayna.
- Macie jakieś tatuaże?
Tylko ja zdjęłam jedną bransoletkę i odłożyłam ją.
Później był Niall, Harry, Louis i pozbyłam się już wszystkich dodatków...ugh
Była kolej Liama.
- Czy uprawialiście kiedyś sex w tym tygodniu?

Czy znowu tylko ja coś z siebie zdejmuję?

Kiedy kładłam na środku mojego buta czułam się na prawdę zle.
Nicole chyba to wyczuła, bo zadała dość podobne pytanie.
- Czy kiedykolwiek uprawialiście jakikolwiek sex?
Wszyscy zaczęli się śmiać.
-Co to za pytanie? - mówił przez śmiech Liam.

Kurwa, powiedzieć czy nie?

Nie ruszałam sie praktycznie wcale, ale Nicole zauważyła, że coś jest nie tak.
- Hej, Jess. Co tak sie nagle nie odzywasz?
-Nie nic - spaliłam buraka i spuściłam troche wzrok.
-Nie udawaj, dawaj drugiego buta.

Dzięki 

Była kolej Lottie, Briana i Tori.
Zauważyłam, że oni wszyscy, dzięki tej grze coraz bardziej próbują poznać moje nieistniejące życie seksualne.
- Obciągaliście kiedyś komuś ręką lub ustami?
Wszyscy spojżeli na mnie, ale byłam wdzięczna, że nie musze tym razem nic zdejmować. Kiedyś obciągnęłam mojemu chłopakowi...cóż ręką...
Ale i tak na środku były głównie moje rzeczy.

Teraz ja miałam zadać pytanie.
- Czy kiedykolwiek byliście zakochani?
Zauważyłam jak Liam się speszył.
Zatrzymałam na nim wzrok.
- Dobra, ok.
Zdjął koszulkę. Nikt się nie odezwał, a Nicole zmierzyła mnie wzrokiem.
Przeszły jeszcze dwie kolejki i w tym momencie zostałam w bieliźnie, i bluzie Liama.
Było kilka pytań, na które nie musiałam odpowiedzieć "nie" więc szło w miare dobrze, ale przyszedł czas Liama.
- Hmm...czy widzieliście kiedyś mojego kutasa?

Nie, proszę nie

Brian zdjął spodnie, a ja musiałam stanik.
Zapięłam bluzę, odłożyłam go na środek i skrzyżowałam ręce na piersiach.
Wiedziałam, że Nicole wymyśli coś żebym leżała całkiem.
- Kto przelizał się z kimś stąd?
- Nie dejmę już nic więcej.- powiedziałam i spojrzałam na Nicole.
- Takie są zasady - wzruszyła ramionami.
- Niekoniecznie. - wtrąciła się Lottie.-Może się poddać i zrobić karne zadanie.
Niki przewróciła oczami.
-Dobra, ok. Musisz wejść do wody i zamoczyć się do czubka głowy w tym, w czym jesteś teraz.
Każdy wydał z siebie "ouuu...!!!"
-Ta woda jest teraz kurewsko zimna. - powiedział Liam.
- Nic jej nie będzie.

Co ja ci do cholery zrobiłam?

Przez chwile wszyscy gadaliśmy o tym czy powinnam to zrobić czy nie.
- Okej, kurwa - wstałam i rzuciłam spojrzenie Nicole. - zrobie to.
Wszyscy wstali razem ze mną, żeby pomóc mi wytrzymać, albo może tylko popatrzeć
Stałam na granicy fal w bluzie i majtkach...zamoczyłam nogi w wodzie.

Fuck

Weszłam głębiej, kucnęłam w wodzie a całe ciało zaczęło mi się trząść.
Kiedy powoli kładłam się na plecy, żeby się cała zamoczyć usłyszałam tylko: "o w chuj" Liama.
Wynurzyłam się z wody a Liam podbiegł do mnie.
- Chodź, tu. - podniósł mnie. - Kurwa, jesteś cała zimna!
- Dzięki, nie musisz tego robić, to tylko woda.
On nie zareagował, więc zaplotłam ręce wokół jego szyji.
Postawił mnie na plaży.
Byłam cała mokra i wyglądałam jak szczur.
Zaczęliśmy się śmiać, a Luke poklepał mnie po plecach.
- Gratulacje, zrobiłaś to. - powiedział.
- Myślałam, że będzie gorzej. - uśmiechnęłam się. - ale teraz na prawde chciałabym się przebrać.
- To twoje ciuchy - powiedziała Nicole i podała mi moje rzeczy.
Poszłam do lasku a Liam chyba nikt nie wie po co poszedł za mną.
- Mógłbyś się proszę odwrócić?
- Już - zdjął koszulkę i podał mi ją - wytrzyj się nią.
- Dzięki, na serio. - spojrzałam na niego a on puścił mi oczko i obrócił się.
Zsunęłam z siebie mokrą bluzę, założyłam stanik, sweter i wyjęłam z torebki moje suche bokserki do spania, które były na "noc u Tori".
- Fajny tyłek - zaśmiał się Liam, a ja spanikowałam i pisnęłam.
- Opanuj się - rzuciłam w niego jego mokrą koszulką.
Ubrałam się do końca i mogliśmy wrócić do reszty.
Szłam w nierozczesanych włsach a obok mnie był Liam z koszulką w ręce.
- Szybko wam poszło. - strzelił Brian.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
Siedzieliśmy jeszcze z godzinę na plaży.
I ja na prawdę nie rozumiem Nicole; w jednej chwili jest wredna i robi wszystko, żeby odechciało ci się czegokolwiek a zaraz później, jest miła i gada z tobą jak z dobrą koleżanką...ehhh


Była 01:30 am.
- Jedźmy już do domu. - powiedział Harry, a Lou przytaknął.
- No okej. - powiedział Liam. - chodźmy, bo teraz jestem jeszcze trzeźwy.
Wzięliśmy butelki po piwie, Luke namalował na pudełkach po pizzy kilka kutasów, zostawił je na plaży i poszliśmy do samochodu.
Chłopaki wrzucili do bagażnika puste butelki i usiedliśmy w aucie tak jak wcześniej.
Byłam dość zmęczona, więc spałam lekko, oparta o ramię Luka.
Po drodze odwoliliśmy każdego pod dom, ale nie zauważyłam nawet kiedy kto wychodził, ani nawet że zniknęła Tori i Lottie.
Przebudziłam się dopiero kiedy wysiadał Luke.
- Um..gdzie jest Tori?
- Pewnie już w łóźku - powiedział, przesunął mnie kawałek w przód i wyszedł. - Nara!
- Liam...? Miałam u niej przenocować a rano wrócić do domu.
- Wiem, o tym. - uśmiechnął się. - ale nie chciała cię budzić, więc powiedziałem, że możesz przenocować u mnie.
- U ciebie? - przymróżyłam oczy.
- Tak, nie panikuj. Nie chce iść z tobą do łóżka.
- Czyli według ciebie jestem mało podniecająca?
Liam strzelił mi spojrzenie.
Po paru minutach zatrzymał auto przed swoim domem.
- Shh...chodź za mną na góre.
Cicho szłam za nim do jego pokoju. Kiedy weszliśmy, zapalił światło.

Zaraz na przeciwko były drzwi na balkon, po lewej stała duża szafa, na ścianie wisiała koszulka Michaela Jordana a obok niej na półkach stały puchary. Po prawej stonie balkonu stało łóżko na przeciwko niego był telewizor, konsola, mnóstwo gier na podłodze, niski stolik i dwie pufy w kształcie piłek do kosza. W koncie leżały hantle i rękawice bokserskie a z sufitu zwisał worek do ćwiczeń.
Liam rzucił się na łóźko.
- Witam w moim królestwie!
-Wow...- rozglądałam się po pokoju, a moje oczy były w tym momencie na prawdę wielkie. Ściany były niebieskie a nad łóżkiem obok małych lampek wisiał plakat z nagą laską z mokrym ciałem.
- Oh, wiesz? To właśnie wszystko popsuło! - podeszłam blisko łóżka i wskazałam na plakat.
- Wybacz, ale czasami internet mi tu nie działa, trzeba sobie radzić. - uśmiechnął się szeroko.
- Jesteś okropny. - klepnęłam go w ramie i usiadłam obok, na łóżku.
- Jestem dzisiaj jakoś dziwnie zmęczony.
- Mi też chce się spać. Zaprowadzisz mnie do łazienki?
- Spoko, weź swoje rzeczy i chodź.
Wyjęłam z torby bluzkę, shorty do spania, skarpetki, szczoteczkę do zębów i kilka kosmetyków
- Okay.
Wyszliśmy z pokoju i przeszliśmy parę metrów korytarzem do łazienki.
- Dzięki, daj mi parę minut, zraz przyjdę.
- Dobra, ja wezmę prysznic na dole. Aa.. no i tam są ręczniki. - skinęłam głową.
Zamknęłam drzwi. Zrzuciłam z siebie ubranie i weszłam pod prysznic. Włączyłam wodę, spięłam włosy w koka, zmyłam z siebie dzienny makijarz, a raczej resztki tego, co zostało po zanurzeniu się w wodzie.
Wyszłam zpod prysznica i owinęłam się ręcznikiem. Nałożyłam lekki makijarz, żeby Liam nie przestraszył się mnie i ubrałam rzeczy do spania.

Kiedy wróciłam siedział na skraju łóżka w dresach, ale bez koszulki i grał na PS4.
- Oh, już jesteś! - zatrzymał grę - Odłóż rzeczy i połóż się tutaj. - poklepał ręką poduszkę po jego lewej stronie.
Wsadziłam wszystko do torby i podeszłam do łożka, żeby wejść pod kołdrę.

Liam grał dalej, ale chwilę później wyłączył telewizor.
- Mogę cię o coś spytać? Bo nie daje mi to spokoju. - położył się obok mnie i wsparł się na ręce.
- Pytaj - spojrzałam na niego.
- Masz 17 lat i jeszcze nigdy nie uprawiałaś seksu?

Mogłam się domyślić.

- A ty masz 19 lat i nigdy nie byłeś zakochany?
- To dwie inne rzeczy i to ja byłem pierwszy.
- Ohh..to prawda. Nigdy nie uprawiałam seksu.
- To niemożliwe. - zmarszczył brwi.
- A jednak. - uśmiechnęłam się słabo. - Teraz ty odpowiedz.
- Umm...no więc nigdy nie byłem zakochany.
- TO jest niemożliwe. Na prawdę nie czułeś tego do nikogo? - pokręcił głową. -To jest..jakby na samą myśl o tej osobie serce bije coraz szybciej, a twoje ciało zaczyna płonąć...
Teraz on uśmiechnął się delikatnie.
- Cóż, widocznie jestem odporny na ten ogień. Chodźmy już spać. - przytaknęłam.
Przykryłam się kołdrą aż pod brodę, Liam zgasił małe lampki i oboje zasnęliśmy.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że to tyle trwało, ale mam teraz dużo popraw. Z przedmiotów sciśłych idzie mi chujowo, więc próbuje się ratować. Następny rozdział za 10 dni.
BAARDZO PROSZE O KOMENTARZE KOCHANI - Spring :)
Ps. Mój tt - @I_wish_love_1D