Miał na sobie jeansy z obniżonym krokiem, białą bokserkę i swoją granatową bluzę, w ręku trzymał piłkę do kosza i smycz.
Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się szeroko.
- Nie zdążyłam się pomalować do końca.
- Przecież wygdlądasz no...dobrze. I chyba zmieniłaś kolor włosów.
- Tak, często to robie.
- Pasuje ci ten kolor.
- Dzięki.
Szliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim. Liam nie był taki zarozumiały jak myślałam. Był miły i uważnie słuchał tego, co mówiłam.
- Po co zabrałeś piłkę?
- Bo zawsze jak wychodze z Tysonem gram w kosza. Sam albo z Lukiem..
- Oo więc dzisiaj ja dostałam ten zaszczyt? - zaśmiałam się.
- Czuj się wyróżniona i nie zapomnij napisać o tym na twitterze.
- Chciałbyś.
Przekroczyliśmy bramę parku i Liam zdjął Tysonowi smycz. Poszliśmy w kierunku boiska do koszykówki.
- Potrafisz grać? - spytał, zdejmując bluzę.
- Eee...no...
- W porządku. - zaśmiał się i rzucił mi piłkę.
Złapałam ją i rzuciłam w stronę kosza. Oczywiście nie trafiłam. Wtedy podbiegł do niej i chwycił ją mocno, odbił od ziemi i czysto trafił.
- Tak to się robi. - powiedział i poruszył brwiami.
Pokręciłam tylko głową i próbowałam odebrać mu piłkę. Przez cały ten czas Tyson biegał między naszymi nogami i podskakiwał co chwilę. Kiedy byliśmy już zmęczeni Liam powiedział:
- Rzuć ostatni raz i usiądźmy.
Stanęłam na przeciwko kosza szykowałam się, żeby rzucić. Nagle poczułam jak długie, męskie palce zaplatają się wokół mojego brzucha.
Liam podniósł mnie wysoko i posadził na swoich ramionach. Wystraszyłam się.
On mnie nie uniesie...no a jeśli nawet to będzie mu bardzo ciężko.
- Liam proszę, nie! - krzyknęłam i przez przypadek upuściłam piłkę.
- Prawie cię nie czuję. Zaufaj mi.
Nie mogłam zrobić nic innego niż siedzieć na górze i modlić się, żebym go nie zgniotła. Złapał piłkę, która wypadła z moich rąk, podał ją mi i podbiegł pod sam kosz.
- No dawaj!
Trafiłam, po czym ześlizgnęłam się z jego pleców na ziemię.
- Haha no proszę. Baletnica trafiła do kosza. - zaśmiał się, marszcząc delikatnie oczy.
- Dzięki, ale nie podnoś mnie więcej. - wzięłam torbę i poszłam w stronę ławki.
- O co ci chodzi?
O to, że jestem grubym wielorybem i masz mnie nie podnosić.
- O nic. Mam trochę truskawek, chcesz?
- Em, tak. - wydał się trochę zakłopotany tą sytuacją.
Wyjęłam plastikowe pudełko z truskawkami i położyłam je na ławce po miedzy nami.
LIAM'S POV:
Patrzyłem na nią i zastanawiałem się o co jej chodziło. Może to nie było nic ważnego, a może przeciwnie. Nie byłem pewien.
Siedziała tak blisko, a zapach jej perfum i truskawek doprowadzał mnie do szaleństwa. Za wszelką cenę chciałem ją mieć, ale jedyna rzecz jakiej byłem teraz pewien to fakt, że Jessica Avalon Green nie była jak inne dziewczyny, a to wszystko komplikowało.
JESSIE'S POV:
Chciałam przerwać tą ciszę, jaka nas ogarnęła.
- Masz koszulkę Michaela Jordana, prawda?
- Tak a czemu? - spytał oblizując usta czerwone od truskawek.
- Dlaczego jej nie nosisz? - na moje słowa rozszerzył oczy.
- Żartujesz?! Ona jest święta! To nie jakaś tam koszulka. To oryginał, w którym Michael strzelił decydującego kosza i Chicago Bulls przeszli do historii! Jak mógłbym to nosić?!
- Wybacz, nie sądziłam, że to takie oczywiste. - powiedziałam lekko się śmiejąc.
- Okay. Chodźmy już, bo Tyson zaczyna wyrywać suczki, a nie chce być dziadkiem. Gwizdnął i pies zaraz pojawił się obok, założył mu smycz i mogliśmy iść.
- Właściwie to skąd pomysł, żeby nazwać go Tyson?
- Jak pewnie wiesz, uprawiam kick-boxing. A imie wzięło się od nazwiska Mike'a Tysona.
Pokiwałam głową. Nawet nie zauważyłam jak przeszliśmy przez Monroe St. i teraz szliśmy już po Sunset.
- Ciekawe skąd się wzięła nazwa "Sunset".
- Wiesz, że zadajesz dużo pytań?
Spojrzałam na niego.
- Po północnej stronie tej ulicy jest małe wzgórze. Kiedy indziej ci pokaże, bo dzisiaj jest za późno.
- Okay.
Minęliśmy jego dom i podeszliśmy pod mój.
- Dzięki, że poszłaś z nami do parku.
- To nic takiego. Ale cały czas ciekawi mnie jedna rzecz.
- Co takiego?
- Czemu nie poprosiłeś Nicole?
- Cóż...jakby ja i Nicole już nie mamy kontaktu. Odpuściłem ją sobie, a ona jest już pewnie daleko z jakimś facetem.
- Oh, jaa...nie chciałam. - zająknęłam się.
- Nie ma sprawy. To była moja decyzja. Dobranoc Jess.
- Dobranoc.
Uśmiechnął się i poszedł do siebie.
Weszłam do domu.
- Cześć kochanie! W piekarniku masz trochę makaronu. - powiedziała moja mama, która razem z Robem leżała na kanapie.
- Byliśmy na pizzy, nie jestem głodna.
Musiałam skłamać. Chciałabym czuć się swobodnie kiedy Liam mnie podnosi, a dzisiaj to nie było możliwe.
Poszłam do nich na chwilę porozmawiać i posłuchać jak bardzo się cieszą że mogą ze sobą być. Przyznam, że od kiedy tu jesteśmy moja matka znormalniała i zaczęła zachowywać się w miarę jak na swój wiek.
Zajrzałam też na chwilę do Chloe, a ona popytała o to co mnie łączy z Liamem, opowiedziała o dzisiejszych zakupach. Później poszłam wziąć prysznic i położyłam się do łóżka. Sprawdziłam telefon i zobaczyłam, że Luke zrobił grupę "Wakacje suki" na WhatsAppie i dodał mnie.
Luke - Yo, co wy na to, żeby jechać jutro do aquaparku?
Lottie - Dla mnie spoko.
Tori - Cool
Brian - Luz. Kuzynka pracuje na kasie, więc mamy zniżkę.
Harry - Wchodzę.
Zayn - Hahaha no dobra, ale ja nie prowadzę.
Lou - Mam busa. Mogę prowadzić.
Niall - Taak!
Liam - Dobra. To jutro o 13:00 am. wszyscy pod Tesco?
Luke - Okay. Co z tobą, Irlandia?
Ja - Musze zapytać Sam'a czy weźmie za mnie jutro godzinę.
Szybko zadzwoniłam do niego.
- Hej Sam, tutaj Jess.
- Cześć. Poznałem cię.
- Mam prośbę wziąłbyś za mnie jutro godzinę w pracy? Oddam ci z wypłaty.
- Odważnie jak na drugi dzień! - zaśmiał się. - Nie ma sprawy.
- Dziękuje! Strasznie ci dziękuję.
- Będę po ciebie rano, papa.
Odłożył słuchawkę, a ja szybko napisałam do reszty.
Ja - Ustalone. Jade z wami :D
Lou - Podjedziemy po ciebie pod Coffie Heaven o 1:10 pm
Ja - Dzięki. Dobranoc ♡
Ustawiłam budzik na 8:00 i poszłam spać.
Rano byłam kompletnie nieprzytomna kiedy obudził mnie dźwięk budzika. Wyłączyłam go i wstałam. Ubrałam się, od razu zakładając bikini pod ciuchy, uczesałam się i spakowałam kilka rzeczy do aquaparku. Zeszłam na dół, żeby zjeść śniadanie i wróciłam na górę, żeby się umalować. Wzięłam torbę i zeszłam z powrotem na dół.
- Mamo, jadę z koleżankami do aquaparku po pracy dobrze?
- Dobrze. Potrzebujesz jakieś pieniądze?
- Ym...tak.
- Dam ci 20 funtów.
- Okay...
Usłyszałam skuter podjeżdżający pod mój dom. Wzięłam pieniądze, włożyłam buty i wybiegłam na zewnątrz machając Samowi.
- Hej Jess. - powiedział z uśmiechem, który, jak mi się zdawało nigdy nie schodził z jego twarzy.
- Hejka.
Trzymałam go za brzuch i próbowałam nie upuścić torby z kolan kiedy brał mocne zakręty.
Nasza praca była przyjemna i na prawdę mi się spodobała. W przerwach rozmawiałam z Samem, którego z każdą chwilą lubiłam bardziej.
Było krótko przed 01:00 pm.
Koło południa zawsze było dużo ludzi, ale dzisiaj była masakra. Brakowało stolików a my ledwo nadążaliśmy.
- Sam przepraszam cię, że zostawiam to wszystko na twojej głowie.
- Kiedyś mi się odwdzięczysz mała suko. - puścił mi oczko.
Kilkanaście minut później do środka weszli Luke, Tori, Lottie, Niall, Harry z Lou, Liam i Zayn. Podbiegłam do nich.
- Dajcie mi sekundę. Wezmę rzeczy z zaplecza.
Pobiegłam do mojej szafki a oni poszli zamówić mrożony jogurt.
Wróciłam i kiedy czekałam z aż wszyscy odbiorą swoje jogurty przyłapałam Sama na gapieniu się na Luka. To nie było zwykłe spojrzenie, on badał go wzrokiem od góry do samego dołu. Kiedy podawał mu napój ręka mu się trzęsła i wykrztusił tylko "ee.. proszę". Podeszłam do Sama, podziękowałam mu jeszcze raz, przytuliłam go i wyszliśmy.
Byliśmy w drodze na parking, gdzie stał bus i nagle Liam podszedł do mnie.
- Siemka. Wziąłem też dla ciebie. - powiedział po czym podał mi plastikowy kubek z jogurtem. - Banan, truskawki i ciastka czekoladowe.
- Ojej, dziękuję. - spojrzałam na niego w górę. - Trafiłeś, to mój ulubiony smak. - wyciągnęłam z torebki portmonetkę.
- To nie będzie konieczne. Postawiłem ci go. Może kiedyś ty też to dla mnie zrobisz. - podniósł jedną brew i uśmiechnął się szeroko.
Zaczęłam się śmiać i klepnęłam go w ramię.
Dotarliśmy do małego czerwonego busa a Lou wyjął kluczyki.
Każdy znalazł sobie kawałek miejsca na fotelach ułożonych równolegle do siebie, a Harry usiadł na miejscu obok kierowcy.
- Dobra, a teraz otwierać wszystkie okna, bo tu umrzemy a klima nie działa.
To też zrobiliśmy, po czym ruszyliśmy w drogę do aquaparku.
------------------------------------------------------------------------------------
Zaczęłam ferie, więc mam czas, żeby pisać kolejne rozdziały. Mam nadzieję, że po tym spamie na tt i fb pod tym rozdziałem będzie 1+ komentarzy. ~ Spring :)
Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się szeroko.
- Nie zdążyłam się pomalować do końca.
- Przecież wygdlądasz no...dobrze. I chyba zmieniłaś kolor włosów.
- Tak, często to robie.
- Pasuje ci ten kolor.
- Dzięki.
Szliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim. Liam nie był taki zarozumiały jak myślałam. Był miły i uważnie słuchał tego, co mówiłam.
- Po co zabrałeś piłkę?
- Bo zawsze jak wychodze z Tysonem gram w kosza. Sam albo z Lukiem..
- Oo więc dzisiaj ja dostałam ten zaszczyt? - zaśmiałam się.
- Czuj się wyróżniona i nie zapomnij napisać o tym na twitterze.
- Chciałbyś.
Przekroczyliśmy bramę parku i Liam zdjął Tysonowi smycz. Poszliśmy w kierunku boiska do koszykówki.
- Potrafisz grać? - spytał, zdejmując bluzę.
- Eee...no...
- W porządku. - zaśmiał się i rzucił mi piłkę.
Złapałam ją i rzuciłam w stronę kosza. Oczywiście nie trafiłam. Wtedy podbiegł do niej i chwycił ją mocno, odbił od ziemi i czysto trafił.
- Tak to się robi. - powiedział i poruszył brwiami.
Pokręciłam tylko głową i próbowałam odebrać mu piłkę. Przez cały ten czas Tyson biegał między naszymi nogami i podskakiwał co chwilę. Kiedy byliśmy już zmęczeni Liam powiedział:
- Rzuć ostatni raz i usiądźmy.
Stanęłam na przeciwko kosza szykowałam się, żeby rzucić. Nagle poczułam jak długie, męskie palce zaplatają się wokół mojego brzucha.
Liam podniósł mnie wysoko i posadził na swoich ramionach. Wystraszyłam się.
On mnie nie uniesie...no a jeśli nawet to będzie mu bardzo ciężko.
- Liam proszę, nie! - krzyknęłam i przez przypadek upuściłam piłkę.
- Prawie cię nie czuję. Zaufaj mi.
Nie mogłam zrobić nic innego niż siedzieć na górze i modlić się, żebym go nie zgniotła. Złapał piłkę, która wypadła z moich rąk, podał ją mi i podbiegł pod sam kosz.
- No dawaj!
Trafiłam, po czym ześlizgnęłam się z jego pleców na ziemię.
- Haha no proszę. Baletnica trafiła do kosza. - zaśmiał się, marszcząc delikatnie oczy.
- Dzięki, ale nie podnoś mnie więcej. - wzięłam torbę i poszłam w stronę ławki.
- O co ci chodzi?
O to, że jestem grubym wielorybem i masz mnie nie podnosić.
- O nic. Mam trochę truskawek, chcesz?
- Em, tak. - wydał się trochę zakłopotany tą sytuacją.
Wyjęłam plastikowe pudełko z truskawkami i położyłam je na ławce po miedzy nami.
LIAM'S POV:
Patrzyłem na nią i zastanawiałem się o co jej chodziło. Może to nie było nic ważnego, a może przeciwnie. Nie byłem pewien.
Siedziała tak blisko, a zapach jej perfum i truskawek doprowadzał mnie do szaleństwa. Za wszelką cenę chciałem ją mieć, ale jedyna rzecz jakiej byłem teraz pewien to fakt, że Jessica Avalon Green nie była jak inne dziewczyny, a to wszystko komplikowało.
JESSIE'S POV:
Chciałam przerwać tą ciszę, jaka nas ogarnęła.
- Masz koszulkę Michaela Jordana, prawda?
- Tak a czemu? - spytał oblizując usta czerwone od truskawek.
- Dlaczego jej nie nosisz? - na moje słowa rozszerzył oczy.
- Żartujesz?! Ona jest święta! To nie jakaś tam koszulka. To oryginał, w którym Michael strzelił decydującego kosza i Chicago Bulls przeszli do historii! Jak mógłbym to nosić?!
- Wybacz, nie sądziłam, że to takie oczywiste. - powiedziałam lekko się śmiejąc.
- Okay. Chodźmy już, bo Tyson zaczyna wyrywać suczki, a nie chce być dziadkiem. Gwizdnął i pies zaraz pojawił się obok, założył mu smycz i mogliśmy iść.
- Właściwie to skąd pomysł, żeby nazwać go Tyson?
- Jak pewnie wiesz, uprawiam kick-boxing. A imie wzięło się od nazwiska Mike'a Tysona.
Pokiwałam głową. Nawet nie zauważyłam jak przeszliśmy przez Monroe St. i teraz szliśmy już po Sunset.
- Ciekawe skąd się wzięła nazwa "Sunset".
- Wiesz, że zadajesz dużo pytań?
Spojrzałam na niego.
- Po północnej stronie tej ulicy jest małe wzgórze. Kiedy indziej ci pokaże, bo dzisiaj jest za późno.
- Okay.
Minęliśmy jego dom i podeszliśmy pod mój.
- Dzięki, że poszłaś z nami do parku.
- To nic takiego. Ale cały czas ciekawi mnie jedna rzecz.
- Co takiego?
- Czemu nie poprosiłeś Nicole?
- Cóż...jakby ja i Nicole już nie mamy kontaktu. Odpuściłem ją sobie, a ona jest już pewnie daleko z jakimś facetem.
- Oh, jaa...nie chciałam. - zająknęłam się.
- Nie ma sprawy. To była moja decyzja. Dobranoc Jess.
- Dobranoc.
Uśmiechnął się i poszedł do siebie.
Weszłam do domu.
- Cześć kochanie! W piekarniku masz trochę makaronu. - powiedziała moja mama, która razem z Robem leżała na kanapie.
- Byliśmy na pizzy, nie jestem głodna.
Musiałam skłamać. Chciałabym czuć się swobodnie kiedy Liam mnie podnosi, a dzisiaj to nie było możliwe.
Poszłam do nich na chwilę porozmawiać i posłuchać jak bardzo się cieszą że mogą ze sobą być. Przyznam, że od kiedy tu jesteśmy moja matka znormalniała i zaczęła zachowywać się w miarę jak na swój wiek.
Zajrzałam też na chwilę do Chloe, a ona popytała o to co mnie łączy z Liamem, opowiedziała o dzisiejszych zakupach. Później poszłam wziąć prysznic i położyłam się do łóżka. Sprawdziłam telefon i zobaczyłam, że Luke zrobił grupę "Wakacje suki" na WhatsAppie i dodał mnie.
Luke - Yo, co wy na to, żeby jechać jutro do aquaparku?
Lottie - Dla mnie spoko.
Tori - Cool
Brian - Luz. Kuzynka pracuje na kasie, więc mamy zniżkę.
Harry - Wchodzę.
Zayn - Hahaha no dobra, ale ja nie prowadzę.
Lou - Mam busa. Mogę prowadzić.
Niall - Taak!
Liam - Dobra. To jutro o 13:00 am. wszyscy pod Tesco?
Luke - Okay. Co z tobą, Irlandia?
Ja - Musze zapytać Sam'a czy weźmie za mnie jutro godzinę.
Szybko zadzwoniłam do niego.
- Hej Sam, tutaj Jess.
- Cześć. Poznałem cię.
- Mam prośbę wziąłbyś za mnie jutro godzinę w pracy? Oddam ci z wypłaty.
- Odważnie jak na drugi dzień! - zaśmiał się. - Nie ma sprawy.
- Dziękuje! Strasznie ci dziękuję.
- Będę po ciebie rano, papa.
Odłożył słuchawkę, a ja szybko napisałam do reszty.
Ja - Ustalone. Jade z wami :D
Lou - Podjedziemy po ciebie pod Coffie Heaven o 1:10 pm
Ja - Dzięki. Dobranoc ♡
Ustawiłam budzik na 8:00 i poszłam spać.
Rano byłam kompletnie nieprzytomna kiedy obudził mnie dźwięk budzika. Wyłączyłam go i wstałam. Ubrałam się, od razu zakładając bikini pod ciuchy, uczesałam się i spakowałam kilka rzeczy do aquaparku. Zeszłam na dół, żeby zjeść śniadanie i wróciłam na górę, żeby się umalować. Wzięłam torbę i zeszłam z powrotem na dół.
- Mamo, jadę z koleżankami do aquaparku po pracy dobrze?
- Dobrze. Potrzebujesz jakieś pieniądze?
- Ym...tak.
- Dam ci 20 funtów.
- Okay...
Usłyszałam skuter podjeżdżający pod mój dom. Wzięłam pieniądze, włożyłam buty i wybiegłam na zewnątrz machając Samowi.
- Hej Jess. - powiedział z uśmiechem, który, jak mi się zdawało nigdy nie schodził z jego twarzy.
- Hejka.
Trzymałam go za brzuch i próbowałam nie upuścić torby z kolan kiedy brał mocne zakręty.
Nasza praca była przyjemna i na prawdę mi się spodobała. W przerwach rozmawiałam z Samem, którego z każdą chwilą lubiłam bardziej.
Było krótko przed 01:00 pm.
Koło południa zawsze było dużo ludzi, ale dzisiaj była masakra. Brakowało stolików a my ledwo nadążaliśmy.
- Sam przepraszam cię, że zostawiam to wszystko na twojej głowie.
- Kiedyś mi się odwdzięczysz mała suko. - puścił mi oczko.
Kilkanaście minut później do środka weszli Luke, Tori, Lottie, Niall, Harry z Lou, Liam i Zayn. Podbiegłam do nich.
- Dajcie mi sekundę. Wezmę rzeczy z zaplecza.
Pobiegłam do mojej szafki a oni poszli zamówić mrożony jogurt.
Wróciłam i kiedy czekałam z aż wszyscy odbiorą swoje jogurty przyłapałam Sama na gapieniu się na Luka. To nie było zwykłe spojrzenie, on badał go wzrokiem od góry do samego dołu. Kiedy podawał mu napój ręka mu się trzęsła i wykrztusił tylko "ee.. proszę". Podeszłam do Sama, podziękowałam mu jeszcze raz, przytuliłam go i wyszliśmy.
Byliśmy w drodze na parking, gdzie stał bus i nagle Liam podszedł do mnie.
- Siemka. Wziąłem też dla ciebie. - powiedział po czym podał mi plastikowy kubek z jogurtem. - Banan, truskawki i ciastka czekoladowe.
- Ojej, dziękuję. - spojrzałam na niego w górę. - Trafiłeś, to mój ulubiony smak. - wyciągnęłam z torebki portmonetkę.
- To nie będzie konieczne. Postawiłem ci go. Może kiedyś ty też to dla mnie zrobisz. - podniósł jedną brew i uśmiechnął się szeroko.
Zaczęłam się śmiać i klepnęłam go w ramię.
Dotarliśmy do małego czerwonego busa a Lou wyjął kluczyki.
Każdy znalazł sobie kawałek miejsca na fotelach ułożonych równolegle do siebie, a Harry usiadł na miejscu obok kierowcy.
- Dobra, a teraz otwierać wszystkie okna, bo tu umrzemy a klima nie działa.
To też zrobiliśmy, po czym ruszyliśmy w drogę do aquaparku.
------------------------------------------------------------------------------------
Zaczęłam ferie, więc mam czas, żeby pisać kolejne rozdziały. Mam nadzieję, że po tym spamie na tt i fb pod tym rozdziałem będzie 1+ komentarzy. ~ Spring :)
świetne :)
OdpowiedzUsuń