środa, 21 stycznia 2015

Rozdział 6

Miał na sobie jeansy z obniżonym krokiem, białą bokserkę i swoją granatową bluzę, w ręku trzymał piłkę do kosza i smycz.    
Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się szeroko.     
- Nie zdążyłam się pomalować do końca.
- Przecież wygdlądasz no...dobrze. I chyba zmieniłaś kolor włosów.
- Tak, często to robie. 
- Pasuje ci ten kolor.
- Dzięki.
Szliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim. Liam nie był taki zarozumiały jak myślałam. Był miły i uważnie słuchał tego, co mówiłam.             
- Po co zabrałeś piłkę?
- Bo zawsze jak wychodze z Tysonem gram w kosza. Sam albo z Lukiem..
- Oo więc dzisiaj ja dostałam ten zaszczyt? - zaśmiałam się.
- Czuj się wyróżniona i nie zapomnij napisać o tym na twitterze.
- Chciałbyś.
Przekroczyliśmy bramę parku i Liam zdjął Tysonowi smycz. Poszliśmy w kierunku boiska do koszykówki.
- Potrafisz grać? - spytał, zdejmując bluzę.
- Eee...no...
- W porządku. - zaśmiał się i rzucił mi piłkę.
Złapałam ją i rzuciłam w stronę kosza. Oczywiście nie trafiłam. Wtedy podbiegł do niej i chwycił ją mocno, odbił od ziemi i czysto trafił.
- Tak to się robi. - powiedział i poruszył brwiami.    
Pokręciłam tylko głową i próbowałam odebrać mu piłkę. Przez cały ten czas Tyson biegał między naszymi nogami i podskakiwał co chwilę. Kiedy byliśmy już zmęczeni Liam powiedział:
- Rzuć ostatni raz i usiądźmy.

Stanęłam na przeciwko kosza szykowałam się, żeby rzucić. Nagle poczułam jak długie, męskie palce zaplatają się wokół mojego brzucha.
Liam podniósł mnie wysoko i posadził na swoich ramionach. Wystraszyłam się.

On mnie nie uniesie...no a jeśli nawet to będzie mu bardzo ciężko.

- Liam proszę, nie! - krzyknęłam i przez przypadek upuściłam piłkę.
- Prawie cię nie czuję. Zaufaj mi.
Nie mogłam zrobić nic innego niż siedzieć na górze i modlić się, żebym go nie zgniotła. Złapał piłkę, która wypadła z moich rąk, podał ją mi i podbiegł pod sam kosz.
- No dawaj!
Trafiłam, po czym ześlizgnęłam się z jego pleców na ziemię.
- Haha no proszę. Baletnica trafiła do kosza. - zaśmiał się, marszcząc delikatnie oczy.                    
- Dzięki, ale nie podnoś mnie więcej. - wzięłam torbę i poszłam w stronę ławki.
- O co ci chodzi?

O to, że jestem grubym wielorybem i masz mnie nie podnosić.

- O nic. Mam trochę truskawek, chcesz?
- Em, tak. - wydał się trochę zakłopotany tą sytuacją.
Wyjęłam  plastikowe pudełko z truskawkami i położyłam je na ławce po miedzy nami.

LIAM'S POV:
Patrzyłem na nią i zastanawiałem się o co jej chodziło. Może to nie było nic ważnego, a może przeciwnie. Nie byłem pewien.
Siedziała tak blisko, a zapach jej perfum i truskawek doprowadzał mnie do szaleństwa. Za wszelką cenę chciałem ją mieć, ale jedyna rzecz jakiej byłem teraz pewien to fakt, że Jessica Avalon Green nie była jak inne dziewczyny, a to wszystko komplikowało.

JESSIE'S POV:
Chciałam przerwać tą ciszę, jaka nas ogarnęła.
- Masz koszulkę Michaela Jordana, prawda?
- Tak a czemu? - spytał oblizując usta czerwone od truskawek.
- Dlaczego jej nie nosisz? - na moje słowa rozszerzył oczy.
- Żartujesz?! Ona jest święta! To nie jakaś tam koszulka. To oryginał, w którym  Michael strzelił decydującego kosza i Chicago Bulls przeszli do historii! Jak mógłbym to nosić?!
- Wybacz, nie sądziłam, że to takie oczywiste. - powiedziałam lekko się śmiejąc.
- Okay. Chodźmy już, bo Tyson zaczyna wyrywać suczki, a nie chce być dziadkiem.  Gwizdnął i pies zaraz pojawił się obok, założył mu smycz i mogliśmy iść.

- Właściwie to skąd pomysł, żeby nazwać go Tyson?
- Jak pewnie wiesz, uprawiam kick-boxing.  A imie wzięło się od nazwiska Mike'a Tysona.
Pokiwałam głową. Nawet nie zauważyłam jak przeszliśmy przez Monroe St. i teraz szliśmy już po Sunset.
- Ciekawe skąd się wzięła nazwa "Sunset".
- Wiesz, że zadajesz dużo pytań?
Spojrzałam na niego.
- Po  północnej stronie tej ulicy jest małe wzgórze. Kiedy indziej ci pokaże, bo dzisiaj jest za późno.
- Okay.
Minęliśmy jego dom i podeszliśmy pod mój.
- Dzięki, że poszłaś z nami do parku.
- To nic takiego. Ale cały czas ciekawi mnie jedna rzecz.
- Co takiego?
- Czemu nie poprosiłeś Nicole?  
- Cóż...jakby ja i Nicole już nie mamy kontaktu. Odpuściłem ją sobie, a ona jest już pewnie daleko z jakimś facetem.
- Oh, jaa...nie chciałam. - zająknęłam się.
- Nie ma sprawy. To była moja decyzja. Dobranoc Jess.
- Dobranoc.
Uśmiechnął się i poszedł do siebie.                                  
Weszłam do domu.
- Cześć kochanie! W piekarniku masz trochę makaronu. - powiedziała moja mama, która razem z Robem leżała na kanapie.
- Byliśmy na pizzy, nie jestem głodna.
Musiałam skłamać. Chciałabym czuć się swobodnie kiedy Liam mnie podnosi, a dzisiaj to nie było możliwe.
Poszłam do nich na chwilę porozmawiać i posłuchać jak bardzo się cieszą że mogą ze sobą być. Przyznam, że od kiedy tu jesteśmy moja matka znormalniała i zaczęła zachowywać się w miarę jak na swój wiek.
Zajrzałam też na chwilę do Chloe, a ona popytała o to co mnie łączy z Liamem, opowiedziała o dzisiejszych zakupach. Później poszłam wziąć prysznic i położyłam się do łóżka. Sprawdziłam telefon i zobaczyłam, że Luke zrobił grupę "Wakacje suki" na WhatsAppie i dodał mnie.
Luke - Yo, co wy na to, żeby jechać jutro do aquaparku?
Lottie - Dla mnie spoko.
Tori - Cool
Brian - Luz. Kuzynka pracuje na kasie, więc mamy zniżkę.
Harry - Wchodzę.
Zayn - Hahaha no dobra, ale ja nie prowadzę.
Lou - Mam busa. Mogę prowadzić.
Niall - Taak!
Liam - Dobra. To jutro o 13:00 am. wszyscy pod Tesco?
Luke - Okay. Co z tobą, Irlandia?
Ja - Musze zapytać Sam'a czy weźmie za mnie jutro godzinę.

Szybko zadzwoniłam do niego.
- Hej Sam, tutaj Jess.
- Cześć. Poznałem cię.
- Mam prośbę wziąłbyś za mnie jutro godzinę w pracy? Oddam ci z wypłaty.
- Odważnie jak na drugi dzień! - zaśmiał się. - Nie ma sprawy.
- Dziękuje! Strasznie ci dziękuję.
- Będę po ciebie rano, papa.
Odłożył słuchawkę, a ja szybko napisałam do reszty.
Ja - Ustalone. Jade z wami :D
Lou - Podjedziemy po ciebie pod Coffie Heaven o 1:10 pm
Ja - Dzięki. Dobranoc ♡

Ustawiłam budzik na 8:00 i poszłam spać.


Rano byłam kompletnie nieprzytomna kiedy obudził mnie dźwięk budzika. Wyłączyłam go i wstałam. Ubrałam się, od razu zakładając bikini pod ciuchy, uczesałam się i spakowałam kilka rzeczy do aquaparku. Zeszłam na dół, żeby zjeść śniadanie i wróciłam na górę, żeby się umalować. Wzięłam torbę i zeszłam z powrotem na dół.
- Mamo, jadę z koleżankami do aquaparku po pracy dobrze?
- Dobrze. Potrzebujesz jakieś pieniądze?
- Ym...tak.
- Dam ci 20 funtów.
- Okay...
Usłyszałam skuter podjeżdżający pod mój dom. Wzięłam pieniądze, włożyłam buty i wybiegłam na zewnątrz machając Samowi.
- Hej Jess. - powiedział z uśmiechem, który, jak mi się zdawało nigdy nie schodził z jego twarzy.
- Hejka.
Trzymałam go za brzuch i próbowałam nie upuścić torby z kolan kiedy brał mocne zakręty.    
Nasza praca była przyjemna i na prawdę mi się spodobała. W przerwach   rozmawiałam z Samem, którego z każdą chwilą lubiłam bardziej.

Było krótko przed 01:00 pm.
Koło południa zawsze było dużo ludzi, ale dzisiaj była masakra. Brakowało stolików a my ledwo nadążaliśmy.
- Sam przepraszam cię, że zostawiam to wszystko na twojej głowie.
- Kiedyś mi się odwdzięczysz mała suko. - puścił mi oczko.
Kilkanaście minut później do środka weszli Luke, Tori, Lottie, Niall, Harry z Lou, Liam i Zayn. Podbiegłam do nich.
- Dajcie mi sekundę. Wezmę rzeczy z zaplecza.
Pobiegłam do mojej szafki a oni poszli zamówić mrożony jogurt.
Wróciłam i kiedy czekałam z aż wszyscy odbiorą swoje jogurty przyłapałam Sama na gapieniu się na Luka. To nie było zwykłe spojrzenie, on badał go wzrokiem od góry do samego dołu. Kiedy podawał mu napój ręka mu się trzęsła i wykrztusił tylko "ee.. proszę". Podeszłam do Sama, podziękowałam mu jeszcze raz, przytuliłam go i wyszliśmy.
Byliśmy w drodze na parking, gdzie stał bus i nagle Liam podszedł do mnie.
- Siemka. Wziąłem  też dla ciebie. - powiedział po czym podał mi plastikowy kubek z jogurtem. - Banan, truskawki i ciastka czekoladowe.
- Ojej, dziękuję. - spojrzałam na niego w górę. - Trafiłeś, to mój ulubiony smak. - wyciągnęłam z torebki portmonetkę.  
- To nie będzie konieczne. Postawiłem ci go. Może kiedyś ty też to dla mnie zrobisz. - podniósł jedną brew i uśmiechnął się szeroko.
Zaczęłam się śmiać i klepnęłam go w ramię.
Dotarliśmy do małego czerwonego busa a Lou wyjął kluczyki.
Każdy znalazł sobie kawałek miejsca na fotelach ułożonych równolegle do siebie, a Harry usiadł na miejscu obok kierowcy.
- Dobra, a teraz otwierać wszystkie okna, bo tu umrzemy a klima nie działa.
To też zrobiliśmy, po czym ruszyliśmy w drogę do aquaparku.

------------------------------------------------------------------------------------
Zaczęłam ferie, więc mam czas, żeby pisać kolejne rozdziały. Mam nadzieję, że po tym spamie na tt i fb pod tym rozdziałem będzie 1+ komentarzy. ~ Spring :)

niedziela, 11 stycznia 2015

Rozdział 5

Obudził mnie hałas. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Liama, który trenował na worku bokserskim. Był spocony, miał ciężki oddech.
- Hej, która godzina?
- Oo, śpiąca królewna wstała? Jest koło 1:00. Czemu?
Wstałam w łóżka.
- Powinnam już być w domu. Pójde się przebrać i muszę iść.
- Okay, idź do kibla, a później odprowadzę cię na dół.
Kiedy wróciłam, położył rękawice na podłodze. Zeszliśmy po schodach,  mijaliśmy kuchnie, a jego tata zawołał nas.
- Nie zjecie śniadania?
- Nie. Rozumiesz, że nie mam 5 lat, jak.. - strzeliłam mu spojrzenie.
- Dzień dobry, jestem Jessica.
- Witam, widzę, że bardzo się spieszysz. Zapraszam kiedy indziej na śniadanie.
- Dziękuje, do widzenia.
Wyszliśmy na zewnątrz. Liam popatrzył na mnie groźnie.
- Możesz się nie wtrącać kiedy z nim gadam?
- Nie wtrąciłam się, po prostu się przywitałam.
- To nie rób tego! - krzyknął.
- Bo?!
- Bo może pomyśleć, że jesteśmy razem. - zmarszczył brwi. - Inne dziewczyny, które mnie odwiedzają nie mówią do niego i ty też tego nie rób!
- Oh, przepraszam, że nie jestem taka jak wszystkie inne dziewczyny, które codziennie pieprzysz!
Nie odezwał się, a ja odwróciłam się i wyszłam na chodnik. 
Przeszłam parę kroków, Liam już wszedł do domu. Kiedy chciałam skręcić w moją furtkę obok mnie pojawił się wysoki chłopak.
- Cześć, jestem David. - podał mi swoją zimną dłoń. 
- Cześć, nazywam sie Jess. Znamy się?
- Widziałem cię już tu kilka razy. Mieszkam tam, na Monroe.
- O, fajnie. Muszę już iść.
- Odprowadzę cię. - szeroko się uśmiechnął.
- Ale ja mieszkam tu.
- Aha...okay. To do zobaczenia kiedyś.
Minął mnie i poszedł.

Nie mam pojęcia kto to był..

Weszłam do domu. 
- Już jestem!
Miedzy dźwiękiem odkurzacza usłyszałam mamę.
- Jak było?
- Fajnie. Idę na górę.
Przeszłam obok pokoju Chloe, ale ona mnie zawołała do siebie.
- Jessie, chodź na moment.
- No?
- Wiem, że nie byłaś na noc u Tori.
- Co? - moje serce się zatrzymało.
- Widziałam jak wychodzisz przed chwilą z domu tego przystojnego sąsiada.
- Chlo, ja...
- Uprawiałaś z nim seks?
- Nie, serio nie. 
- Spokojnie - spojrzała na mnie z uśmiechem. - przecież im nie powiem, że byłaś u niego.

Boże, całe szczęście!

- Kocham cie Chloe.
Przytuliłam ją.
- Lepiej uważaj, bo jak cie mama albo Robert przyłapie to już nie wyjdziesz z domu.
- Wiem, jeszcze raz dzięki. 
- Luzik.
Przebrałam się i otworzyłam laptopa, żeby zobaczyć facebooka i twittera.

Później przez parę godzin robiłam układy, które pamietam z zajęć tanecznych w Cork. Prawdopodobnie zostałabym tancerką, gdyby nie to, że się przeprowadziliśmy i nie mam jak dalej trenować. Nagle mój telefon zawibrował.
Luke - Jak smakował kutas Li?
Ja - Nie robiliśmy tych rzeczy.
Luke - Cooo? Nie wierze!
Ja - Haha cóż...spałam z nim w jednym łóżku, ale nic nie zaszło.
Luke - To nie możliwe. Jeszcze kilka dni temu mówił, że chce cie spróbować. Popieprzyło go czy został gejem? 
Ja - Nie wiem, zapytaj go :D 
Luke - Kurwa, to wariactwo!
Zablokowałam telefon, żeby dokończyć układ. Później wzięłam prysznic, kiedy stałam zawinięta w ręcznik zadzwoniła mnie Lottie.
- Heeej Jess! Jak było z Liamem? Nicole jest cholernie zazdrosna.
- Jezus, co jest z wami? Nie ma po co być zazdrosna, bo nic nie robiliśmy.
- Jak to nie??! - wydawała się na prawdę zdziwiona.
- Do niczego nie doszło.
- Ale on zawsze ma ochote na seks..masz okres?
- Haha nie. Powiedz Niki, że może wyluzować.
- Ona? Hah, może jest skurwiała, ale nie ślepa Jess.
- W sensie? 
- Widzi, że ma konkurencje i dlatego jest dla ciebie taka wredna.
- Oh, ale Liam nie... - nie dała mi skończyć.
- Błagam cie! Przed wyjazdem na plaże powiedział, że chce się z tobą przespać.
- Niech on z nią to wyjaśni, bo inaczej kiedyś obudze się bez twarzy w jej piwnicy.
- Haha, musze kończyć. Paa
- Papa. 
Rozłączyłam się i ubrałam, żeby zjeść kolację z mamą, Chlo i Robertem. W całym domu pachniało naleśnikami. Kiedy zeszłam do kuchni wszyscy już jedli.
- Smacznego.
Mruknęli niewyraźne "dzięki".
Miałam usta pełne naleśnika z bananami i czekoladą, a mama zaczęła rozmowę.
- Jak tam było u Victorii?
- Umm..- przełknęłam jedzenie. - fajnie, oprócz mnie były jeszcze dwie inne dziewczyny.
-To dobrze, że masz już jakieś koleżanki. 
Kiwnęłam głową.
- Jutro zaczynasz pracę, pamiętaj. - wtrącił Robert.
- Tak, wiem. Są jakieś autobusy na plaże?
- W wakacje jeżdżą bardzo często, zobacz na przystanku na dole ulicy, koło poczty.
Nasze rozmowy są takie drętwe. Jedyną osobą w tym domu, z którą można porozmawiać jest Chlo. Jak ona wyjedzie na uniwerek to chyba zwariuję. Po kolacji poszłam do swojego pokoju, rzuciłam się na łóżko, bo nie bardzo wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Usłyszałam pukanie do drzwi balkonowych. Rozsunęłam zasłony i zobaczyłam Liama stojącego za oknem.
- Siemka, zapomniałaś u mnie spinki - podał mi czarną wsówkę.
- Hej. To nie moje.
- Wiem, znalazłem ją na łóżku. Jest pewnie Niki. Chciałem zobaczyć czy wszystko w porządku.
- Więc oddaj ją jej a nie mi. - oddałam mu spinkę. - A jeśli już o nią chodzi, to powiedz jej, że nie mam zamiaru mieszać się w wasz związek.
- W nasz co? Co? - uniósł jedną brew i oparł się o ramę okna.
- Czemu jesteś taki zdziwiony?
- Czekaj, ty myślałaś, że ja i ona? Że jesteśmy parą?
- Uh..no cóż, tak to wygląda. - byłam zdezorientowana.
- Nie, przecież już ostatnio mówiłem ci, że nikogo nie kocham, więc jak mógłbym mieś dziewczynę?
- Nie znaliśmy się, o ile teraz się znamy i nie koniecznie musiałeś mówić prawdę.
- Ona po prostu jest tą dziewczyną, którą teraz pieprzę. Rozumiesz, taka specjalna przyjaciółka. Wychodzi z nami, bo już długo się znamy i nie widze problemu, żeby tam była, ale obiecaliśmy sobie, że to jest bez miłości tego całego romantycznego gówna. Tylko seks.
- Oh...a nie pomyślałeś, że ona może jednak się w tobie zakochać?
- Nie ma takiej opcji. Umowa to umowa. - powiedział i wzruszył ramionami.
- Ja chyba nie potrafię cie zrozumieć.
- Nie szkodzi, przywykłem. - uśmiechnął się. - I czekaj, wracając do Nicole. Ona ci coś mówiła?
- Nie, ale skarżyła się Lottie, że przeszkadza jej, że u ciebie spałam, w sumie to sie nie dziwie.
- Ona nie jest moją dziewczyną, więc nie jej sprawa. I w ogóle to powinnaś mi była od razu powiedzieć, a nie siedzieć w domu i udawać obrażoną.
- Dobra, już wszystko wyjaśnione, zmieńmy temat. Może wejdź?
- Okej, dzięki.
Wszedł do mojego pokoju. Rozglądał się po ścianach, łóżku, meblach.
- Chyba lubisz boysbandy.  - wskazał na plakat 5sos, The Vamps i Janoskians.
- Tak, ale słucham też innych rzeczy;  Michael Jackson, Katy Perry, Justin Bieber. Ogólnie pop. A ty?
- Co ja? 
- Czego słuchasz? 
- Umm..lubie pop, rock i rap. Eminem, Maclemore, Rihanna...Sam Smith
- O mój boże kocham go, jego piosenki są prześliczne!
- Taak, są spoko. - uśmiechnął się łagodnie.
Chwilę siedzieliśmy w ciszy, ale to nie była niezręczna, głucha cisza, tylko taki spokój i chwila na poskładanie nowych myśli. Siedzieliśmy na łóżku i złapałam Liama jak zatrzymał wzrok na mojej twarzy. Zrobiłam się lekko czerwona.
- Czemu sie tak patrzysz?
- Po co się malujesz? - zapytał w prost.
- Każda dziewczyna się maluje.
- Dziś rano powiedziałaś, że nie jesteś jak inne dziewczyny.
- Malowanie się, a seks to co innego.
- Nie prawda. One uprawiają taki seks, bo nie mają facetów, więc robią to ze mną, a ty po mimo tego, że jesteś no...jakby ładna bez makijażu i tak się malujesz. Wiesz o co mi chodzi?
- Wiem, tylko się z tobą nie zgadzam. Ty też nakładasz żel na włosy, ćwiczysz, żeby wyglądać dobrze, a ja się maluję. I mam wrażenie, że nie jestem tak mocno pomalowana, że nie przypominam siebie.
- Nie, tylko chciałem powiedzieć, że tego nie potrzebujesz. 
- Dziękuję, chyba lubisz gdy robię się czerwona.
- Nie. Poprawka, lubie kiedy robisz się czerwona dzięki mnie. - uśmiechnął się, a jego kasztanowe oczy błyszczały dzisiaj bardziej niż zawsze.
Nie zauważyłam jak szybko minął wieczór. Spojrzałam na zegarek, była już 01:00. 
- Powinnaś iść spać, ja też już wracam. - wstał z łózka i poszedł w stronę balkonu.
- Dobranoc - stanęłam obok niego.
- Dobranoc Jess - wyszedł na zewnątrz, po gałęziach dotarł na swój balkon, pomachał mi ostatni raz i zniknął za roletą.
Nie wiedziałam co mam robić, więc zeszłam na dół po herbatę. W jadalni siedziała mama i Rob.
- Gdzie jest Chloe? - spytałam ich.
- Nie wiem, poszła gdzieś ze znajomymi, a czemu? Chciałaś do niej dołączyć? - spytał Robert.
- Nie, mam własnych przyjaciół. Tylko zapytałam, dobranoc.
-Dobranoc. - powiedzieli równocześnie.
Poszłam na górę, wypiłam herbatę i zasnęłam zawinięta w ciepłą kołdrę i koc. 

Usłyszałam pukanie do drzwi. Otwarłam oczy.
- Jessie! Musisz wstawać do pracy!
- Cholera! Zapomniałam. - szybko wstałam z łóżka.
- Robert cię zawiezie, ale szybko, bo się spóźnisz pierwszego dnia.
Ubrałam szorty z wysokim stanem, czarny cropp top w czerwone kwiatki i robiłam kucyka. Pomalowałam się, ale zabrakło mi tuszu więc pobiegłam do pokoju Chlo. Leżała w łóżku, ale nie spała.
- Hej. Moge pożyczyć twoją maskarę?
- Yyy..taa. Leży tam, na komodzie.
- Dzięki.
Wzięłam tusz i szłam do drzwi, kiedy na podłodze zobaczyłam znajome szare dresy z naszytą "6". Rzuciłam na nie szybkie spojrzenie i wyszłam.

Nie wiem kiedy je kupiła, ale już je gdzieś widziałam

Pół godziny później byłam już w pracy z moją własną plakietką z imieniem przypiętą do mojej bluzki. Byłam strasznie zestresowana pierwszym dniem, ale Sam pokazał mi co mam robić i myślę, że było dobrze. 
Było po 01:00 a nasze zmiany się kończyły.
- No i jak? - spytał Sam i podszedł bliżej mnie.
- Jest w porządku. - odpowiedziałam mu z uśmiechem. - Lepiej powiedz jak mi idzie.
- Jesteś dużo lepsza niż poprzednia, bo ona w trakcie tygodnia pracy zjebała z 20 talerzy! - zaśmiał się.
- Dzięki...to jest pocieszenie. - zaczęliśmy się śmiać a on poczochrał moje włosy. 
- Jadę skuterem do domu chcesz żebym cię podwiózł? 
- Tak, dzięki.
Chwilę przed 02:00 oddaliśmy nasze rzeczy do gabinetu i wyszliśmy na zewnątrz.
Na parkingu stał czarno-jaskrawozielony skuter.
Sam wyjął ze schowka dwa kaski i ruszyliśmy. Nie jechał zbyt szybko, ale już za chwile byliśmy pod moim domem.
- Chcesz, żebym po ciebie jutro podjechał?
- Tak, dzięki. Oddam ci za paliwo z wypłaty.
- Okej, to do jutra. - pomachał mi i odjechał.
W domu było nudno jak zwykle. Chloe znowu nie było, bo pojechała na zakupy z jakąś koleżanką. Poszłam się poopalać.
Leżałam na kocu, kiedy usłyszałam szczekanie psa Liama. Obruciłam się na plecy i włożyłam słuchawki do uszu.

LIAM'S POV
Wyszedłem na dwór nakarmić Tysona i zobaczyłem jak Jess leży na słońcu w niebieskim bikini. Popatrzyłem na jej długie nogi skrzyżowane w kostkach, na skóre na jej brzuchu, na jej genialne, może trochę małe cycki i zatrzymałem się na jej pięknej twarzy z mocno zamkniętymi oczami. Zawołałem ją dwa razy, ale nie odezwała się. Podszedłem do zaworu od wody, wziąłem węża i odkręciłem kran. Tyson zaczął szczekać. Ustawiłem strumień tak, żeby trafił w nią. Woda wybiła z końcówki. Jess pisnęła bardzo głośno, zerwała się na nogi, prawie gubiąc stanik. Nie mogłem opanować śmiechu, zwijałem się pod płotem jak kretyn, ale jej mina była całkowicie niepowtarzalna.

JESSICA'S POV
Zerwałam się z ziemi i zobaczyłam Liama z wężem ogrodowym w ręku. Podtrzymywał się płotu, żeby nie upaść ze śmiechu.
- Czy ty jesteś normalny?
- Powiedzmy, że tak. - opanował śmiech
- Cholera, patrz na mnie! Jestem cała mokra.
- Wołałem cie, ale nie odezwałaś się, więc nie było wyjścia.

Błagam! Jak on może mieć 19 lat??

Sama zaczęłam się z siebie śmiać.
- Kiedyś tego pożałujesz, mówie serio. A teraz powiedz co było aż takie ważne.

- Chciałem spytać czy pojdziesz ze mną i Tysonem wieczorem na spacer.
- Najpierw muszę się wysuszyć, przebrać i zrobić makijaż.
- To może o 06:00?
- Okay, do później.
Odeszłam od płotu, ale póki nie weszłam do domu czułam na sobie spojrzenie Liama. Dokładniej na tyłku, którego opinały przemoczone szorty.
Wysuszyłam włosy i zafarbowałam końce na fiołkowy, bo tylko ten mi został. Ubrałam czarną bluzkę z Batmana i jeansowe, w których podwinęłam nogawki, żeby sięgały powyżej kostki. Miałam na sobie lekki makijaż i kończyłam czyścić moje Vansy kiedy przez okno zobaczyłam Liama z psem na smyczy pod moim domem. Szybko zabrałam torebkę, włożyłam buty i wyszłam na dwór.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Okok. Kolejny rodział, ale czytelników nie przybywa, więc bede dodawać co miesiąc, no chyba że bedzie was więcej. PROSZE O KOMENTARZE MIŚKI ~ Spring ;)